Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pułapka na myszy
Canis:
- Wozu nie możemy zostawić i iść sobie po konia. W czwórkę dali byśmy radę go może ciągnąć... Z kolei ktoś może się okazać na tyle odważny by pójść do rozwalonego wozu i pożyczyć ich konia, w końcu w tym momencie nie jest im potrzebny... Ale i tak troje z nas musiała by zostać i pilnować wozu, z kolei samotna przeprawa na szlaku pełnym pułapek zasadzek, a na dodatek dzikich bestii to ryzykowna zabawa... Ja się nie udzielam, Lucjan decyduje co robimy!
Powiedział Salazar i szczwany wiedząc, ze tylko on potrafi upuszczać krew, zabrał się za to.
//Jeżeli potraficie zbierać trofea, to proszę bardzo, jeżeli nie, to wam podbiorę <ignorant> . Biorąc trofea radze pamiętać o tym w jaki sposób zabiliście zwierzę, jeżeli doszczętnie "wyparowaliście" łeb stwora, to oczywiście kłów nie będzie itd... gdy pozyskujecie trofea opisujcie co, z czego i ile pozyskujecie...
//Lucjan, gratuluję pięknego opisu walki, masz u mnie plusik :* . Oby tak dalej.
Lucjan Vilfild:
-Nasz rumak pewnie uciekł za daleko, więc raczej nie ma sensu go szukać. Jeśli pożyczymy zwierzaka od tamtych i dociągniemy tam z jego pomocą nasz wóz, to i tak będziemy mieli jednego konia i dwa pojazdy. Mówię to z bólem, ale najlepiej będzie chyba zostawić tutaj to wszystko i zanieść dalej samo koło. Gdy dotrzemy do kopalni pożyczymy może jakiegoś konia od nich i wrócimy po ten wóz w drodze powrotnej do Atusel. Trzeba założyć, że nikomu nie będzie się chciało kraść tych sideł do naszego powrotu.
// :)
Nawaar:
- Mi tm wszystko jedno, ale nie lepiej wrócić się do miasta i stamtąd wziąć konia?. Krasnolud powiedział podnosząc przyłbicę. - Trójka nas zostanie i zabezpieczy teren.
Lucjan Vilfild:
-Stracimy za dużo czasu. Bierzemy koło i idziemy dalej.
Powiedział podchodząc do wozu i wygrzebując spomiędzy sideł koło, które mieli dostarczyć do uszkodzonego konwoju.
-Jakby nie patrzeć, to tylko sterta żelastwa, a tym traktem podróżują chyba tylko konwoje do kopalni... Nie licząc tych kłusowników. Będziemy nieść to razem.
Powiedział do Kharima podając mu trzymane przez siebie koło, we dwóch pewnie nawet nie poczują jego ciężaru.
Nawaar:
- Nie widzę problemu. Pomogę Ci, ale niech ktoś wypatruje z przodu ścieżkę, żebyśmy na coś nie wpadli. Mówiąc, to zdążył chwycić drugą część koła i dosyć solidnie podnieść. - To, co ruszamy?.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej