Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cichy domek nad jeziorem

<< < (9/30) > >>

Funeris Venatio:
- Zapraszam do środka. - Nie czekał na reakcję, po prostu ręką wskazał drzwi od domu i sam wszedł do środka. Szedł spokojnym, miarowym krokiem, jego nie najchudsze cielsko kołysało się za każdym razem, gdy podnosił nogę i zaraz potem opuszczał ją na drewnianą, naprawdę ładnie zrobioną podłogę. Kaszlnął niezauważalnie i skręcił do pomieszczenia na wprost, które okazało się salonem. Całkiem sporym, z dużym stołem, niestety w tej chwili nie zastawionym. Ktoś szybko doniósł dzban wina i cztery kubki, które szybko napełniono i podano przyjezdnym i sołtysowi. Gdy już zasiedli, człowiek zaczął mówić. Głos miał twardy, zimny i trochę chrypki.
- Pozwolicie, że zacznę od początku, będzie łatwiej. Nasza wioska, jak i spora część okolicznych, utrzymuje się z hodowli bydła i w pewnej części owiec, które się pasą na zaczynających się kawałek stąd pagórkach. Na wschód stąd znajduje się posiadłość Boleskine, która należała kiedyś do niezbyt bogatego szlachcica. Utrzymywał się z tego samego co my, lecz sam prowadził nader... dziwną działalność. Ludzie bajali, że to kultysta, który przyzywa demony, a w jego włościach straszy. Teraz pałac od długiego czasu stoi pusty, ale plotki nie cichną. *Ekh! Ekh!* Od jakiegoś miesiąca pasterze, którzy wybierają się tam ze swoimi owieczkami, opowiadają, że złe duchy zwiększyły swoją aktywność. Wiary nie dawałem, lecz jak nie wróciło stamtąd kilku ludzi... - tutaj zauważalnie zawiesił głos i posmutniał, lecz w jakiś dziwny sposób -  to zaczęliśmy się martwić. Możliwe, że jacyś bandyci schronili się wewnątrz, lecz tego sprawdzić nie mamy jak, brak nam doraźnych środków. Udajcie się na miejsce i dowiedzcie się co się stało. - W tej chwili znowu zakaszlał kilkakrotnie, przykładając pięść do twarzy.

Patty:
Przypatrywałam się uważnie sołtysowi i nie mogłam pozbyć się uczucia, że coś kręci lub czegoś nie mówi. Nie lubiłam takich typków, zazwyczaj robota stawała się przez to dużo trudniejsza, a czasem i niebezpieczniejsza.
- Przyjrzymy się posiadłości - odpowiedziałam mu - Jest coś jeszcze, co chciałbyś dodać, nim wyruszymy?

Funeris Venatio:
- Kierujcie się na wschód, na cztery charakterystyczne wzniesienia wystające znad ziemi. A wy macie jakieś pytania?

Lucas Paladin:
- Tak. Jakim cudem znalazł się tam Wasz syn, sołtysie? Chyba nie jesteś głupi i nie wysyłasz własnego chłopaka w paszczę lwa? - Lucasa w sumie dziwiło dlaczego syn tam zginął. Jeśli owy człowiek faktycznie był kultystą, to albo już ich pozabijał, albo wykorzysta do rytuału przyzwania demona astralengo, podobnie jak to było kiedy ostatni raz wyruszył z Bractwem, aby ratować dziecię sołtysa. Miał nadzieję, że tym razem demon się nie pojawi.

Funeris Venatio:
- Głupi jest i młody, ale krew z krwi. Chłopak, Alister, ma ze dwadzieścia lat i chodzi swoimi drogami. Nie wiem co go podkusiło, ale poszedł i już nie wrócił. Okolice przeszukiwaliśmy kilka dni, bez skutku...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej