Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzienniki demonologa I: Przebudzenie Zapomnianych
Dragosani:
Szczęśliwie mutacja wzmocniła go, przez co nie odczuwał wpływu dnia tak dotkliwe, gdy był zwykłym wampirem. Przedtem praktycznie nie mógłby walczyć. Teraz zaś w świetle dnia walka nie sprawiała mu problemów. Oczywiście czuł się nie najlepiej, ale zawsze to jakiś plus. W końcu wyszli z dżungli. Nic ich nie chciało zabić, co w sumie było czymś raczej nietypowym w tego typu lasach. Gdy opuścili jej teren, wampir odetchnął. W lesie zewsząd otaczałały go wonie roślin, zwierząt i cholera wie czego jeszcze. Dla wyczulonego węchu wampira było to strasznie irytujące.
Mogul:
Po jakimś czasie podróży dotarliście do gospody. Było południe, także karczma była wypełniona po brzegi, jednak to nie przeszkadzało wam odnaleźć orka. No bo co jest bardziej rzucające się w oczy - biały ork czy biały ork ubrany w kaptur? Odpowiedź była nad wyraz oczywista. Oczko spojrzał się spode łba na wampira by potem przenieść swój wzrok na orka.
- A to kto?
- Nie zadawaj gównianych pytań Oczko, skoro umiałeś nas znaleźć, to na pewno wiesz kto to. Wychodzimy, tutaj za dużo ludzi jest. Wyszliście na zewnątrz karczmy, ork wskazał wam kierunek w który zaczęliście podążać. Dopiero po pewnym czasie Biały odezwał się:
- Jakieś półtorej godziny drogi stąd znajduje się malutka świątynia, szedłem tropem tych twoich nocnych strażników, uprowadzili tym razem jakiegoś faceta i dziewkę, którzy byli w trakcie nikczemnych zabaw. Miałem nadzieję, że jak najszybciej się zjawisz i nie zawiodłem się. Mam nadzieję, że będą żyli jeszcze. Ruszyliście drogą, która zaprowadziła was na skraj lasu. Gdy weszliście w jego obręb Oczko ponownie się odezwał:
- Za tym lasem czeka nas jeszcze dosyć pokaźny kawał drogi.
- Poczekamy teraz do zmroku. I tak Dragosani musi przeczekać słoneczko, a obojgu nam przyda się odpoczynek. Wiesz jak mocno jest obstawiona świątynia? Spytał Mogul
- Nie, tą dwójkę porwała piątka strażników, nie za bardzo wiem czego możemy się tam spodziewać.
Dragosani:
Gdy weszli do karczmy, Drago obrzucił spojrzęniem całe pomieszczenie. Ot, zwykła gospoda. Bar, za nim gospodarz wycierający szklankę brudną szmatą, wokół stoły, siedzący ludzie, biały ork q konspiracyjnym kapturze. Standard. Wampir nie odezwał się, gdyż w sumie nie dano mu okazji. Słuchał tylko roznowy dwójki orków, gdy szli do lasu. Zdziwiło go nieco, że dwójkę ludzi porwała aż piątka tych strażników. Skoro byli silnymi i wyszkolonymi wojownikami z magiczną bronią (skoro taki wojownik jakim był Mogul uznał ich za silnych, Drago nie miał podstaw, aby twierdzić inaczej. Ufał w tej kwestii osadowi orka), to czy nie wystarczył by jeden? Albo dwóch. Jednak nie myślał nad rym długo, gdyż nie było w tym wielkiego sensu.
- Ano przyda się trochę odpoczynku - potwierdził. - Lepiej nie pchać się w nieznane, nie będąc w pełni sił - rzucił jeszcze banałem. Rozejrzał się, zastanawiając się, czy nie znalazło by się w tym lesie jakiegoś jelenia, czy czegoś w tym guście. I on i Mogul mogliby się takim pożywić, co nie byłoby takie źle.
Mogul:
Zauważyłeś jednego, znajdował się od Ciebie jakieś 70 metrów.
1 x Jeleń
Dragosani:
Dragosani zmarszczył brwi, gdy dostrzegł jelenia. Spojrzał podejrzliwie w górę. Następnie rozejrzał się i zaczął zastanawiać się, czy nie znalazła by się w tym lesie jakaś skrzynia z milionem grzywien, albo coś w tym guście. Oczywiście absolutnie nic się nie stało, więc wampir skrzywił się lekko. Cały mistreny plan się zawalił. Bez słowa zdjął łuk i ruszył powoli w stronę jelenia. Gdy dotarł w zasięg dwoich umiejętności. Tam się zatrzymał i nałożył strzałę na cieciwe. Naciągnął łuk, mierząc. Trwało to kilka sekund, po czym wypuścił strzałę. Mgnienie oka później pocisk trafił w.jelenia. Zwierz zerwał się, lecz szybko.padł martwy. Drago nałożył łuk na plecy i podszedł do zwierzyny. Złapał martwego jelenia za nogę i pociągnął go do orków.
- Skoro i tak odpoczywamy do wieczora, to można w tym czasie coś zjeść - wyjaśnił. Następnie wyciągnął nożyk i zaczął oprawiać zwierzynę. Chciał pozyskać trofea, bo czemu nie, spuścić krew ze zwierzęcia do własnych zapasów i w końcu powycinać nieco mięsa dla orków.
- Rozpalicie ognisko? - zapytał, nie odwracając.wzroku od pracy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej