Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzienniki demonologa I: Przebudzenie Zapomnianych

<< < (14/15) > >>

Dragosani:
Dragosani już wypoczął. W sumie miło się tak siedziało przed zawaloną świątynią. ÂŁadne widoki, wygodnie na trawce i tak dalej.
- Ale i tak chyba było warto. Sporo się dowiedzieliśmy i udało się przerwać ten rytuał - stwierdził wampir. - Więc mogło być gorzej. A tak odnośnie tego rytuału... to co przechodziło na końcu... to To co myślę? - zapytał. Oczywiście miał na myśli wspomnianego wcześniej boskiego demona.

Mogul:
- To pytanie pozostanie dla Was zagadką przez jakiś czas moi drodzy. To nie mógł być koniec, prawda? Usłyszeliście głos za sobą i ujrzeliście bardzo kruchą postać, a właściwie ledwo trzymający się szkielet. Mimo to, aura bijąca z tej postaci uniemożliwiała Wam ruch. Chcieliście umrzeć, jednak nie było wam dane zaznać śmierci.

- Mimo, że przedłużyliście moje plany, to i tak dobrze spisaliście się moje dzieciątka
- Kim... ty... jesteś. Wydusił z siebie Khan.
- Znasz mnie z ksiąg, słyszałem o mnie wiele razy młody wodzu.

Dragosani:
Istotnie, to nie mógł być koniec. Po prostu nie mógł. Głos który nagle usłyszeli był wręcz paraliżująco złowrogi. Podobnie jak aura istoty, z którą teraz mieli styczność. Złowroga i pozbawiająca nadziei. Wampir wysłuchał jak przybysz i Mogul sobie rozmawiają. Jeśli można to w ogóle nazwać rozmową. I nagla przyszło mu do głowy z kim mogą mieć do czynienia. Teraz trzeba było spróbować coś powiedzieć. Nie było to łatwe, biorąc pod uwagę złowrogą aurę.
- Nerh... zul... wyszeptał Drago z trudem, podobnie jak Mogul.

Mogul:
- Jak?
Nerhzul oddalił się od was na tyle, by móc spokojnie odetchnąć.
- Zadajesz niewłaściwe pytania mój drogi. W tym przypadku właściwym pytaniem jest kto. Kto mnie zbudził z wiekuistego snu.
- Grummol. Wszystko dla Khana było już jasne, to on spowodował powrót Nerhzula jak i całej Nocnej straży. Dodatkowo to on najpewniej przyczynił się do powrotu Zapomnianych.
- Dokładnie. Głupiec poświęcił tysiące duchów banshee, by te mnie nakarmiły swoją energią. Cóż za idiotyczne marnotrawstwo! Teraz mi nie jest już potrzebny, masz silniejszego ducha, a ze swoim podobnym przyjacielem zyskacie jeszcze większą potęgą. Nakazuję Ci więc zabić Grummola. Ork splunął.
- Myślisz kurwo że będę na Twoje zawołanie? Oddałeś swoją duszę demonowi w zamian za przekleństwo! Ryknął.
- Akurat ty jesteś osobą, która powinna w tej kwestii zamilczeć. Macie w sobie tyle samo z demonami wspólnego co i ja mój młody uczniu. ÂŚwiątynia krwi, na samym jej dole znajduje się siedziba Grummola. Aktualnie jest osłabiony, posiada część swych wojsk. Nie udało mu się praktycznie nikogo zebrać. Masz niepowtarzalną szansę by się z nim zmierzyć. Nerhzul zaczął zamieniać się w czarny dym - a zwycięzca stanie u mego boku. Zniknął.

Dragosani:
Dragosani uśmiechął się w duchu, gdy okazało się, że dobrze odgadł tożsamość przybysza. Oczywiście satysfakcja z tego nie poprawiła ani trochę ponurego nastroju w jaki wpadł wampir, w wyniku działania aury Nerhzula. Dobrze chociaż, że nekromanta odszedł kawałek. Można było odetchnąć. Wysłuchał jego słów w milczeniu. Uznał, że... ma on nieco racji. On sam i Mogul byli po części demonami. Poza tym, jeśli Grummol jest istotnie osłabiony... Drago osobiście nie spotkał tego orka, ale słyszał wystarczająco, aby wiedzieć kim on jest. Gdy nekromanta się ulotnił, wampir w końcu przemówił.
- Jasnym jest, że nie chcesz mieć z nim wspólnego coś więcej, niż zabicie go. Ale... jeśli te informację są prawdziwe, można by je wykorzystać. Nie dla Nerhzula, lecz dla własnej korzyści - powiedział co o tym sądzi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej