Tereny Valfden > Dział Wypraw
Początki Bywają Różne
Lucjan Vilfild:
Nie mówię, że mi spieszno do ziemi, ale myślałem żeby zaryzykować. Chociaż z drugiej strony... Jeśli nie chesz mnie tam wysłać, to muisz już mieć na myśli jakieś inne zadanie. Inaczej pewnie byśmy nie rozmawiali, prawda?
Hagmar:
//Sorry że nie odpisywałem ale mam kanał na YT i mnie dzisiaj pochłonęła praca
- Nie, ja chcę właśnie Ciebie wysłać. Wiesz, póki co jesteś anonimowy. Ale spokojnie, jeszcze nie teraz... Na czas misji otrzymasz od nas oczywiście odpowiedni sprzęt.
Lucjan Vilfild:
Więc jednak. Lucjan uśmiechnął się i ponownie upił wina. Wreszcie coś się działo.
-Zatem zaczekam. Pewnie sami mnie znajdziecie i takie tam, ale na wszelki wypadek postaram się nie wypuszczać w najbliższym czasie w żadną dzicz.
//Jasne, nie samym Marantem człowiek żyje :P
Hagmar:
- Dokładnie, to by było na tyle. Możesz wracać do domu.
Lucjan Vilfild:
I wrócił. Zaraz po wyjściu z biura, Vilfild wskoczył na wierzchowca i co koń wyskoczy pogalopował do stolicy. Na jakiś czas zrobi sobie wolne od siodła. Lucjan szczerze współczuł ludziom muszącym pokonywać konno dystanse dużo dłuższe niż on. Dobrze jeździł, ale do tej pracy trzeba się przyzywczaić. Jak powiedział kiedyś jeden jego znajomy, w tym fachu konieczny jest złoty łeb i żelazna dupa.
//Do Atusel już nie muszę wracać?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej