Tereny Valfden > Dział Wypraw
Południowo-zachodnie ruiny Gildii II
Lucjan Vilfild:
Jakaś z grubsza nieznana moc nakazała nagle Lucjanowi odwrócić się w siodle i zerknąć do tyłu. Zrobił to i okazało się, że jego przeczucia go nie myliły. Ktoś za nim jechał. Nie mógł jeszcze dobrze zobaczyć twarzy, ale po samej sylwetce można było zgadnąć, że to elf. Ubiór wskazywał na maga. Jeśli połączyć to z faktem, że nieznajomy nadjeżdżał od strony Paktu, odpowiedź na pytanie kim mniej więcej jest jeździec wydawała się jasna. Lucjan zwolnił konia i pozwolił magowi się dogonić. Ciekaw był, czy spotkali się przez przypadek.
-Witaj.
Malavon:
-Witajcie adepcie. - odezwał się elf. Rozejrzał się dookoła podjeżdżając. -Widzę, że jakoś sobie poradziłeś z tymi paskudami. Dżungla wokół Paktu aż się roi od tego diabelstwa. - skomentował. -Dokąd tak zmierzacie?
Lucjan Vilfild:
-Nie było aż tak źle, chociaż takie poczwary to raczej nie moja działka. Muszę jeszcze przywyknąć do tych wszystkich... stworzeń chodzących po wyspie. Zaczynam nawet rozumieć ludzi, którzy biorą nogi za pas przy takim na przykład Rotishu, chociaż mogą stawać do walki przeciwko całej hałastrze bandytów. Dobrze, że ja nie mam takich problemów.
Odpowiedział magowi.
-Do Gerloth.
//Dopiszę cię do listy uczestników.
Malavon:
-Pozwolisz, że się przyłącze? Być może jakoś pomogę. - powiedział. -W jakim właściwie celu tam się udajesz?
Lucjan Vilfild:
-W porządku, towarzysz raczej nie zaszkodzi.
Odpowiedział i zaczął jechać powoli we wcześniej obranym kierunku.
-Lepiej nie stać bez sensu na trakcie, jedźmy już. Wyruszyłem na prośbę Devristusa. Mam sprawdzić, czemu próbki zarażonej krwi stamtąd nie docierają. Miasto nawiedziła jakiś czas temu zaraza. Przy okazji... Znasz się trochę na leczeniu?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej