Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysypisko
Hagnar Wildschwein:
-Ja, streszczej się.- rzucił krasnolud za wychodzącym podróżnikiem. Niby poważnie, ale przecież każdy wiedział, że krasnolud opryskliwy jest z natury i chociaż kawał skurwysyna, to dobry z niego... chłop. Starówka zawsze robiła wrażenie. Zawsze. Ilekroć by się nie przechodziło to jednak abstrakcyjna kultura, niecodzienne frontony budynków inspirowały. Gdzieś pośród wielu stoisk i wejść maszerował oddział hufca k'obronie, ramienia zbrojnego Ekkerund, stuk buciorów nadawał tylko powagi atmosferze pozornie rozluźnionego miasta pijanych brodaczy. W końcu bohater dotarł do biblioteki miejskiej. Nic specjalnego możnaby rzec, żadnych elfich pierdołek na frontonie, złoceń, srebrzeń i orkiestry symfonicznej. Skarb jednak leżał w środku. Wkroczywszy do gmachu uderzała woń papieru i starego drewna. Coś cudownego dla moja książkowego, hipnotyzująca aura wiedzy spisanej na tysiącach stron. Między półkami i zwałami pergaminów szwędali się krasnoludzcy bibliotekareze i bibliotekarki. Nosili w większosci monokle.
Adaś:
Dzielnie mijałem piękne budynki starówki, oraz krasnali. W tym dzielny hufiec, z którym dawniej w przeszłości walczyłem ramię w ramię. Starówka była zachwycająca, co prawda już tu byłem parę razy, ale zawsze odkrywałem coś nowego idąc tędy. Coś, czego ostatnim razem nie zauważyłem, a teraz ukazało się moim oczom. Było, a nawet dalej jest zachwycające, to uczucie gdy rozpoznajesz okolicę którą znasz, a za każdym razem kiedy tam jesteś, zauważasz coś innego, czego jeszcze nie widziałeś.
Powoli tak wędrując, dotarłem w końcu do biblioteki. Jej budynek, jakby to rzec dupy nie urywał w porównaniu z innymi w mieście, no ale jak to powiedział pewien poeta "nie liczy się wygląd, ino wnętrze". Tak więc dzielnym krokiem, podszedłem do drzwi, nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. W moje nozdrza uderzył mocny zapach, starych pergaminów, drewna i inkaustu. Znałem ten zapach z biblioteki Kruków, ale tam był on słabszy, a tu to wręcz uderzał w moje powonienie.
Grzecznie, stojąc przy drzwiach rozejrzałem się po wnętrzu. Oczy moje już przywykły do półmroku, więc bez problemu rozróżniałem ludzi, a raczej krasnoludy wędrujące pomiędzy alejkami. W końcu podszedłem do jednego z przechodzącego starszego krasnala i zagadnąłem go:
-Przepraszam, ale mam pewien problem, nie wiecie Panocku gdzie znajdę dział z kronikami?
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud wymamrotał coś ciężkiego do zakwalifikowania jako mowa artukulowana. Dal przybyszowi jednak znać by szedł za nim. Widocznie się spieszył, bo został wyrwany w pracy i pewnikiem jakiś diablo interesujący traktat wzywał go do powrotu. Mijaliscie kolejne alejki, dziwilies się ze można ich tu było upchac tak wiele. Między dwoma takimi alejkami dostrzegłeś drabinie na której stojący krasnolud szukał tomiszcza pośród wysokich polek. W pewnej chwili, co okraszone było głośną kurwą, konstrukcja zachwiała się i udpadla. Jednak pracownik biblioteki okazał się zręcznym i zdążył pochwycić się niczym malpiszon skaczący po drzewach jednej z polek.
Adaś:
Powolutku, szedłem ścieżką wedle cech bucków za krasnoludem. Co prawda zbyt mrawy co rozmów, to on nie był, ale znaki jakie dwał było wystarczająco wyraźne. Wędrując tak, podziwiałem księgozbiór zebrany na pułkach. A w sumie było co podziwiać, zakurzonych tomiszcz było tu na pęczki. W sumię będę musiał go jeszcze później o pewną książkę zapytać. Zacząłem rozmyślać, kiedy nagle usłyszałem donośne kurwa. A tóż przedemną wylądowało parę książek. Odruchowo spojrzałem w górę, w końcu może i "kurwę" słyszy się co krok, ale nie codzienne jest, aby książki z nieba na łeb spadały. Tak więc spojrzałem w górę, gdzie niczym małpka siedział jeden z bibliotekarzy. Zatrzymałem się na chwilę, stanąłem tóż nie opodal i zawołałem:
-Może Panu pomóc? Złapać czy cuś?
Hagnar Wildschwein:
-Dobre jest, chłopiec- powiedział, wcale ładnie wiszący na półce krasnolud, któremu w mig podstawiono drabinę i ściągnięto bez większych problemów. Wszyscy w koło zaczęli zbierać kilka rozrzuconych dzieł, pieścić je i sprawdzać czy nic nie ucierpiało po ataku kurwy. Tobie przypadła w udziale "Klątwa i zabobon - historia najnowsza w służbie magii powszechnej". Widocznie bibliotekarzowi zależało na niej szczególnie bo szybko podszedł i podziękował za pomoc. Szybko i nerwowo.
-W zadzie tośmy so na miejscu- burknął Twój przewodnik i wskazał prawą ręką zaułek z niewielkim dębowym stołem, który otoczony był z trzech stron szafami pełnymi, jak ci się wydawało kronik i zapisków oraz wszędobylskich półek z podobnymi tomiszczami. I zapewne diablo ciekawymi komentarzami historyków i historyczków. Sam stół otaczało kilka taboretów podejrzanego pochodzenia i jeszcze wątpliwszej jakości.
-Runy czytać umiesz czy pomocy ci trza?- zapytał brodacz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej