Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kill dem oll!

<< < (11/108) > >>

Lucjan Vilfild:
-Przynajmniej widzę tego kto wydaje rozkazy i nie idę ślepo w ogień za czymś, czego nigdy nie widziałem. Powinniśmy ruszać.
Powiedział zerkając na stojącą na stole wódkę. Istniało ryzyko, że gdyby zostali tu dłużej kompania mogłaby opróżnić jeszcze flaszkę, albo dwie. Wszyscy natomiast wiedzieli jak surowe kary nakładane są na pijanych jeźdźców. ÂŻałując trochę, że nie przyszedł wcześniej i zazdroszcząc pozostałym spędzonych w karczmie chwil, Lucjan obrócił się w stronę wyjścia. Otworzył drzwi i stanął przed karczmą czekając aż wszyscy wyjdą. W Ekkerund nie było tego widać, ale gdy tu zmierzał pogoda dopisywała. Ciekawe, czy dalej jest tak bezchmurnie?
-Więc wszyscy jesteście z bractwa?
Rzucił nie tyle do Kharima, którego jako tako znał, a do jego towarzyszy. Spoglądając na ich ubiór odnosił dziwne wrażenie, że prócz niego i Aragorna jedynym nie-zakonnikiem był tutaj Devristus, ale to przecież mag. Dopiero po chwili doszło do niego, że on tez jest wśród nich. Pewnikiem w karczmie ukrył się jakimś nekromanckim sposobem. (Wybacz, dopiero zauważyłem że też idziesz :P)

Nawaar:
- Gadaj zdrów Lucjanie i tak każdy z nas będzie kiedyś sądzony i wtedy przekonamy się, kto mówił prawdę, a kto nie. Oczywiście tych dwóch ludzi i jaszczuroczłek są z bractwa. Zaprawdę będzie to ciekawa wyprawa. Dobra ruszajmy, po konie.

Lucjan Vilfild:
Westchnął i skinął głową. Jakoś nie miał dzisiaj ochoty na rozmowy. W szczególności zaś nie chciało mu się zaczynać żadnej sprzeczki na temat wiary z krasnoludzkim paladynem, który zawsze miał coś do powiedzenia. Wyprawa się zaczęła. Krok pierwszy to rzecz jasna dotarcie do koni, które trzymane są gdzieś nieopodal wyjścia z miasta. Nawet na przykładzie własnego wierzchowca zauważył, że zwierzęta nie lubią wchodzić do kamiennego domu brodaczy. Pewnie dlatego, że spora jego część leży pod ziemią. Jeśli miał być szczery, to aż tak im się nie dziwił. Też wolał mieć nad swoją głową niebo od twardej skały. Dlatego zamierzał opuścić Ekkerund bez jakiegokolwiek ociągania. Maszerował raźno, wraz z towarzyszami górując znacznie nad miejscowymi. Panował lekki tłok, bo wielu krasnoludów spieszyło do domów na przerwy obiadowe. Na szczęście spacer kilkuosobową grupą znacznie ułatwiał łowcom bobrów przejście przez miasto.

Nawaar:
Krasnolud w śród swoich nie wyróżniałby się wyglądem gdyby nie zbroja wykonana z dobrego materiału, ale uważał żeby się nie zderzyć z innymi krasnoludami nie mógł się doczekać, aż dobędą koni i ruszą wszyscy ku swojemu przeznaczeniu.

DarkModders:
Szeklan wyszedł z karczmy i wzioł swojego konia, którym przyjechał. Wsiadł na niego i pojechał za Aragornem

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej