Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przejście
Funeris Venatio:
Wydawało się, że Funeris znajdował się w połowie drogi z Opactwa do lasu, który miał być jego celem. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, a on - bo w końcu sielanka nie mogła trwać długo - wdepnął w najzwyczajniejsze w świecie wilcze gówno, które skrzętnie ukryło się w trawie, gdy on podszedł do krzaka, by się wysikać. Pęcherze męczył go już jakiś czas i tylko czekał na okazję, by móc mu ulżyć. Wolał tego nie robić na środku drogi...
Gdy tylko wytarł podeszwę o trawę, wrócił na trakt. Z naprzeciwka widać było zmierzający powóz, zaprzęgnięty w dwa konie. Zmierzający nieco zbyt szybko, jak mu się wydawało. Gdy wóz był już tuż tuż, człowiek zauważył, że na koźle nie ma widać woźnicy. W ostatniej chwili udało mu się odskoczyć na bok, by nie zostać stratowanym przez rozszalałe zwierzęta. Szybko wstał na nogi i zobaczył, że wóz wywrócił się na koleinie, w której znajdowała się mała kałuża - tej, którą mijał przed kilkoma chwilami. Konie wypięły się, gdy dyszel złamał się w pół i pobiegły zgodnie przed siebie.
Nie zastanawiając się długo, Funeris podbiegł do przewróconego wozu, by zobaczyć, czy kogoś tam nie ma. Ewentualnie ocenić poziom zniszczeń. Starał się jakoś ocenić sytuację i znaleźć przyczynę.
Devristus Morii:
Zobaczyłeś młodego Taurena. Rzekłbyś, że nastolatka lub młodego mężczyzne, który w wyniku bliskiego spotkania ze stałym gruntem w znanych wydarzeniu uszkodził sobie co nieco: dziwnie wygięta lewa ręka i prawa noga, rozbita głowa. Z samego wozu została tylko połowa, gdyż druga przeistoczyła się w deski i kawałki drwa leżące dookoła. Widziałeś jeszcze skrzynie z towarami, ale nie byłeś w stanie z tej odległosci ocenić co to.
Funeris Venatio:
Młody tauren, jeszcze nie trzymetrowa góra mięcha - chociaż niewiele mu brakowało... Miał chyba złamane dwie kończyny, bo znajdowały się pod nienaturalnym kątem. Z głowy sączyła się krew. Nie wiedział, czy jest przytomny, czy nie. Postanowił sprawdzić.
Czy coś się stało? Pierwsza myśl, jaka wpadła mu do głowy. No oczywiście, że coś się stało, idioto. Przecież przed chwilą koleś o mało nie zginął. Albo i zginął, tego jeszcze nie wiedział.
- Wszystko w porządku? - zapytał wreszcie, podchodząc blisko do taurena. - Mogę jakoś pomóc, jesteś przytomny? Co się stało?
Niestety Poeta nie posiadał umiejętności, którymi dysponowali medycy, więc niewiele potrafił powiedzieć o stanie wypadkowicza. Jeżeli to było złamanie, to nawet nie potrafiłby nastawić odpowiednio kończyny, usztywnić jej pewnie też nie.
//Młody tauren to nadal wielkie bydle, co nie?
Devristus Morii:
//Tak trochę.
Młody Tauren oddychał. Słabo, bo słabo, ale żył. Odzyskiwał świadomość, ale to jeszcze nie było to.
Funeris Venatio:
ÂŻył, tyle dobrego. Funeris nie dotykał go, wolał nie naruszać żadnych złamań, jeżeli jakieś występowały. Taksował taurena pod kątem ugryzień - w końcu szedł polować na wilki, czemu by nie założyć, że to ich sprawka? Omiótł jeszcze raz wzrokiem pobojowisko.
//Z racji tego, iż nie wiem ile metrów/kilometrów odszedłem:
Dodatkowo próbował ocenić jak daleko jest od Opactwa, by sprawdzić, czy uda mu się szybko i sprawnie zawołać kogoś po pomoc. Nie chciał teraz wracać godzinami do pierwszych zabudowań, jeżeli tyle to miało trwać. Mogło się to źle skończyć dla tego tutaj nieszczęśnika. Lecz jeśli za kilka minut znalazłby się na zasięg krzyku, to czemu by nie spróbować?
W międzyczasie nie pozostało mu jednak nic innego, jak tylko obejrzeć miejsca wypadku. Tauren i tak był nieprzytomny. Cucił się wyraźnie, lecz jeszcze nie ocucił się do końca.
- Wszystko w porządku? - nie ustępował jednak w upewnianiu się. Jego głos mógł pomóc osobnikowi szybciej obudzić się z letargu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej