Tereny Valfden > Dział Wypraw

Los pollos hermanos - szemrany interes

<< < (4/6) > >>

Hagmar:
Była to rudera. Zwykła opuszczona chata. "Pijany Smok" stał zaś kawałek dalej, i należał do nielicznych zadbanych budowli w "mieście". Jedyne czego jednak brakowało okolicy to typowego dla portu życia. Ulice były prawie puste.

Eric:
Eric, który oczekiwał od tej dzielnicy zwyczajowego tumultu i energicznie rozgrywanej batalii o życie pomiędzy ludźmi z najniższych sfer, przekonał się o prawdziwości słów barmana z gospody, którą odwiedził w drodze do Ombros. Osada powoli ulegała wyludnieniu. Nie było słychać łopotu żagli, śmiechu majtków i grzmiących na nich starych wilków morskich. Z ciemnych zaułków nie kusiły długie nogi portowych dziwek, a czerwone latarnie nie były oblegane przez zdesperowanych żeglarzy, którzy na morzu mogli co najwyżej pomarzyć o pieprzeniu syrenki. Nigdzie nie dochodziło do pijackich bójek. Zupełnie jakby na całym obszarze zaległ jakiś smutny całun szarości, przez który Eric nagle poczuł się strasznie samotny. ÂŻeby otrząsnąć się z tego osłupienia, przyspieszył krok i wpadł do gospody. Na tle całego miasteczka wyróżniała się tym, że po prostu była zadbana. Chyba jedynie jej właścicielowi powodziło się jeszcze w tych trudnych czasach. Eric podszedł do lady i zaczepił barmana.
- Mam coś dla ciebie - rzekł i sięgnął za pazuchę.

Hagmar:
- O, nareszcie. Odparł najwidoczniej ucieszony, gospoda świeciła pustkami. Po za tobą w kącie drzemał starszy Tinriletańczyk który zapewne tu utknął jak i kilkaset jemu podobnych. Barman czytał list.
- Przekaż Yarpenowi by się pierdolił. Przeżuty do Afers są już nie opłacalne i zbyt niebezpieczne. Bobry mają lepsze kone...konse... no te... dojścia

Eric:
- Dobrze wiesz, że nie spodoba mu się taka odpowiedź. Postaraj się bardziej - łypnął groźnie na barmana. Nie miał pojęcia, o co chodzi, ale musiał robić dobrą minę do złej gry.
- Nie chciałbyś na nowo ożywić tego miejsca?

Hagmar:
- A czy ryba lubi pływać? Pewnie że chciałbym. Tylko jak. Przemyt do Mor Andor i z powrotem nie jest taki super bezpieczny. Kolonia ma ogromne złoża niebieskkej rudy. Normalnie sztabka z królewskich kopalń kosztuje 300 grzywien. Ta z przemytu jest tańsza. Ale nie tym się zajmujemy. Widzisz... wedle niektórych biznesmenów Mor Andor nie powstało po to by nas chronić przed demonami a po to by król położył łapę na całej rudzie. Tamtejsi ludzie mają mały udział w wydobyciu bo w kopalniach pracują przestępcy, buntownicy z wojny domowej i tak dalej. Powstają więc tam małe prywatne "kopalnie". My je chronimy i zaopatrujemy w zamian za błyszczące denary. Problem w tym że prawie znikąd pojawiło się Bober Commando i przejęło niemal cały interes.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej