Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przejście
Funeris Venatio:
Nazwa wyprawy: Przejście
Prowadzący wyprawę: Devristus
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: 50% walki dowolną bronią
Uczestnicy wyprawy: Funeris Venatio
- W takim razie z chęcią i zapałem podejmę się tego zadania - powiedział Funeris. Kilka nagłych myśli przeszło mu przez głowę. Czuł respekt przed wielkim, górującym nad nim taurenem. Jego głos brzmiał doniośle i odbijał się echem wewnątrz czaszki Poety.
- Mógłbyś mi więc powiedzieć, co dokładnie powinienem zrobić? Jakie jest moje zadanie?
Devristus Morii:
W przejściu na południu wyspy tam gdzie rośnie las, pojawiło się dużo wilków. Nikt nie wie skąd ani dlaczego. Pozbędziesz się ich
Funeris Venatio:
Wilki. No tak, od czegoś trzeba zacząć. A akurat te stworzenia nie były zbyt uwielbiane przez nikogo, jak mu się zdawało. No i czemu się tutaj dziwić? Warczą, gryzą i zjadają akurat to, czego inni sobie nie życzą. Naprzemiennie jest to człowiek, koń, owca lub inne zwierze gospodarstw powszechnie uważanych za domowe.
- Rozumiem, oczywiście. Jeżeli zagrażają społeczności, to powinny zostać usunięte - powiedział do potężnego taurena zwanego Madaron. Z chęcią by widział go u swego boku, gdy będzie penetrował las. A nawet niekoniecznie jego, raczej każdego przedstawiciela jego gatunku. Trzymetrowa postać złożona z mięśni i sierści nigdy nie będzie zawadzać, gdy staje się do walki.
- Czy jest coś, co powinienem jeszcze wiedzieć? Jakieś niespodzianki po drodze? Jeżeli nie, to proszę Cię Madaronie, jeżeli mogę się do Ciebie zwracać w ten sposób, wskaż mi chociaż stronę, w którą powinienem się skierować. Pierwszy raz odwiedzam te strony, a do tego miejsca nie kierowałem się od strony południowej.
Po krótkim namyśle dodał jeszcze:
- Być może jest ktoś, kto może mnie zaprowadzić w rejon tego lasu?
Devristus Morii:
Jak wyjdziesz z Opactwa to kieruj się drogą na południe, aż nie zobaczysz lasu.
Funeris Venatio:
- W takim razie wyruszam. Bywaj. Mam nadzieję wrócić niedługo i zdać relację z przebiegu podróży - mówiąc ostatnie słowa wyraźnie się uśmiechnął. Ukłonił się lekko przed potężnym cielskiem chwilowego towarzysza rozmowy i ruszył w kierunku, który określił jako południe. Z racji tego, że zaraz zobaczy, gdzie jest słońce - a dokładniej, gdzie wschodzi i zachodzi - uda mu się ocenić kierunek marszu prawidłowo.
Najpierw jednak musiał pokonać teren opactwa, wydostać się z zabudowań. Nie miał jednak wielkiej ochoty opuszczać tej sali, Lanar Helium. ÂŚwiatło słoneczne, które wpadało do środka przez otwory okienne rozszczepiało się na kamieniach szlachetnych ułożonych na ścianach tworząc niesamowite spektakle barw. Kryształy mieniły się wszystkimi kolorami, niczym tęcza na niebie. Diamenty chwilami oślepiały.
Gdy opuścił salę, znalazł się na dziedzińcu, Atrium. Kierując się do południowego wyjścia, mijał rzeszę krzątających się istot. Instynktownie pomyślał, że sporo kręci się tutaj ludzi. Od razu jednak poprawił się, gdyż ludzi de facto nie dostrzegał. Kilku kupców, których spotkał wcześniej, to jedyni osobnicy jego gatunku. Na wyspie Feros podobno nie przebywało wielu ludzi.
Dotarłszy do południowej bramy, znalazł się na zboczu. Wejścia do Opactwa Valmeth broniła solidna opuszczana krata, przy której ciągle znajdowali się taureni i raanarzy - drugi gatunek, który widział pierwszy raz w życiu. Postanowił jednak, że niczemu nie będzie się dziwić. Przynajmniej na razie. Wolał nie stwarzać złego wrażenia.
Idąc drogą sprawdził stan ekwipunku i poprawił, co mógł. Zasznurował pewniej obuwie, poprawił portki, naciągnął solidnie rękawice. Poprawił klamrę napierśnika, by odpowiednio przylegał do ciała i nie krępował ruchów. Tarczę zdjął z pleców i wydobył z marnej pochwy równie znamienity miecz. Zamłynkował na rozgrzewkę, by rozruszać stawy. Uderzył również płazem w łydki podczas chodu, jak to miał w zwyczaju.
Zaczął zbliżać się do lasu, aż stanął na jego skraju. Droga kierowała się dalej, lecz on wpatrywał się w rosnącą knieję i przetrawiał to, co właśnie widzi...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej