Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Mirty II - ujawnienie upiora
Rakbar Nasard:
Adept również pośpieszył konia. Targała nim złość na ludzi, którzy w tak niewłaściwy sposób wykorzystali ogień - jego domenę. Niestety warunki utrudniały jazdę. Nie dość, że śnieg to jeszcze i górka. Konie pochrapywały i wywijały łbami na boki, jednak starały się wypełniać polecenia. Powoli zbliżali się do celu, jaki wyznaczał ogień...
Canis:
//Wybaczcie, mam śrubę jak sku*wysyn, w razie wątpliwości poproszę o pytania i sprostowania.
- Ja pie*dole, a ja zmarznięty mam z tym walczyć? - rzucił w eter Jaszczuroczłek widząc bandę przeciwników.
Gdy tylko zbliżyli się na poniżej 10 metrów od przeciwników (zatem już na kamienny most o długości 7,5 metra) zauważyli bandę 6 ochroniarzy dzielących się łupem.
- Rozpirzymy to towarzystwo, słuchaj, jestem nie w pełni sił, ze względu na mrok i temperaturę, starajmy się działać konno, upłynni to moje ruchy w celu zaskoczenia przeciwnika, dzięki temu uzyskasz sposobność co do zajęcia wroga, rozumiesz, niczym mięso armatnie zadziałam.
Powiedział nie w pełni pełen swych sił (co do finiszerów chociażby oraz świadomości wynikającej ze zdolności rasowych oraz mendy, która się schlała z rodziną na imprezie "przed świątecznej") ruszył na wroga dobywając swej niedługiej broni(sztyletu). Zbliżając się do wroga zauważył, że byli zajęci swoim łupem, gdy był na odległość 4 metrów, dopiero przejęli się cudzą obecnością, co spowodowało w mroku oraz późnej porze, element zaskoczenia. Salazar okrążył wroga konno, zadając machnięcia bronią, niestety chybione, lecz prowokujące. Tym samym dowodzący oraz reszta bandy zwróciła uwagę i dobyła broni, ruszyli na Salazara.
Salazar nie był bierny, widząc zainteresowanie swoja osobą (o które zabiegał, lecz nikt dotąd nie wykazywał zainteresowania [egoista jak cholera]) wykorzystał to by odciągnąć i prowokować wroga i dociągnąć ich do kompana w walce, Rakbara Nasard.
6x Ochroniarz
Rakbar Nasard:
Adept widząc poświęcenie swojego kompana przystąpił do działania. Ustawił konia bokiem w stronę walki. Miał dzięki temu wolne ręce i miejsce na wykonanie ataku. Skupił więc energie magiczną w celu wytworzenia magmowego granatu.
- Anash! – wypowiedział inkantację.
Z pomocą niedawno nabytej umiejętności – telekinezy, skierował pocisk we wrogów. Eksplozja nastąpiła w momencie najbardziej odpowiednim – granat znalazł się bowiem między bandytami. Jeden z nich zginął od razu wskutek rozerwania nieosłoniętej głowy. Zawartość czaszki rozbryzgła się na około, siejąc panikę wśród pozostałych. Granat uszkodził również jednego zbira, odrywając mu od ręki sporą część ciała. Była to ręka lewa, a więc teoretycznie był zdolny do dalszej walki, jednak ból przezwyciężył chęć ataku. Zatamował dłonią krwotok oczekując, że walka szybko się zakończy, a jego towarzysze mu pomogą.
Rakbar ponownie skupił się w celu wykonania zaklęcia. Koń niespokojnie kręcił łbem, jednak stał w jednym miejscu, zatem jeździec nie musiał trzymać lejców.
Skupił on ponownie energię magiczną, wyciągnął przed siebie ręce, po czym wypowiedział formułę:
- Heshar!
Podmuch ognia wyskoczył z dłoni maga wprost na bandytów. Parł do przodu dzielnie, jednak zdołał dosięgnąć tylko jednego przeciwnika. Ten zawył przeraźliwie czując, że temperatura powietrza nienaturalnie rośnie. Początkowo przyniosło to ukojenie, gdyż trwa zima, jednak zaraz zrozumiał, że tak nie jest. Zauważył język ognia oplatający jego sylwetkę. Podmuch ten nie trwał długo, jednak wystarczająco, by poważnie poparzyć złodzieja. Od natychmiastowej śmierci uchronił go korpus zbroi, jednak stanowił on niejako pułapkę, gdyż jego temperatura utrzymywała się dosyć długo po ustaniu zaklęcia, parząc ciągle nosiciela. Padł więc, bezlitośnie poparzony, na ziemię dogorywając powoli…
W miejscu walki pod wpływem ognistych zaklęć śnieg zaczął znacząco topnieć, ukazując gdzieniegdzie powierzchnię ziemi. Ponadto przybrał charakterystyczną szkarłatną barwę, cechującą krew.
5x Ochroniarz (w tym: 1 w agonii, 1 średnio ranny, w ostateczności zdolny do walki)
Canis:
Salazar, gdy skutecznie zwrócił uwagę wrogów, oraz przeciwnicy zaskoczeni magią, którą parał się Rakbar byli zdezorientowani. Wpadli w pewien rodzaj paniki, lecz była ona hamowana poczuciem przewagi liczebnej.
Salazar wraz z kucem schował się za Rakbara stojącego bokiem i zeskoczył z konia. Od razu bez wahania obrócił się na pięcie, okrążył siedzącego na koniu Rakbara i dobył swojej pięknej broni, sztyletu. Zamachnął raz ogonkiem i ruszył do walki. Ciepło wpływało pozytywnie na jaszczura, ponadto zwinność rasowa również była pomocna. Rzucił się na przeciwników, którzy ze względu na przebiegany dystans rozłożyli swoja grupę na nieregularnie biegnącą bandę, stworzyli swego rodzaju "wężyk" pozwalając Salazarowi na zajęcie się pojedynczym przeciwnikiem, zmniejszając zagrożenie walki "kilku na jednego".
Salazar wykorzystał tę sytuację i biegnąc do pierwszego widzianego Ochroniarza zatrzymał się na półtora metra od niego. Ochroniarz wraz z wydobyta bronią wykonał skośne cięcie z góry na dół chcąc ciąć Salazara po przekątnej. Salazar przy pomocy zwinności wykonał unik w przeciwną stronę niż biegnące ostrze i odwrócił swój gadzi łeb. Rozdziawił paszczę i użarł przeciwnika w nieosłoniętą rękę, w której trzymał broń. Bandyta automatycznie stracił siłę w ręce i puścił zawartość. Salazar odbił się do tyłu zwiększając dystans do przeciwników. Ugryziony bandyta po chwili zaczął odczuwać efekty Zgubnego Ugryzienia.
5x Ochroniarz (w tym: 1 w agonii, 1 średnio ranny, 1 ugryziony - Zgubne ugryzienie)
Rakbar Nasard:
Rakbar widząc, że więcej wrogów jest obezwładniona bądź zmierza ku śmierci, zasmucił się nieco. Miejsce walki wypełniał ból i jęki. Wkrótce jeden ze złodziei, który wcześniej pojękiwał, ucichł teraz. Zaznał spokoju po ciężkiej walce z bólem, jaki wywołał ogień.
Z pomocą telekinezy unieruchomił jednego zbira. Uniósł go niewiele niżej, niż metr na ziemią. Niestępujący uścisk dusił mężczyznę. Nie wiedział on co się dzieję, wpadł w panikę. Brak tlenu i utrudnione krążenie krwi osłabiło go znacznie. W oczach pojawiły się małe wylewy, usta stały się sine, aż w końcu zemdlał.
- Salazar! Zabij go, póki się nie rusza! - wykrzyczał do kompana, wiedząc, że ten jest bardziej od niego zwinny.
4x Ochroniarz (w tym: 1 średnio ranny, 1 ugryziony - Zgubne ugryzienie, 1 zemdlał)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej