Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak konie w galopie
Kuhin Acker:
A i owszem. Nie zgadzam się. Czemu ani jeden ani drugi nie mają przy sobie żadnego złota? Bitka była świeża. Wciąż myślę, że ktoś jeszcze w tym uczestniczył. - Mówiąc to, zaczął kopać już pierwszy grób. -Co do taru, to nie miałem o tym pojęcia. Myślałem, że ten gatunek psowatych żyje wyłącznie dziko i nie da się ich tresować. Niech Zartat wybaczy mi mój błąd. Mógłbym spróbować mu pomóc, może by mnie nie zaatakował.
Kopanie grobów nie trwało zbyt długo. Ziemia w tym miejscu nie była akurat zbyt mocno ubita. Gdy skończył, wyszedł z dołu, otrzepał się z ziemi po czym powiedział -Groby są gotowe. Możemy rozpocząć pochówek.
//Zgrabnie przywołałeś tutaj swoją postać :P
Funeris Venatio:
Wrzucili ciała do wspólnego dołu. Nekker dorzucił do środka kilka szmat z wozu, które się na nim znajdowały, miecz bandyty, ciało taru i resztę niepotrzebnego sprzętu. Rycerz zajął się zakopywaniem mogiły, na koniec zmówił krótką modlitwę, wzniósł wzrok ku niebu i zakończył ceremoniał pochówku.
- Nie twierdzę, że był sam. W końcu ten ślad nie powstał samoczynnie, a jest całkiem wyraźny i niepodobny do przejścia jakiegoś zwierza, czy czegoś takiego. Niestety mamy jeden problem - nasz wóz. Obowiązki członków Bractwa ÂŚwitu, ramienia Zartata w tym królestwie, każą nam zbadać sprawę i odszukać winnych. Jest kilka niewyjaśnionych aspektów, więc nie możemy po prostu odjechać w swoją drogę. A nasz wóz nie może pozostać bez opieki, więc nie wybierzemy się tym śladem we dwójkę. Decyduj - mam iść ja, czy ty zrobisz dalszy rekonesans?
//I nawet nie nakłamałem. Naprawdę na dniach będę pasowany na rycerza i jestem całkiem obiecującym rekrutem. :)
Kuhin Acker:
Kuhin liczył na jakieś słowa pocieszenia, w związku z zabiciem niewinnego stworzenia, jednak niczego takiego się nie doczekał. No cóż... Musiał sam uporać się ze swoim sumieniem. Jednak obecnie miał ważniejsze sprawy na głowie. Trzeba było zbadać sprawę tutejszego morderstwa. Rekrut walczył ze sobą jakiś czas, niby to rozglądając się po pobojowisku, jednak w końcu żądza przygody wzięła nad nim górę i postanowił sam pójść do lasu.
-Proszę zostań przy wozie. Ja zbadam ten trop.
Funeris Venatio:
- Ruszaj więc. Bądź ostrożny, nie wiadomo co się czai, a nie chcę Cię mieć na sumieniu, Kuhinie. I nie przejmuj się tym taru. Lepiej ono niż ty.
ÂŚlad prowadził prosto w las, mniej więcej od strony, gdzie rekrut siedział w krzakach. W samym lesie, między drzewami, widoczne były ślady połamanych gałązek, odgarnięte listowie, na jednym z przewalonych konarów nawet kawałek szaty, mocno zakrwawionej. Ciągnął się przez co najmniej 1500 metrów. Na samym końcu podróży rekrut ujrzał wejście do niewielkiej kotlinki otoczonej drzewami. Nad nią unosił się dym z ogniska i słychać było złorzeczenia.
//Masz już, nie płacz nad zwierzaczkiem, otrzyj łzy, wyczyść sumienie, takie tam. :P
Kuhin Acker:
Na słowa rycerza, rekrut jedynie kiwnął głową i ruszył w las. ÂŚlad był wyraźny, więc nie było tutaj trzeba żadnych umiejętności tropiciela, by sobie poradzić. W końcu zaczął zbliżać się do kotlinki. Najpierw zauważył dym. Następnie usłyszał rozmowy. Zaczął zachowywać się ostrożnie. Znowu. Tym razem jednak był niemal pewien, że ma ku temu powody. Nie wchodził jednak na razie do kotliny. Poszukał dobrego punktu obserwacyjnego i zaczął wypatrywać ważnych elementów strategicznych. Wysłuchiwał jednocześnie rozmów, chcąc zdobyć jak najwięcej informacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej