Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie
Funeris Venatio:
- Tak, podwiózł mnie. Nie znam go, chociaż kurewsko poczciwy staruszek. Znaczy, wybacz, miałem nie kląć. Trzech łącznie widziałem, dwójka mnie zabrała tutaj. Taszczyli po lesie jak worek kartofli. Jednemu wybiłem zęba chyba.
//Idę na grilla, będę później.
Kuhin Acker:
- Czyli to są chyba wszyscy ubici. Czy mieli powód aby Ciebie zabrać ze sobą? - Rekrut wstał i wskazał na sakwy i worki. -Cóż... Sprawdźmy co jest w tych sakwach. Coś z tego jest może Twoje? Jeżeli tak to bierz. Resztę wartościowych rzeczy, o ile takie tam są zabierzemy z powrotem na polanę. Mój towarzysz będzie wiedział, co z nimi zrobić.
Funeris Venatio:
- Te dwa worki były z wozu staruszka, w środku jest tylko trochę zboża. Nie wiedzieli pewnie co tam znajdą, a nie mieli czasu zajrzeć do środka. Tępe dzidy. Jedna sakwa jest moja, ta z naszytym ptakiem na górze. O tak, dokładnie ta. Dzięki. Resztę przeszukaj, podzielimy się zyskiem, jeżeli Ci to nie przeszkadza.
//Znalazłeś łącznie 60 grzywien, nic więcej. Nie dodawaj do ekwipunku, dodam je w podsumowaniu wyprawy.
- Idziemy do tego twojego towarzysza?
Kuhin Acker:
- Nic nas tutaj już nie trzyma. Chodź za mną. - Rekrut opuścił kotlinkę, kierując się w stronę polany. W drodze zagadał do Johna - Powiedz mi proszę... Co porabiasz w życiu?
Funeris Venatio:
- Różnie... Piję, dupczę, obrywam po ryju w różnych karczmach, takie tam. W skrócie - jestem synem sołtysa. Czasem robię za kuriera, jak teraz właśnie. Dostarczyłem wiadomość do Bractwa, ale koń mi okulał na kilkaset metrów przed bramą główną. Jak miałem kierować się do stajni zakonnej, to trafiłem na staruszka, z którym się zabrałem. Rycerze nie chcieli dać mi nowego konia, skoro poczciwy kupiec jechał w tę samą stronę. No i tak trafiłem... Prześwit już widać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej