Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnica Bobra - Polowanie
Mohamed Khaled:
Nazwa wyprawy: Tajemnica Bobra - Polowanie
Prowadzący wyprawę: Aragorn
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: musk [muskuł mózgu]
Uczestnicy wyprawy: Mohamed, Mogul
Siedziałem w domu, czyszcząc ukryte ostrze. Ostatnie czasy spowodowały zakurzenie się. Było to efektem mej słabej aktywności życiowej. Wtedy otrzymałem list. Widniało na niej zlecenie, w którym wynikało - że czas zbierać manatki i ruszyć ku K'efir. Nałożyłem ostrze na rękę, schowałem list do torby, nałożyłem katanę i ruszyłem ku zewnętrznemu światu. Będąc już na zewnątrz, odwiązałem konia z pala po czym zasiadłem na niego. Poprawiłem rynsztunek, nakarmiłem konia jabłkiem i ruszyłem. Ruszyłem ku K'efir...
Hagmar:
//Ruszyłeś.
Mohamed Khaled:
Jechałem sobie spokojnie, nucąc muzykę z dzieciństwa. Było koniec Veris, zbliżał się Astas. Słońce świeciło, gdzie nie gdzie ptaszki latały, gdzie nie zwierzęta się pierdoliły. Ogólnie cały świat był happy.
Jadąc do K'efir nie wiedziałem nic, prócz tego że mam się spotkać z zarządcą tego "miasta", albo prościej mówiąc - speluny dla wielu gnid. Bowiem ów miejsce roiło się od wszelakiego rodzaju złodziejaszków, po masowych morderców. Jadąc tam, spodziewałem się że ujrzę jakiegoś konusa, który podporządkował sobie miasto swoimi ludźmi. Ciekawiło mnie też to, po cóż mnie tam wzywają...
Hagmar:
//Słyszysz odgłosy walki, podjeżdżając dalej widzisz orka otoczonego przez 10 bandytów
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
Mohamed Khaled:
Hmm... Lepiej się nie wychylać, jak się na mnie rzucą będzie nie miło. Ale znów nie mogę zostawić tego orka na pastwę.... Zacząłem się rozglądać. Byłem w lesie, miałem pełno krzaków. Zbliżyłem się na dobrą odległość, ale na taką by mnie nie zauważono. Schowałem konia wśród drzew. Niczym szczelec wyborowy skoczyłem w krzaki, i położyłem się. Zdjąłem kuszę, i wyciągnąłem bełt. Założyłem go na cięciwę, po czym zacząłem naciągać. Gdy kusza była gotowa, odchyliłem lekko krzaczki, i wymierzyłem w jednego z nich. Musiałem teraz dobrze wymierzyć, lecz coś mnie blokowało. Równie dobrze mogłem go zostawić, i ruszyć dalej. Jeśli natomiast strzele, wplącze się w walkę. A co, jeśli po walce, ork mnie zaatakuje? A chuj, raz się żyje... - w teorii, bo jeśli ma się znajomości, można przywrócić kogoś do żywych... Wymierzyłem. ÂŚwiat w okół się rozmazał, na widoku był tylko celownik i cel. Fru! Bełt wyleciał w powietrze, i pchany siłą doleciał na cel. Jeden z bandytów padł na ziemie, z bełtem wystającym w szyi.
9/10 Bandyta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej