Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jak dobrze być już w domu!
Gordian Morii:
- Dobra wystarczy. - powiedziałem wstrzymując konia i zeskakując z siodła. Rozejrzałem się dokładnie po terenie. Szukając jakiegoś strumienia, albo oczka wodnego, jak i miejsca w którym mogła występować jakaś jaskinia albo nora w której mógł chować się cieniostwór. Słońce było jeszcze wysoko, więc czasu mięliśmy dość dużo.
- Ile tych wilków tak mniej więcej widziałeś?- zapytałem. - Bo trzeba będzie zastawić kilka pułapek. A lepiej, żebyśmy wszystko połapali. Sprzedamy to zarządcy areny w Atusel.
Mohamed Khaled:
Z 5 ich było... A rozglądając się, ujrzałeś oczko, a także jaskinię 20m. dalej.
Gordian Morii:
-Dobra, chodźmy powiedziałem i ruszyłem w kierunku jaskini. Kilkanaście metrów przed nią skręciliśmy w prawo i zatrzymałem się w naturalnym zagłębieniu przy sporym buku. Wytyczając patykami prostokąt o wymiarach 6x8 metrów powiedziałem do Leonarda.
- Zacznij tutaj kopać. Dziura ma być głębsza niż twoja wysokość. minimalnie trzy metry. Tu złapiemy tego pieprzonego cieniostwora. Ja pójdę zastawić sieci na te przerośnięte komary. - powiedziałem i zabierając ze sobą siekierę wyciąłem z rosnącego przy stawie poszycia kilka długich i elastycznych żerdzi, które powbijałem w ziemię w odległości mniej więcej 6 metrów od siebie, tworząc coś co w teorii miało kształt litery C. Z jednego z pakunków wyciągnąłem sieć z dość wytrzymałych linek, którą rozwiesiłem na konstrukcji i przybiłem kilkoma kołkami do ziemi. Taka pułapka była idealna do łapania ptactwa i innego latającego cholerstwa. Krwiopijcy również się do niego zaliczali. Wystarczyło tylko rozłożyć zanętę wewnątrz wielkiego "C" i można było powiedzieć, że pułapka była uzbrojona. Jeśli chodzi o samą zanętę to składała się ona z kilku rybich głów, starego mięsa, chleba i jakichś tam ziaren. Wszystko po to, żeby całość strasznie śmierdziała. Co zapewne przywabi wychodzące na żer owady. A potem resztę zrobi sieć i chropowate ciałka krwiopijców, które niechybnie w tej sieci ugrzęzną.
Wróciłem do Leonarda, który pilnie pracował przy kopaniu wielkiego dołu.
- Dobra, sieci rozstawiłem, teraz jeszcze położę kilka pętli i wnyków na wilki. Tylko poszukam jakichś śladów żerowania albo ścieżek wędrówek watahy. - powiedziałem i ruszyłem przed siebie pozostając w znacznej odległości od jaskini, w której spodziewałem się miejsca zamieszkania cieniostwora.
Mohamed Khaled:
Leoś wziął się do roboty, a ty po pewnym czasie odnalazłeś ślady. Z początku jeden, potem dwa... tak do dziesięciu. Czyli banda wynosiła więcej, niżeli mówił Leonardo.
Gordian Morii:
- Najprościej to by było narzucać tu czegoś zdechłego i nafaszerować to jakąś trucizną. Bo trzy, cztery wilki może damy radę złapać, ale dziesięć? - powiedziałem sam do siebie i oparłem się o drzewo.
- Cholera... - myślałem co zrobić, ale że za chwilę miało się ściemniać trzeba było zacząć działać. Rozłożyłem na ziemi kilka metalowych wnyków, które zamaskowałem starymi jeszcze liśćmi walającymi się dosłownie wszędzie. Rozwiesiłem też dwoe sieci, które miały porwać w górę przebiegające zwierzęta, a wokół tego rozrzuciłem mięso. Sporo mięsa, które najlepiej sprawdzało się do nęcenia drapieżników.
- Może chociaż kilka się złapie. Jak nie, to wrócimy jeszcze kilka razy. - Powiedziałem i wróciłem do Leonarda.
Już prawie kończył gdy doszedłem. Zawiązałem linę do o koła drzewa i zrzuciłem ją do jamy.
- Tym wyjdziemy. - powiedziałem, ale nie zeszedłem w dół. Wziąłem siekierkę i wróciłem nad oczko, aby naciąć stamtąd trochę trzcinowych palików, a z łąki na której pasły się nasze konie zacząłem rwać zeschłą trawę, która jeszcze nie zdążyła poprzerastać młodymi pędami roślin. Tak zgromadzony materiał przyniosłem nad jar i chwytając za łopatę zacząłem kopać dalej.
Słońce powoli zaczynało znikać z nieboskłonu, gdy skończyliśmy i zamaskowaliśmy dziurę zebraną trzciną i sianem.
- Teraz jeszcze to. - powiedziałem wieszając na grubym rzeźnickim haku kawał wieprzowej szynki i wdrapując się na rosnącego obok buka zawiesiłem mięso tuż nad dziurą.
- Dobra, wracamy do domu. Zjemy coś, ja się umyję i pojadę do Twojego ojca. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę konia zabierając ze sobą resztę materiałów, obydwa szpadle i siekierę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej