Jeśli ktoś spamiętał jednego twardziela co zawsze prosił by mu muzyka grała to pewny być może, że i Hagnar znał gościa osobiście. Problem zaś tkwił w tym, że, tak jak w przypadku sławnego piwa Tyskie Gronie dostaje się tyskie, a "gronia" to "ni ma", tak i niezbyt muzykalnie było przy naszym antybohaterze. Gwoli naprawienie niedopaczenia brodacz, wiedziony także wrodzoną empatią, na widok urokliwego, niewielkiego demona, który przypominał mu raczej nieopierzone, niedogotowane kurcze, zanucił kołysankę
Wszystek bór śpią,
oczy twe lśnią,
sen wszelką czujność zmorzył
Wnet złożę cię
do spania źle
W koszmarach będziesz kroczył
Krasnolud stał
Celował broń
Na oko cel przypada,
Wokoło deszcz
Paskudny śmiech
To pewno śmierć coś gada.
ÂŻe tego dnia
skalistych gór
na chwilę życie zgaśnie
Bo one też
zasnęły już
We śnie się dzieje właśnie
Lecz straszny los
okrutna śmierć
w udziale im przypadła
Demona on
góry zaś czas
Brodacza duma zjadła
Lecz żeby ci nie było żal
dziecino ukochana
Demon był chuj
góry to wiór
krasnolud obalił dzbana
I tako więc
śmierć pośród drzew
prochem, żelazem dana
Kap tylko w kap
przechodzi raz
I kroki też Hagnara...
//Sprawdzam zwłoki, konia, sztandar zaś zdobywam.