Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnica Bobra - Polowanie

<< < (10/29) > >>

Mohamed Khaled:
Kurwa.... - zeskoczyłem z konia, którego natychmiast schowałem za budynkami. Szybko zacząłem ładować kuszę, i gdy ta była gotowa, sunąłem przez budynki. Omijałem uciekających ludzi, i gdy dotarłem mniej więcej w takie tereny by mnie nie wykryto, a strzał był dobry, padłem na ziemie. Przymierzyłem się do strzału.
Przeciwników było 15, lecz raczej nie powinni mnie tak łatwo złapać w razie konieczności. Bum! Brzęk charakterystyczny przy wystrzeleniu Bełt poleciał, trafiając w głowę. Czaszka pęłka, a dewiant padł na ziemie. Bełt 100% nie był do użycia. Ponów zacząłem ładować kuszę...

Kenshin:
- Słyszałeś krasnoludzie, coś się dzieję w mieście chodźmy to sprawdzić. Czarny ork zauważył niezły oddział ludzi, ale postanowił się na razie nie wychylać. Chciał wiedzieć, co tu się wyprawia. Dlatego schował się, za ścianą i czekał.

Mohamed Khaled:
Nadal leżałem w chaszczach. Bobry dalej atakowały, wyrzynając lud. Teraz mogliby się pojawić Ci "wspaniali" strażnicy Renfri, którzy dopiero co chcieli się z nami mordować. Ale to byli chuje, tyle można rzec. Naładowałem kuszę, po czym wymierzyłem do kolejnego. Chciał zabić jakieś dziecko, co mnie jeszcze bardziej rozzłościło. Skupiłem się, i na chwilę zatrzymałem oddech. Od tak, by poprawić strzelanie. Fru! Bełt pomknął przez plac, trafiając w klatkę dewianta. Ten złapał się na miejsce ów, złapał ostatni raz oddech - i padł na ziemie. Niczym trup. Ponów zacząłem ładować.

Hagmar:
A wyprawiało się dużo. Straż i nieznany ci mauren i czerwony ork napierdalali się z jakimiś łacmaniażami noszącymi na płaszczach znak bobra. Wrogowie widząc że zbytnio szans nie mają zaczęli uciekać przed 4 czarnych draconów.

Kenshin:
Kenshin wyszedł, z ukrycia rozejrzeć się po pozostałościach. Zauważył dwójkę nieznajomych. - Konichiwa, znaczy dzień dobry. Panowie, co tu się wyprawia do diaska?.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej