Tereny Valfden > Dział Wypraw

Flaszka Prawdy

<< < (10/14) > >>

Izabell Ravlet:
- Zaufałeś mi na tyle, żeby założyć, że ja tego mu nie opowiem? Czy może już ci to wisi? - ciągnął dalej.

Hagmar:
- Teraz mi to wisi, za kilka dni będę znał odpowiedź... a tymczasem przygotujcie broń. Zaraz będą tu goście. Dzięki wyczulonym zmysłom usłyszał konie na zewnątrz karczmy, spojrzał na Yarpena i obaj wycelowali w kierunku drzwi. Gdy te się otworzyły i do izby weszło 3 ludzi dracon i krasnolud wypalili z pistoletów i muszkietów. Ci padli nim zauważyli cokolwiek i kogokolwiek. Aragorn szybko przewrócił stół za którym siedzieli i szybko za nim kucnął razem z resztą drużyny. O blat stołu zadudniły bełty.
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Liczył wystrzały, hrabia doskonale wiedział ilu było napastników. Pytanie skąd....

5x ?? wewnątrz karczmy http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ochroniarz

//Karczma to obiekt 17m x 10m. Przeciwnicy są na wprost od nas w odległości 8m.

Izabell Ravlet:
Mauren zwinnie padł na podłogę, gdy tylko napastnicy wkroczyli.
- To kusze. Mamy pół minuty by przerwać im przeładowywanie - powiedział szybko, gdy Aragorn przestał liczyć. Wyjrzał jeszcze zza stołu by upewnić się, że nie ma więcej strzelców i ruszył. Szybkimi susami zmniejszył odległość, w międzyczasie sięgając po miecz. Szybko zorientował się, że w korpus nie ma co celować - srebro nie przebije kolczugi. Niemniej nie zamierzał zaniechać. Korzystając z rozpędu doskoczył do przeciwnika najbardziej po lewej i krótkim poziomym cięciem pozbawił go prawej ręki nim ten zdążył się zorientować. Piruet w przeciwnym kierunku pozwolił nabrać impetu i uderzyć ponownie, tym razem w udo. W ten sposób kolejna kończyna straciła właściciela. Jego towarzysz odrzucił kuszę i sięgnął po miecz. Mithril również nie sprzyjał, wiec Darlenit musiał postarać się by nie krzyżować z nim ostrza. Uniknął pchnięcia, które wystosował napastnik. Stracił równowagę, a to była okazja dla dziecka nocy, by działać. Krótkim, urwanym ruchem uderzył z dłoń trzymającą miecz, raniąc i wytrącając broń. Korzystając z rozproszenia, kopnął przeciwnika w brzuch, wywracając go, szczęśliwie, na kolejnego. Czasu było mało, a dwie kusze niemal naładowane, toteż mauren uciekł i schował się za innym stolikiem, który natychmiast wywrócił. Może w tym czasie wkroczy ktoś i obezwładni pozostałą dwójkę?

5/5 żywych
jeden bez prawej ręki i nogi, leży i się wykrwawia
drugi ranny w dłoń, z wytrąconą bronią, leży na trzecim
trzeci bez obrażeń, ale leży na podłodze, przywalony kompanem, zapewne kusza mu wypadła

Hagmar:
- Upiltu! Krzyknął celując w grupę wrogów, wyzwolona pod ich nogami mroczna energia wywołała eksplozję, wybuch rozerwał niemal na strzępy wszystkich niedoszłych zabójców. Urwane kończyny latały po całej sali ochlapując krwią wszystko i wszystkich. Przeżył jeden, miał farta bo był po za obszarem rażenia. W pośpiechu ładował kuszę, Aragorn wyszedł zza stołu i chwycił gnoja pssionicznym uściskiem unosząc go metr nad zniszczoną podłogę i lekko dusił.
- Za ile będzie tu Berhart!
- Wal się kurw... Chrup. Hrabia złamał mu kark.
- Mamy przesrane, za jakąś godzinę będzie tu jakieś 95 skurwysynów. Potem wam powiem o co tu chodzi. Yarpen trąb. Dracon i krasnolud wybiegli na zewnątrz. Nadal trochę siępiło, chłopi byli zdezorientowani i lekko przerażeni tym że ich karczma niemal wyleciała w powietrze. Yarpen zadął w zdobiony kościany róg. Z pobliskiego lasu dało się słyszeć odzew i po chwili do wioski weszła 5 krasnoludów i 20 ludzi. Wszyscy nosili niebieskie płaszcze z czarnym krukiem.
- Vivat Carco Torronor!
- Nihil est victoria dulcis! Odpowiedział Aragorn na zawołanie jednego z ludzi.
- XVI Komturia melduje się na rozkaz Komandorze. Zasalutował draconowi młody najemnik.
- Nie jestem ju...
- Jesteś, prawo to kurwa mać prawo. Nadal jesteś pierdolonym komandorem XVI Komturii Kruczego Bractwa. Nawet jeśli to ja nim kieruję to ty dowodzisz w polu i takich sytuacjach jak ta bo przyprowadziłem ci rekrutów. W większości...
- No dobra, mamy jakąś godzine na okopanie się. Nadjadą główną drogą, nie będą bawić się w podchody, Berhart taki nie jest. Do roboty, strzelcy na pozycje, reszta pochować sie po domach.

Mohamed Khaled:
Kurwa.... - skomentował tylko masakrę. Nie zdążył zareagować, już wszyscy leżeli. Wystrzeliła jeszcze odruchowo w resztki drzwi wbijając się z łoskotem. Szybko chwycił kolejny bełt i szybko zaczął ładować. Gdy kusza była gotowa, przewrócił stół i przesunął go w najodleglejszy kąt. Tam schował się, i położył kuszę. Teraz siedział za stołem popijając.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej