Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rozjechać ich!
Dragosani:
Szybko topniejące siły buntowników zaczęły się wycofywać. Musiały dostrzec brak realnej szansy na zwycięstwo. Dziwnym w sumie było, że w ogóle pomyśleli wcześniej, iż są w stanie zrobić coś więcej, niż tylko umrzeć na drodze. Z drugiej strony atak na czoło miał zapewne tylko odwrócić uwagę, od oddziału dywersantów na tyłach. Oczywiście to nie mogło się udać, ale ktoś kto dowodził buntownikami przynajmniej się starał. Wampir wstrzymał konia i nie gonił oddalających się przeciwników. Zostawił to dla głównych sił królewskich. Jadąc osobno tylko by zawadzał szarży formacji. Teraz pozostało tylko wampirów obserwować, jak wybijane są resztki.
Xvier aep Deler:
Wszystko działo się bardzo szybko. Jedyne co dało się zauważyć to ciemne sylwetki na nieco jaśniejszym tle oraz iskry lecące ze spotykających się mieczy. Nagle przed zdezorientowanym chłopakiem stanęła jakaś postać na koniu, jedynie po niewyraźnych zarysach zniszczonego ubrania dało się poznać ze to jeden z tych wariatów.
-Cholera chyba jednak nie zwieję... - powiedział Xvier czekając na ruch przeciwnika
Adaś:
Xvier:
Lecz ostatecznie twój przeciwnik widząc, że jego towarzysze uciekają sam postąpił podobnie.
Lecz ci co zostali przy życiu i uciekali, długo się nie nacieszyli tą egzystencją. Oddział który ruszył za nimi, bez skrupułów dobił ową garstkę ludzi. A to oznaczało, że walka skończona.
Zaczęło się przeliczanie trupów, opatrywanie rannych oraz szykowanie noclegu. Było już późno w nocy, kiedy ostatni żołnierze, prócz wartowników oczywiście, usnęli. Następnego dnia ruszyliście w dalszą podróż, odsyłając do stolicy niewielki oddział rannych. Wasza podróż trwała jeszcze 1,5 dnia. Koło godziny 1 po południu drugiego dnia dojechaliście na skraj szerokiego wąwozu. U którego podnóży rozbiliście obóz.
Wszyscy siedzieliście w namiocie dowództwa.
Stałem pochylony nad mapami okolicy, rozmyślając nad strategią dalszego postępowania. W końcu podniosłem się i popatrzyłem na swoich towarzyszy:
-No Panowie, potrzebuje ochotnika, ewentualnie ochotników do zwiadu. Kto się pisze?
Xvier aep Deler:
-Jak ktoś pojedzie ze mną to jestem skłonny się zgłosić. - powiedział młodzieniec od razu kierujac wzrok w ziemię. Zanim jednak ktokolwiek zdążył odpowiedzieć dorzuci:
I tak przy okazji, nie wziął czasem ktoś jakichś mieczy po tych rzezimieszkach, bo wyglądały na dość twarde. Chodźby uszkodzony, może bym naprawił w jakiejś kuźni. - i uśmiechnął się w dziwny sposób.
Aurius:
-Wiele się nie nawalczyłem teraz to mogę iść osłaniać tego młodego. - brodaty paladyn zwrócił się do reszty. -W razie co tak łatwo mnie nie przebiją, a on będzie miał czas zameldować to i owo po sprawdzeniu przeciwnika. Aurius był chętny, gdyż jego głównym celem dołączenia do Bractwa była obrona ludzi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej