Tereny Valfden > Dział Wypraw
Los pollos hermanos - szemrany interes
Eric:
Nazwa wyprawy: Los pollos hermanos - szemrany interes
Prowadzący wyprawę: Aragorn
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: każdy patałach da radę.
Uczestnicy wyprawy: Eric Jormungand (Dyum)
Eric nie zwlekał. Moment po opuszczeniu posiadłości hrabiego Tacticusa wybierał już wierzchowca ze stajni. Upodobał sobie karego rumaka z bujną, lśniącą grzywą. Siodłając go myślał o zawartości listu, który miał dostarczyć. Ogromna pokusa skłaniała go do tego, by zerwać pieczęć i odczytać treść wiadomości, ale miał pewność, że tak nieprofesjonalne zachowanie przekreśliłoby jego szanse na współpracę z wielmożą. Nie bacząc na podejrzliwe spojrzenia stajennych, wskoczył na rumaka i pognał w stronę bram Efehidon. Kopyta rumaka miały zanieść go do samego Ombros.
Hagmar:
Tyle że Ombros było 200km na północ stąd. Nad jeziorem o nazwie której nie pamiętał MG tego questa. W każdym bądź razie pognałeś zakurzonym traktem wiedząc że tak jakoś w połowie drogi jest gospoda "Pod Uchem Trolla".
Eric:
Kopyta rumaka uderzając raz po raz w ubitą, suchą ziemię traktu, wzbijały w powietrze duszące obłoki kurzu. Jego ziarenka złośliwie szukały drogi do oczu i dróg oddechowych Erica. Normalnie owinąłby się jakimś lekkim szalem, ale było zbyt gorąco, a jego czekała długa podróż i nie miał ze sobą zbyt wielu zasobów żywnościowych. Pragnienie zaczęło mu doskwierać zdecydowanie zbyt szybko, do czego walnie przyczyniły się pyłki z traktu, które zalegały w jego gardle, niemal uniemożliwiając swobodne przełykanie śliny. Od nieprzyjemnego posmaku w ustach zaczynało go już mdlić. Otarł pot z czoła i pospieszył rumaka. Do gospody było już niedaleko, a on z chęcią napiłby się czegokolwiek. Nawet wody!
Hagmar:
Ujrzałeś wybawienie. Karczma powoli rosła w oczach.
Eric:
Karczma rosła w oczach strudzonego wędrowca niczym obłudna fatamorgana bawiąca się zmysłami błąkającego się po gorących piaskach pustyni biedaka. Odrealniona jak senny miraż i kusząca jak chatka z piernika zawładnęła myślami Erica. Zacisnął pięty na bokach konia i poderwał go do szybszego galopu. Zeskoczył z siodła tuż obok stajenki i chwiejnym krokiem wpadł do środka gospody, robiąc przy tym nieznośny harmider. Słaniając się na nogach dopadł do lady i charczącym, niezrozumiałym głosem zwrócił się do barmana:
- Wody!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej