Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początki Bywają Różne
Hagmar:
- Kurwa... Vernon! Z drugiego pomieszczenia wyszedł człowiek obwieszony bronią i z paskudnie oszpeconą mordą po prawej stronie.
- Czego?
- Weź tego tu pana i wtajemnicz go.
- Ehh Luter Luter... Ty chodź za mną. Oszpecony człowiek zaprowadził cię do osobnego gabinetu, wskazał elegancki fotel i kazał usiąść zamykając drzwi.
- Jestem Vernon Ravnblod, prawa ręka szefa Czarnych Smoków czyli Oddziałów Specjalnych Królestwa Valfden w służbie jego wysokości Króla Isentora 1 Aquila. Wyrecytował jednym tchem.
- Jednymi z moich zadań jest czytanie raportów ze szkoleń Respeva, wtajemniczanie kurierów Kompanii i dobór potencjalnych rekrutów do służby w CS i u Barona Jaszczurki czyli Hrabiego Tacticusa panie Vilfild. Co wiesz o sytuacji politycznej kraju? Wina?
Lucjan Vilfild:
Pewnie. Więc już wiecie o mnie wszystko? Nie będą kłamał, jestem na Valfden od niedawna i słabo się orientuje w tym o co tutaj chodzi, ale zdążyłem już zauważyć, że chyba macie jakieś problemy. Dlaczgo organizacja dowodzona przez hrabiego Tacticusa działająca z przyzwolenia samego króla nie może przyhamować zwykłej kompani handlowej? Mówię o tych bobrach.
Hagmar:
- Bo działają legalnie, - powiedział nalewając wina do kryształowych kielichów - widzisz... przymykamy ich ludzi za rozboje itd. ale samej firmy zamknąć nie możemy. Brakuje dowodów w postaci dokumentów na ich machlojki. Wiemy że dostarczają broń do Mor Andor, nie mamy tylko twardego dowodu na to. A do kolonii nie mam kogo wysłać, bo mało kto stamtąd wraca żywy albo zdrowy psychicznie... To jedna kwestia, druga to to że Bobry to nie zwykła kompania handlowa a organizacja paramilitarna, coś jak Krucze Bractwo tylko gorsze.
Lucjan Vilfild:
Lucjan upił spory łyk wina i chociaż nie był znawcą w tej dziedzinie, doszedł do wniosku, że smakuje wybornie. Myślał przez chwilę.
-Nie macie kogo wysłać do koloni? Rozumiem, że brak ochotników, ale gdyby jednak jakiś się znalazł...
Zaczął ostrożnie, nie wiedząć jak Ravnblod na to zareaguje. Istniało ryzyko, że weźmie go za szaleńca, albo wyśmieje, ale Vilfild któy od dawna nie dostał żadnego tak poważnego zlecenia był gotów to przełknąć.
Hagmar:
- Tu chodzi o przeszkolenie. Na Valfden jest zaledwie garstka ludzi potrafiąca sprawnie walczyć z demonem. Nie mówię że w Mor Andor jest tego od cholery ale jednak jest... A co chętnyś na samobójczą misję?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej