Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Mirty II - ujawnienie upiora

<< < (2/14) > >>

Canis:
- Słyszałem o tym miejscu, wiocha położona parę godzin drogi stąd. Ponoć tam straszy, i czasami dochodzi do trzęsień ziemi. - Powiedział i wyszedł na zewnątrz, wybiegł z karczmy i udał cię po kuca. Opatulił się ubraniem, w końcu mroźno, a jego metabolizm spowolnił na tyle, ze wyglądał jak śpiąca królewna... trochę łuskowata... i brzydka, ale jednak.

Wieśniak już czekał na koniu.

Gdy oboje uczestnicy wyprawy byli gotowi i wyruszyli za nim szybkim tempem zaczął opowiadać historię wioski i wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości.

Lokacja -> Mirty

- ... Ostatnio od tygodnia, dzieją się znowu cuda. zaczęły pojawiać się dynie, z dziwnymi grymasami twarzy, nie doszło do trzęsień, lecz jest to coś nienaturalnego, na pewno ten upiór znowu straszy, ta sprawa musiała nie być rozwiązana...

Rakbar Nasard:
- Co pan opowiadasz... Jeżeli faktycznie na miejscu byli ci z Bractwa, to powinni załatwić pozytywnie sprawę. Jaka pewność, że jakiś dzieciak czy inna łajza nie rozsiewa paniki tworząc głupie żarty? Te dynie pojawiają się regularnie, dużo ich jest? Ile czasu minęło od ostatniej wizyty wojowników w waszej wiosce?
Zima dawała o sobie znać - kończyny adepta powoli drętwiały, a na ubraniu pojawiała się niewielka warstwa śniegu.

Canis:
- Wiesz panie... Gdy dynia pojawia się an głowie sołtysa, zamiast jego głowy podczas gdy on głosi przemówienie do zgromadzenia to jest to czymś nienaturalnym, gdy wyrastają spod ziemi materializując się na naszych oczach to jest to coś dziwnego... sami sobie z tym nie poradzimy... pomóżcie, to na prawdę dla nas ważne, by powrócił spokój i harmonia... Jestem myśliwym i brałem udział w ekspedycji bractwa która miała miejsce poprzednio, lecz jak widać coś poszło nie tak jak planowano...

Gdy kończył zdanie konno przebyliście już spory kawał drogi, spotkaliście na drodze wieśniaka, a w oddali zobaczyliście wielki płomień spowijający dom.

- LUDZIE! PODPALILI MNIE! OGRABILI I PODPALILI!

Wrzeszczał wieśniak rzucając się pod koni próbując was zatrzymać i prosząc o pomoc.

- Sześciu ich było, nie dałem im sam rady...

Powiedział a myśliwy się zatrzymał i spojrzał na nas pytającym wzrokiem, Salazar śpiąc na koniu też się ocknął i spojrzał pytająco. "ÂĄle o co chodzi?" można było wywnioskować z miny zaspanej jaszczurki.

Rakbar Nasard:
Rakbar postanowił pomóc wieśniakowi, pomimo iż gdzieś dalej również potrzebowano ich pomocy.
- Domu ci nie odratuje, przykro mi. Wskaż mi kierunek w którym uciekli, a podążymy za popaprańcami, co palą człowiekowi dom w zimę. Byli konno?

Canis:
- Byli pieszo. Poszli tam! - Powiedział i wskazał miejsce, widać było tam drobny płomyk, niczym z pochodni, gdy się przyjrzałeś dojrzałeś między gwiazdami, ze droga piętrzy się w górę, a z niej prowadzi niewielki kamienny most na drugą stronę rzeki strumyku bądź może przepaści, trudno określić w tych warunkach, po drugiej stronie mostu był ten drobny płomień najprawdopodobniej z pochodni... 

Salazar zatem popędził kuca w tym kierunku, licząc na ten sam manewr ze strony kompana.

- Czekaj tu pa..anie. - rzucił Salazar za siebie ziewając do wieśniaka z Mirty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej