Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cichy domek nad jeziorem

<< < (5/30) > >>

Funeris Venatio:
Trójka towarzyszy spokojnym krokiem swoich wierzchowców dotarła do rozdroży, które miały oznaczać dokładnie połowę ich drogi. Do tej pory podróż przebiegała bez żadnych widocznych nieudogodnień, było sielsko, miło i przyjaźnie. Julian myślał o łodziach, Lucas o Patty, a paladynka chuj wie o czym. Chociaż... No, nie ważne. Wyłonili się z gęstego lasu na otwartą przestrzeń, szeroki trakt i dwie drogi. Szlak prowadził w lewo, do Efehidionu, jak twierdził znak wyryty na kamieniu, ale też i w prawo, ku ich celowi podróży, jak również twierdził znak wyryty na tym samym kamieniu przez tego samego człeka, który do mistrzów kaligrafii ani kamieniarstwa nie należał. Bór zostawili za sobą o jakieś sto metrów. Wtem dobiegło ich urywane wycie, które tylko złowieszczo było potęgowane przez drzewa. Wtem zza ich pleców wyłoniła się grupka zwierząt. Najpierw drogę przecięły dwie rącze łanie, a następnie samiec alfa wilczej watahy i pięcioro członków jego stada. Dowódca stada zatrzymał się i spojrzał z rządzą krwi na trójkę towarzyszy niedoli. Ruszyli biegiem w ich stronę, błyskawicznie skracając dystans. Byli tuż, tuż, zakonnicy nie dostrzegli ich jednak od razu.

//6x wilk w odległości 35 metrów, szybko zmniejszają odległość.

Patty:
Widząc nadciągające wilki lekko wstrzymałam konia i dobyłam szabli. Lekkie, zakrzywione ostrze zaśpiewało cicho, gdy zakręciłam nim w palcach, obejrzałam się jeszcze na towarzyszy i spięłam konia ostrogami, ruszając w cwał. Potężny, kary rumak zerwał się do biegu niemal z miejsca, mocne, podkute kopyta biły w ziemię, wzburzając tumany pyłu, ale tym się nie przejmowałam. Towarzysze za mną mogli mniej widzieć, ale teraz to było bez znaczenia. Wzniosłam szablę do góry, nacierając na jednego wilka i gdy byłam tuż przed nim wychyliłam się z siodła, tnąc potężnie z góry. Szabla, broń idealna do walki z siodła, przerąbała zwierzaka wzdłuż, drobiny krwi uniosły się górę i zmieszały z pyłem, a śmiertelnie ranny wilk zawył przeszywająco i upadł na ziemię. Ja w tym czasie wyminęłam wilki i zakręciłam koniem, ustawiając się przodem do bestii.

5x wilk

Funeris Venatio:
Wilki rozpierzchły się przed koniem pani paladyn, jedynie ten martwy utrzymał swoją początkową pozycję, za cenę życia niestety. Niestety dla niego. Pozostała piątka szybko zakręciła za galopującym wierzchowcem, słychać było warknięcia przywódcy watahy. Teraz wszystkie ocalałe wilki ruszyły na Patty, która już nie miała czasu poderwać konia do jakiegoś karkołomnego biegu.

5x wilk w odległości 14 metrów od Patty, zbliżają się szybko, odległość od panów się nie zmieniła.

Julian:
A miałem dalej myśleć o łodziach...
Szybkim ruchem zeskoczyłem z konia i czekałem na atak rozszalałego zwierzęcia. Konia odgoniłem dając mu klapsa w zad. Nie spłoszyłem go, lecz chciałem, aby odszedł. On sam jednak wyczuł zagrożenie, bo zaczął robić się bardzo niespokojny. Czekać długo nie musiałem, wilk skoczył na mnie mając na celu przebicie mi krtani. Odsunąłem się szybkim ruchem i zaatakowałem ja. On odskoczył, pokazując mi swoje kły. Ruszyliśmy na siebie niemal jednocześnie. Tym razem moje ostrze było szybsze. Trafiłem go w kark. Zaskomlał dziko i spuścił ogon, ale nie zrezygnował z ataków. Zakończyłem to szybkim cięciem tułów zwierzęcia, który zaczął obficie krwawić. Wilk padł na ziemie sapiąc głośno. Po chwili zdechł.

4x wilk

Patty:
Widząc nadciągające wilki uśmiechnęłam się tylko i schowałam szablę do pochwy, sięgając ponad prawe ramię, po miecz. Mimo że w Bractwie wyuczyłam się władać kiścieniem, nigdy do końca tej broni nie polubiłam, proste, obosieczne ostrze było mi po prostu potrzebne do szczęścia. Przemieściłam się prosto w stadko wilków, dzierżąc już w dłoniach czarną kosę. Zaatakowałam wściekle, korzystając z długości broni i runęłam na pierwszego zwierzaka, rąbiąc krzyżowo. Klinga trafiła w nos, wrażliwą część ciała u psowatych i wilk zawył, a wtedy uderzyłam mocno nad szyję, w kark, niemal odrąbując łeb bestii. Kolejny zwierz skoczył mi na pierś, próbując obalić i faktycznie mu się to udało. Przewróciłam się, padając na plecy, ale upadając, sięgając po sztylet i gdy wilk chciał wgryźć mi się w gardło, wbiłam mu szklaną mizerykordię między żebra, sięgając jakiegoś organu, pchnęłam jeszcze raz, krew polała mi się na napierśnik, a wilk jakby oklapł. Zrzuciłam go i odepchnęłam telekinezą, podrywając się na nogi, już z mieczem w dłoni, zaatakowałam kolejnego wilka, próbę ataku zniweczyłam krótkim wypadem w przód, długa klinga raniła go w oko, zwierz cofnął się, a wtedy postąpiłam krok do przodu, tnąc z góry, prosto w łeb. Gładko odrąbałam kawałek czaszki. Doskoczył do mnie kolejny wilk, kłapiąc wściekle kłami i próbując ugryźć, ale cofnęłam się, jednocześnie uderzając od dołu, w szczękę. Teraz bestia się cofnęła, a ja wykorzystałam to, nacierając ostro, tnąc przez pysk i oczy. Gdy wilk zaskomlał, pozbawiony wzroku, przesunęłam się na jego bok, krótkim, oszczędnym cięciem powaliłam go na ziemię.

wszystkie padły

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej