Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy
Talia:
Schowała się za drzewo na moment i odczekała chwilę, po czym korzystając ze swojego cichego chodu ruszyła w drogę powrotną by ostrzec kompanów. Szła i szła aż doszła.
//Bez skojarzeń...
- Słuchajcie, tam ktoś jest, parędziesiąt metrów dalej dostrzegłam ruch w gęstwinach i była to na pewno jakaś osoba. ponadto nade mną biegały wiewiórki, ale miały jakiś cel, biegły i biegły nie zwracając na mnie w ogóle uwagi.
Nawaar:
Krasnolud zatrzymał się, kiedy ujrzał dziewczynę. - Ciekawie, wieści przynosisz moją drogą. Czyżby ktoś umiał kontrolować zwierzęta?. To w sumie nie dorzeczne, ale może być prawdziwe. Kharim naprawdę zaczął się na ten temat zastanawiać.
Canis:
- Zapomniał wół, kiedy cielęciem był. Prawda Kharimie? Przypomnieć ci jak biegałeś sam w koszuli i podartych portkach? - Zwrócił się do krasnoluda jaszczur patrząc z góry na krasnala, który najpewniej zapomina o dniach sprzed wykucia sobie zbroi płytowej. poza tym krasnolud tym komentarzem ubliżył także pozostałym członkom wyprawy, Lucjanowi, Talii a także Salazarowi. - Będę robił co uznam za słuszne, a tobie nic do tego. Rozkazy wydaje Lucjan więc słuchamy jego dyrektywy.
Nawaar:
- Dobra, dobra bez spiny. Widzę, że moje słowa Cię dotknęły. W porządku czekajmy, aż wyda ten sam rozkaz, co Ty powiedziałeś. Skończył mówić i zaczął myśleć. Gdzie sens, gdzie logika. I usiadł sobie na trawce, coby się nie przemęczać, a jednocześnie ściągnął hełm, żeby móc pooddychać świeżym powietrzem. - Od razu lepiej.
Lucjan Vilfild:
-Właśnie. Z gryzoniami się nie popisali, ale lekki pancerz wielu nosi z wyboru.
Podsumował.
-Rozkaz chyba jest oczywisty. Mamy rozwiązać problem kłusowników. Oni są teraz gdzieś w lesie. Jeśli chcemy wykonać zadanie musimy tam pójść, ryzykując że zostaniemy zaatakowani przez kilkadziesiąt wściekłych wiewiór. Może więcej. ÂŚmiejcie się, ale z opowieści strażników i naszej Talii wynika, że one... Mają jakiś plan. O ile tamci mogli palić coś w czasie pracy, to nasz zwiadowca sprawia wrażenie całkiem wiarygodnego.
Cała ta sprawa śmierdziała mu coraz bardziej. Mało prawdopodobne by wiewióry nagle zdecydowały się powołać swoją armię, bardziej że ktoś je zmanipulował. Osobiście stawiał na jakiegoś maga.
-Idziemy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej