Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Mogul:
//: następnym razem zaznaczę, że korzystam z nadludzkiej zwinności i uwzględnię tą nazwę w poście. Myślałem, że posiadając jakąś umiejętność żeby jej użyć nie muszę pisać jej nazwy
Hagmar:
//Wystarczy że napisałbyś wysokość skoku.
//Talenty będzie rozdawał Skurwiel Devristus ;*
Nocturn:
- Jeszcze tego ścierwa tu brakowało! - warknął mag z oburzeniem, po czym cofnął się z pola bitwy, by całkowicie skumulować swoją magiczną energię. Po kilkunastu sekundach uniósł rozpostarte dłonie na wprost do łba bestii i wypowiedział inkantację.
- Izipash ipush huoshan elishash! - w dłoniach maga zebrał się wiatr o ogromnej sile, który po krótkiej chwili został uwolniony poprzez klaśnięcie. W łeb czarnej wiwerny uderzył powiew o wielkiej sile, wyprowadzając bestię z równowagi i ogłuszając ją.
1/2x Czarna wiwerna (ogłuszona)
Dragosani:
Pojawienie się potworów na polu bitwy było zaskoczeniem. Chyba dla każdego. Chociaż z drugiej strony powód ich zjawienia się był raczej jasny. Zapach krwi i śmierci jaki panował na polu musiał się po prostu zwabić. Coś w rodzaju zaproszenia do wielkiego bufetu. Wampir natychmiast rzucił się, aby pomóc. Jedna wiwerna padła pod ciosami Mogula, oraz magią Aragorna, co było całkiem dobre. Teraz jednak należało zając się drugą maszkarą. I to najlepiej tak, aby samemu nie oberwać. Chociaż wampir nie był wcale pewien, czy jego, bądź co bądź średniej jakości miecz, byłby w ogóle w stanie zadać potworze jakiekolwiek rany. Widząc jak radzą sobie żołnierze pożerani przez potwora jakoś zaczynał w to wątpić. Zaklął więc pod nosem. Jednak czego nie mógł zrobić miecz, może zdołałby dokonać łuk. Wampir zatrzymał się około pięćdziesięciu metrów od szalejącej wiwerny i ściągnął łuk z pleców. Nałożył strzałę na cięciwę, po czym napiął łuk i wycelował. Celował starannie i dokładnie. Potwora szalała, więc wcale to takie łatwe nie było. Odpowiednia chwila nadeszła, gdy jeden z magów trafił potworę zaklęciem, co zdawało się ją na chwilę ogłuszyć. Wampir puścił cięciwę, posyłając strzałę w szyję potwora. Po wykonaniu strzału natychmiast odwrócił się i odbiegł kilkanaście metrów. Nie chciał oberwać, gdy potwora znów zacznie szaleć.
//Nie jestem pewien, czy strzała w takim przypadku zraniłaby maszkarę. Więc pozostawię tę decyzję MG.
//No i tracę jedną strzałę, coby było jasne.
Rikka Malkain:
Rikki mogła się tylko cieszyć, że bestie wylądowały wystarczająco daleko od niej. Chociaż znajdowały się kilkadziesiąt metrów dalej, a podejście do nich prawdopodobnie oznaczało by dla dziewczyny śmierć, ona dalej miała swój łuk i mogła razić je strzałami. Nie była tylko pewna, czy jej żelazne groty będą w stanie przebić się przez skórę czegoś takiego jak to. Szczerze mówiąc, o wiwernach wiedziała tyle co nic. Spróbować jednak nie zaszkodzi. Wyciągnęła z kołczanu dwie strzały, jedną chwyciła w zęby, a drugą wystrzeliła w kierunku potwora celując w jego łeb. Czy tego chciała, czy nie, dhampirka musiała przyznać, że najskuteczniejszy tutaj byłby ogień krasnoludów. Ten zaporowy oczywiście. Chociaż patrząc na zmagania magów, też radzili sobie nieźle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej