Tereny Valfden > Dział Wypraw
Rozjechać ich!
Gordian Morii:
Ja tymczasem postanowiłem nie opuszczać stanowiska wyznaczonego mi kiedyś tam, przez kogoś. Zostając w tyle, stwierdziłem, że nie jestem przecież żadnym wojownikiem, a i mój pancerz to nadaje się raczej do łapania lisów niż do walki. Toteż gdy Dragosani z Adamusem odjechali ja zatrzymałem się i czekając aż Yarpen znów zarządzi wyjazd przejrzałem leżące na drodze ciała i juki porzuconych notabene wierzchowców.
Coś się mogło zachować, co nie? Jakieś mapy, papiery, czy nawet pieniądze. Szkoda więc było pozostawiać to na pastwę cholera wie kogo, a jako myśliwy byłem bardzo dokładnym człowiekiem, zabierającym ze sobą wszystko co zabrać się dało.
Adaś:
Na przedzie sytuacja malowała się jasno. Mimo że było ciemno.. Walka wciąż trwała, w ciemnościach panował taki zamęt, że ciężko było rozróżnić kto jest kto. Jedyne co dawało te szanse, to były ubrania walczących. W skrócie rzecz biorąc przeciwnicy wyglądali trochę jak łachmaniarze. Ale zostawało ich coraz mnie, oddział Juliana spychał ich drogą, w kierunku z którego przybyli. Natomiast za walczącymi leżały kontury martwych i rannych. A coraz to nowsi dołączali do tej gromadki leżącej na ziemi.
//:Gordian:
Znajdujesz nie otwartą butelkę 30 letniego wina, o pojemności 1,5 litra. Skąd się wzięła wśród tych bandytów to ciężko powiedzieć
Pozostało:
13x Wojownicy na koniach
Nasi:
Zginęło:6
Niezdolnych do walki:5
Dragosani:
I tak oto wampir dotarł do walczących na czele armii. Widząc bitewny chaos, który miał tam miejsce, Drago zwolnił niebo. Wpadnięcie tam w pełnym galopie było raczej złym pomysłem z racji właśnie wspomnianego chaosu. Wampir wolał nie angażować się do tak zwartej walki, woląc atakować na swój sposób. Poza tym nie lubił walczyć na koniu. Ograniczało to jedynie jego naturalne predyspozycje w postaci chociażby zwinności. Jednak zwyczajne wbiegnięcie w walczącą tłuszczę też byłoby niezbyt mądre. Drago skierował konia na flankę walczących stron, aby zajechać ich od boku i wyszukać sobie jakiegoś buntownika. Będąc tam dość szybko znalazł przeciwnika. Jeden z buntowników odłączył się na chwilę od swoich szeregów, najwyraźniej chcąc zaatakować z flanki, zwiać, czy co tam robią sobie buntownicy podczas bitew. Wampir zaatakował bez wahania, szybko i agresywnie. Jego przeciwnik odwrócił konia tak, aby móc sparować cios mieczem, co mu się jako tako udało. Lecz nie mógł dorównać wampirowi szybkości ciosów, szczególnie w nocy. Drago szybko zadał kolejny cios. Trafił dość bezczelnie, w nadgarstek buntownika. Ostrze miecza bez większych problemów wbiło się w ciało i zwyczajnie odrąbało dłoń człowieka, który zareagował na to w sposób klasyczny - dzikim wrzaskiem bólu i wzrokiem pełnym niedowierzania. To, ze zdołał utrzymać się na koniu było prawdziwym cudem. Oczywiście bez dłoni, która dzierżyła miecz nie był w stanie uchronić się przed kolejnym ciosem, który padł natychmiast po pierwszym. Miecz wampira rozorał gardło człowieka. Buntownik zacharczał coś i zsunął się z konia. Drago trzasnął wierzchowca buntownika po zadzie, aby zwierze uciekło dalej i nie przeszkadzało. Chociaż tak, czy inaczej zdradzało chęć ucieczki. Wampir zaklął pod nosem. Walka tak średnio go zadowoliło. Nie lubił walczyć na koniu. Mimo to zaczął znów krążyć i wyszukiwać dogodnej ofiary.
12x Wojownik na koniu
Julian:
Walczyliśmy cały czas. Szał bitewny pochłonął nas. Spychaliśmy ich coraz bardziej w kierunku drogi. Krew została przelana po obu stronach. Ciała poległych gęsto ścielały pole bitwy, czerwienią mieniąc je. Rahser, miał dzisiaj swoje święto. Dla wroga nie mieliśmy żadnej litości. Sam zachowywałem się w sposób niegodny dla rycerza, mając nadzieje, że Zartat mi wybaczy.
Zabiłem pierwszego przeciwnika dla przykładu. Przecież teoretycznie dowodziłem podległymi mi ludźmi. Coraz bardziej żar bitewny mnie wciągał. Zostałem zaatakowany. Jeden z dywersantów zaczął na mnie szarżować. Nie pozostało mi nic innego jak zrobić to samo. Sekundy mijały jak godziny. Szybko skrzyżowaliśmy miecze, ale wydawało się, że minęła wieczność. Skrzyżowaliśmy miecze. Każde nasze uderzenia sprawdzały wytrzymałość naszych mieczy. W pewnym momencie zbliżyliśmy sie do siebie tak, jakbyśmy chcieli zamordować się wzrokiem. Ale nie. Oderwaliśmy się z siłowania się nawzajem. On zaatakował pierwszy. Zablokowałem jego cios, który był całkiem silny. Zaatakowałem ja i z całej siły i bez problemu mój miecz wbił się w odkrytą rkę przeciwnika powodując obfite krawawienie. No i oczywiście z tej części ciała niewiele pozostało. Resztki wisiały na kawałku mięśnia. Krzyk tego człowieka nie zapomnę do końca życia. O bogowie! Jaki to był krzyk.
Miałem dość tego hałasu i bez problemu odrąbałem mu głowę.
11x Wojownik na koniu
Adaś:
W trakcie tej morderczej jazdy przeładowałem swój pistolet. Było to co prawda trudne i straciłem przy tym trochę prochu, ale wolałem mieć go nabity. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. Kiedy tylko mi się to udało, już słyszałem odgłosy walki. Chwyciłem pizdolet pistolet w lewą rękę, oraz wyjąłem miecz z pochwy. Nie miałem zbytniej możliwości wbić się w sam środek. Ale istniała inna sposobność do wzięcia udziały w tej batalii.
Skierowałem swojego konia na prawą flankę, objechałem walczących wpadając tym samym między nich. Zbliżyłem się do niego na tyle blisko, że ten mnie zaatakował. Cios był tak nie spodziewany, że cudem udało mi się go skontrować. Ale była jedna wada sparowania tego ciosu(nie licząc nieuchronnej śmierci), cios był tak silny i niespodziewany, że zakołysałem się siodle, tracąc równowagę. Przechyliło mnie bardzo do tyłu. Przeciwnik już próbował się zamierzyć do dobicia mnie, lecz cale szczęście miałem pistolet w lewej ręce. Można by powiedzieć że wypaliłem na ślepo, lecz celnie. Niestety rozbłysk był na tyle krótki, że nie było sposobności zobaczyć gdzie trafiłem. Ale jedno było pewne że trafiłem, bo przeciwnik zaczął się cofać trzymając się kurczowo miejsca gdzieś na swoim torsie...
Pozostało:
10xWojownik na koniu(ten z którym walczyłem uciekł ranny)
4-1=3 żelazne kule
//:Przeciwnicy się cofają na z góry upatrzone pozycje..
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej