Tereny Valfden > Dział Wypraw

Potłuczone szkło

<< < (3/17) > >>

Anv:
Widząc postać wskakującą w krzaki, byłem trochę zaskoczony. Ale byłą późna noc, w takich porach mógł to być każdy. Dosłownie. Ponagliłem konia aby podjechać bliżej. Nie chciałem ryzykować konia, więc szybko z niego zeskoczyłem i ruszyłem w chaszcze za tajemniczą postacią. Z jednej strony mógłbym nie ryzykować, ale jeśli ktoś ucieka, to zazwyczaj coś jednak jest nie tak i ma do tego powód.

Canis:
Twoje rasowe umiejętności działały jakże czujnie wyostrzając w nocy twoje zmysły. Słyszałeś dokładnie sapanie z konkretnych chaszczy, więc wiedziałeś gdzie się skrywa, lecz nie wiedziałeś co, gdyż skrywały to liście w chaszczach. Z kolei po drugiej stronie jezdni oraz na przeciwko ciebie słyszałeś inne odgłosy przypominające ludzkie skradanie się bądź coś w ten deseń.

Anv:
Otoczony różnorodnymi szmerami wiedziałem, że jestem w trochę średniej sytuacji. Z jednej strony ciekawiło mnie co schowało się w krzakach, ale z drugiej strony ktoś także był tym zainteresowany, albo mną. Nie mogłem zostawić mojego rumaka samego. Nie był mój, a nuż by się mu coś stało i pewnie musiałbym zapłacić za jego uszczerbek na zdrowiu. Wycofałem się po cichu z krzaków chcąc zobaczyć co dzieje się z drugiej strony, lub czy mój wierzchowiec nadal stoi spokojnie.

Canis:
Twój wierzchowiec stał spokojnie, gdy odwróciłeś uwagę w drugą stronę, usłyszałeś jak obok ucha przemyka ci żelazny pocisk wystrzelony z procy. Usłyszałeś jak zaczynają biec w twoją stronę jakieś persony, a z krzaków na które się kierowałeś zwyczajnie wyskoczył jeden Trablin rzucając się na ciebie z pazurami.

1x Trablin
reszta nieznana... Lecz wiesz, ze ktoś tutaj strzela pociskami z żelaza...

Trablin jest w odległości 3 metrów od ciebie, skacze na ciebie z wyciągniętymi pazurkami. chaszcze, z których wyleciał pocisk są 10 metrów od ciebie, zaś bieg słyszysz z przed siebie z większej odległości. Natłok informacji nie pozwala ci wszystkiego skonkretyzować...

Anv:
- Cholera. Co to? - rzuciłem chyba sam do siebie, zaskoczony sytuacją i nagłym pojawieniem się trablina. Nie miałem czasu na jakąkolwiek kontrę, odskoczyłem szybko w bok, robiąc unik. Wampir taki jak ja nocą czuł się jak ryba w wodzie. Sytuacja wyraźnie mnie zaskoczyła, ale nie można powiedzieć, że zestresowała. Zachowałem zimną krew. Gdy potworek minął moje ciało chybionym atakiem, ja sięgnąłem po swoją katanę. Machnąłem nią dwa razy w powietrzu od lewa do prawa, chcąc jakby wyczuć ją i jej wyważenie. Może trochę przygotować się do ataku. Zbliżyłem się szybko do trablina, po czym korzystając z elementu zaskoczenia jakim był mój unik, zaatakowałem od góry. Ale trablin dał znać o swojej zwinności i szybko odskoczył w tył. Zamachnąłem się tylko w powietrzu. Potem szybko ruszył w moją stronę, za cel prawdopodobnie obierając sobie moją kończynę dolną lewą. Do tej nogi miał najbliżej. Domyślałem, się że skoro to takie brzydkie to bezpośredni kontakt z nim może nie być pomyślny dla mego zdrowia. Tak więc jeśli najlepszą obroną jest atak, ciąłem równocześnie od dołu blisko ziemi, aby powstrzymać natarcie na nogę, a jednocześnie ranić trablina. Klinga katany uroczo prześlizgnęła się po jego tułowiu rozcinając brzuch. Rozwścieczona potwora, aktem desperacji ponownie rzuciła się na mnie w skoku, wystawiając łapska z pazurami przed siebie. Ponownie odskoczyłem w bok, a klapnął na ziemię głucho, był ranny, więc jego ataki nie były takie skuteczne. Korzystając z nastałej sytuacji, wbiłem swój miecz w korpus opadłego na ziemię trablina, chcąc uśmiercić to coś. Jednocześnie czując jakby drobną ulgę rozejrzałem się wokół.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej