Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo wyrzucenie z siodła boli [polowanie Gordiana, Melkiora i Arcusa]
Arcus:
- Gotowy, jednak powinniśmy poczekać na naszego towarzysza.
Melkior Tacticus:
Melkior zabrał się za wilki, wpierw pazury które delikatnie podważał i wyrwał pilnując by ich nie uszkodzić. Tak samo postąpił z zębami. Potem zaczął skórowanie, od tylnych łap po podbrzusze i dalej, następnie zawiesił 4 truchła wilków na gałęziach głowami w dół i spuścił z nich krew do butelek.
- Gotowe. - powiedział ładując trofea do toreb.
Pozyskuję:
64 pazurów wilka
20 litrów krwi wilka
8m2 skóry wilka
16x kły wilka
Gordian Morii:
- Sprawnie idzie. Idziemy teraz tam. - Wskazałem ręką na las po drugiej stronie traktu. -Tam jakiś kilometr wgłąb boru jest źródło, a gdzie źródło tam wodopój. Może więc tam znajdziemy coś co pozwoli nam na wytropienie kłusowników. Nie wiem zbytnio jak ich znaleźć w takim wielkim lesie, ale skoro ubili tego jelenia tutaj, to nie mogą być daleko. Uprzedzając pytanie, teren za nami odpada, bo tam jest poręba i drwale by coś nam donieśli jakby zobaczyli obcych myśliwych, dlatego największe szanse mamy właśnie przed nami. Rozdzielmy się. Utrzymujmy odległość jakichś 50 metrów od siebie i szukajmy śladów. Liczy się cokolwiek. Strzała, odcisk buta, wyłamane gałęzie albo cokolwiek innego. - powiedziałem nim przekroczyliśmy trakt.
-Aha i uważajcie na pułapki, bo tych też używają. - dodałem i już bez słowa ruszyłem we wskazanym kierunku.
//: A teraz tropić.
Arcus:
Arcus rozejrzał się i zaczął iść przed siebie. Wyostrzył wszystkie zmysły, żeby znaleźć jakąkolwiek wskazówkę, jakikolwiek trop kłusowników. Jednocześnie uważał, by nie wpaść w przypadkowo napotkane pułapki.
Gordian Morii:
Zagłębialiśmy się coraz bardziej w las, a źródełka wciąż nie było widać...
Chyba nie pomyliłem miejsca... Przecież musi tu gdzieś być! - pomyślałem próbując jakoś się usprawiedliwić, gdy nagły świst i urwany jęk przeciążonego drzewa zakłócił niezmąconą ciszę, a ja wylądowałem na ziemi starając się uniknąć ataku. Jednak atak nie nastąpił..
Podnosząc się z klęczek spojrzałem po towarzyszach. Melkior wychylał się spoza grubego pnia strzelistej sosny, ale młody wampir gdzieś zniknął.
- Osz cholera, jasna! - zakląłem niezbyt szpetnie gdy wreszcie dostrzegłem Arcusa.
- Mówiłem, żeby patrzeć pod nogi, to Ty złapałeś się jak młoda sarna. - powiedziałem z politowaniem kręcąc głową.
Arcus bowiem wpadł w sidła, czy jak kto woli kulkę na sarny i inne większe acz niezbyt ciężkie zwierzęta. Owa pułapka to zwykła pętla rozwieszona na kilku gałęziach i zablokowana inną, która pełniła rodzaj spustu. Niby nic, ale jednak koniec sznura przywiązany był do sprężystego drzewa, które po uwolnieniu podnosiło ofiarę za nogę, by ta wisiała w taki sposób do czasu aż ktoś nie zwolni uścisku innej liny przywiązanej do dużo grubszego drzewa. Nieuważny z powodu dziennej pory wampir nieopacznie wdepnął w pętlę i teraz wisiał prawie 5 metrów nad ziemią.
Szybko więc uwolniłem towarzysza starając się by nie połamał się, gdy zwolnię linę.
-Czyli jesteśmy na dobrym szlaku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej