Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pułapka na myszy

<< < (14/31) > >>

Lucjan Vilfild:
Gdy strażnicy i paladyn podnieśli wóz, Lucjan podtoczył bliżej nowe koło i wymontował resztki tego zepsutego. Później zabrał się szybko za montaż sprawnego. Starał się to zrobić starannie, ale zarazem jak najszybciej. W końcu Kharim i reszta strażników nie mogła podtrzymywać go w nieskończoność. Gdy Vilfild się już z tym uporał, podniósł się kolan i otrzepał spodnie z ziemi.
-Dobra, teraz trzeba pozbierać to wszystko.
Powiedział i schylił się po leżący nieopodal kilof. Straż do niedawna zniszczonego wozu poszła zaraz w jego ślady i wszyscy zaczęli zbierać wysypany ładunek.
-Jak to było? Wóz wpadł w pułapkę i rzuciły się na was wiewiórki? To raczej nie jest ich normalne zachowanie. Nie próbowaliście podejść i ich przepędzić?

Nawaar:
Gdy koło było na swoim prawowitym miejscu krasnolud odsapnął i zabrał się również za podnoszenie z ziemi rzeczy, które wypadły z wozu. W milczeniu podnosił, coraz to więcej rzeczy i umieszczał je na wozie. Teraz pozostało poczekać na zwiad niziołki w sumie ciekaw był, co ona zobaczy.

Talia:
Dziewczę widząc pracujących kompanów drużyny udała się w kierunku, w którym uciekły wiewiórki. Schowała cały swój dobytek na miejsce i powolnie wchodząc w las coraz głębiej i głębiej skrywała się za drzewami i niczym żuraw zapuszczała głowę za konar, by zerknąć co się dzieje. Korzystając z umiejętności cichy chód przemierzała trawy wolnym krokiem, by nie generować niepotrzebnego hałasu. Każdy ruch był zdecydowany ale powolny i planowany. Szczególnie troszczyła się o to by niepotrzebnie nie zostać wykrytym.

Canis:
- Zanim tu przyszliście było więcej wiewiórek kilkanaście a może i kilkadziesiąt. - powiedział pokazując usypane stosy kamieni pod miejscami gdzie bronili się pawężami. - Przybyły karę minut po najechaniu na pułapkę. Zakładam, ze wyczuły zapach żywności, zapewne po zimie są wygłodniałe i liczyły na żywność. Wiewiórki to dziwne stworzenia, ciężko je przepędzić, a trafić w nie nie sposób... To chyba najgroźniejsze stworzenie w lesie dla wojownika, mimo niewielkiego ciała i kruchości. Zwinność i niewielkie rozmiary to istna zmora, sam wiesz... - Mówił dowódca ochotniczej straży konwoju. Straż była odziana w delikatne zbroje miękkie, co zapewniało im nikłą obronę przed czymkolwiek, tym dało wam to do zrozumienia jakiej jakości ochotnicy się zgłaszają, Kharim odziany z zbroje płytową był widokiem rzadkim w tych służbach, przy takich zadaniach. Drugi strażnik jednak się wtrącił by coś dopowiedzieć.
- Gdy się zbliżyliście większa część wiewiórek wycofała się, a nas dobiegły hałasy z lasu za wiewiórami. Nie mieliśmy czasu by to sprawdzić ani możliwości. Sądzę, że odeszły bo znalazły inny cel, zostawiając trójkę byśmy my nie mogli odjechać i musieli czekać...

- Jak przejechaliście przez pole pełne zamaskowanych pułapek na szlaku którym właśnie przybyliśmy? Co kawałek było porozkładane 20 pułapek jak ta, w której zniszczyło się wasze koło. - Salazar zapoytał ciekawy odpowiedzi, lecz sam zrozumiał po chwili, ze przecież nie było śladów kopyt ani kół, musiały zostać zatarte przy zakąłdaniu pułapek, a więc założono je już po przejeździe pierwszego konwoju.

- Nie było żadnego pola z pułapkami...

- A więc są w pobliżu. Nie zależnie od wyniku zwiadu Talii pójdziemy w las Lucjanie i Kharimie. A wy macie misje do wykonania, zegnam was konwojentów. - Powiedział przypominając im o własnym zadaniu.

Strażnicy zasiedli na naprawionym wozie, podziękowali i woźnica pognał konia i wyjechał z zagajnika, który kończył się paręnaście metrów dalej. Udał się do kopalni zgodnie ze swoim zadaniem.

Salazar dalej pieczołowicie oprawiał wiewiórkę, pierw upuścił z niej krew, zaciął główne żyły na szyjce oraz w pachwinach wiewióry, spuścił odrobinę krwi, którą posiadały w sobie do jednego z pustych flakonów.

Pozyskuję:
0,2l litra krwi wiewiórki

Następnie Salazar wziął mały nożyk i zabrał się za rączki stworków, zaczął od wydziobania pazurków. wbijając w drobne palce ostrze i odważając pazurki wydobył je i schował do małego pojemnika. Następnie zrobił podobnie z  pyszczkiem. wbił w dziąsła z przodu nóż i wyważając te dwa, charakterystyczne dla tych gryzoni zęby wydobył je i tak samo schował w pojemnik. Na koniec korzystając z tego samego noża naciął skórę wiewiórki na całym ciele i zdarł ją. związał wszystko razem i schował do pozostałych pozyskanych tego dnia trofeów.

Pozyskuję:
2 zęby wiewiórki
16 pazurów wiewiórki
0,2m2 skóry wiewiórki

Umki: Upuszczanie krwi i Podstawy łowiectwa.


Talia w tym czasie przebyła parędziesiąt metrów w głąb lasu, gdy zaczęła słyszeć dziwne szumy and sobą i hałasy gałęzi, zauważyła jak oddział wiewiórek przemyka nad nią w ogóle nie zwracając na nią uwagi. Po chwili zauważyła jakiegoś człowieka który szybko biegnąc zniknął jej z oczu. Wiedziała, ze nie jest tutaj sama, a czuła się bardzo samotna z dala od kompanów.

Nawaar:
Kharim wysłuchał, co mają do powiedzenia konwojenci i szczególnie im się przyglądając rzekł. - Skąd, oni się biorą, co?. Ani porządnego sprzętu, ani zbroi masakra i, tylko kilka wiewiórek przeszkodziło im w wykonywaniu zadania. Normalnie żenada i nic więcej. Skrytykował krasnolud zachowanie i ubiór ludzi. - Jaszczurze skończ zabawiać się z wiewiórką i ruszajmy do lasu. Tam, na pewno znajdziesz ich więcej. Kończąc mówić rycerz zachichotał jak mała dziewczynka, tylko nie wie po co, ale nie miał czasu się zastanawiać. Dobywając młot paladyn ruszył w stronę lasu, był również ciekaw, co stało się z Talią.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej