Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test kruka #7
Anette Du'Monteau:
-Dobra chłopczyku, trzymaj. - odpowiedział gracz i podał do tyłu mieszek z wygraną. -Ale żeby nie było, ostrzegałem cię.
Anv:
Wampir chwycił szybko za mieszek, chowając go błyskawicznie za pas. Odsunął również sztylet od ciała mężczyzny.
- Widzisz. Podjąłeś dobrą decyzję. Tak na prawdę będzie Ci się lepiej pracowało. - odrzekł pouczająco Faust. Nie czekając dłużej, klepnął mężczyznę w ramię, po czym odwrócił się i odszedł. Po kilku krokach odwrócił głowę, spoglądając raz jeszcze na niego. Może dla bezpieczeństwa? Dalej ruszył uliczkami w stronę rynku.
Anette Du'Monteau:
W pewnym momencie na drodze pojawiło się dwóch nieprzyjemnie wyglądających gości. Nie zamierzali się raczej z tobą witać, ani rozmawiać o dzisiejszej pogodzie.
-To nasze miasto frajerze! - powiedział jeden.
-Właśnie, spadaj! - dodał drugi.
2x Bandyta
Anv:
- Wasz to jest chyba rynsztok w tym mieście. Tak mówią ludzie. - skwitowałem sięgając jednocześnie po swój kostur. Zawsze to bezpieczniej bronić się prawie dwumetrowym kawałkiem drewna. Na ich reakcję w wypadku takowego ruchu długo czekać nie musiałem szybko załapali, że to koniec pogawędki i ruszyli w moją stronę. Splunąłem tylko na ziemię, poprawiłem chwyt na rękojeści i poprawiłem postawę. Wiedziałem, że walka kosturem to nie będzie rozwiązanie długoterminowe. Gdy tylko pierwszy z nich zbliżył się na odpowiednią odległość zamachnąłem się i uderzyłem z całej siły, kierując kostur, poziomo w okolice jego żeber. Taki cios musiał odbić się na jego zdrowiu. Wybity z rytmu przeciwnik pochylił się nieomal tracąc równowagę, po czym ja nie tracąc czasu uderzyłem raz jeszcze od dołu, celując w jego głowę. Drugi z bandziorów zbliżał się niebezpiecznie, trochę chyba wystraszony machaniem badylem. Ja odłożyłem kostur na plecy i chwyciłem za sztylet. Był to dobry wybór, bowiem on także wyciągnął swój. Zdążyłem tylko sparować jego uderzenie zza głowy. Chciał chyba ciąć w moje ramię. Poprowadziłem rękę w lewy bok, odsłaniając nieco przeciwnika. Po czym ciąłem poziomo w prawą stronę, mierząc klatkę bandyty. Krew wylała się z rozcięcia, rana może i nie byłą głęboka, aczkolwiek musiała sprawić porządny ból. Odskoczyłem na chwilę by rozejrzeć się w okół.
//: Dawno nie grałem i nie wiem w sumie jaka jest pora dnia, bo w dzień chyba mam karę do finiszerów, więc nie chciałem szarżować. To nie moja stara postać..
Anette Du'Monteau:
Pierwszy z bandytów padł nieprzytomny lub martwy. Nie miałeś akurat czasu sprawdzać. Drugi bandzior zraniony spojrzał się jeszcze na ciebie nienawistnym wzrokiem, potem rzucił okiem na kolegę i...dał drapaka. Zostałeś w uliczce sam. Nie licząc rzecz jasna cielska pierwszego napastnika.
//: Zaczęliśmy w nocy, więc uznaję że dalej on trwa pomimo upływu normalnych dni :P
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej