Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mglisty chram

<< < (9/73) > >>

Zeleris Flamel:
- Moja dup... argh! - wrzasnął Zeleris, gdy poczuł uderzenie kolca w wiadomym miejscu. Odskoczył od wściekłego spijacza, klnąc z bólu i skupił moc magiczną. Wywołał w ten sposób teleportację. Dracon zniknął w kłębie dymu, błysku światła i trzasku magii, po czym pojawił się z trzydzieści metrów od przeciwników. Na razie wolał uniknąć bezpośredniego starcia. Padł na kolana, podpierając zie rękami o ziemię.

Elrond Ñoldor:
- Aresh elishesh oshia hush ilishash! - wypowiedział inkantację, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Jego ciało momentalnie pokryła kamienna skorupa. Tak przynajmniej mogło wydawać się postronnym. Prawda była jednak taka, że jego ubranie, skóra, po prostu jego ciało zamieniło się w kawał porządnego kamienia. Z ogromną wytrzymałością.
Złapał za kostur, który na czas rzucania zaklęcia wbił przed siebie w ziemię.
- Zapraszam skurwysyny...

Aktywne Efekty: Kamienna Skóra.

Jiroslav:
No i walka rozszalała na nowo. Teraz bestie zdawały się mieć przewagę nad drużyną z Paktu, jednak Jiros wierzył, że to tylko chwilowy stan. Nim zdążył cokolwiek przedsięwziąć został zmuszony do uniknięcia szarży wielkiego owada. Rotish, tak nazywał się potwór. Jiroslav nigdy w życiu nie widział niczego podobnego. Ataku uniknął szybkim przewrotem w bok. Natychmiast wstał by odrzucić telekinezą skaczącego na niego spijacza i rzucił się w krzaki. Gdzieś w te okolice upadł jego kostur rzucony przez podobnego stwora. Człowiek grzebiąc rękoma w liściach zaczął nerwowo szukać swojej broni... Znalazł. Błyskawicznie odwrócił się, by odbić kolec wystający z głowy kolejnego przeciwnika który go zaatakował.  Potworów było naprawdę mnóstwo. Spijacz zaatakował ponownie. Tym razem rękoma. Przyszły mag odbił jedną z pięści uderzając kosturem w nadgarstek wroga, pod drugą zanurkował i pół piruetem wszedł za spijacza. ÂŁatwo nie było, jednak mężczyzna podjął ryzyko i skoczył na plecy przeciwnika. Podczas skoku wypuścił kostur i dobył sztyletu. Wbił go drzewołazowi w kark, po czym wyciągnął i dźgnął raz jeszcze tam gdzie powinno być ucho. Marty potwór osunął się na ziemię, a Jiroslav razem z nim. Sturlał się jego ciała i chowając sztylet podniósł kostur. Przyjął postawę obronną. Przy tylu przeciwnikach nie miał pojęcia skąd nadejdzie kolejny atak. Wciągnął głęboko powietrze. W takiej walce trzeba było ciągle pozostawać w ruchu, co wcale nie było takie łatwe.


15/16 spijaczy
4/4 rotishe

Anette Du'Monteau:
Niziołek pochwycił swój miecz, który do tej pory spoczywał na plecach. Trzymał go jedną dłonią, drugą natomiast zaciskał na małej poręcznej kuszy. Wycelował drobną broń w jednego z kretoszczurów i wypalił. Bełt wbił się prosto w łeb wrednego gryzonia. Blaze przypiął broń znów do pasa. W ruch miał iść miecz. Kruk rzucił się w kierunku jednego z rotishy. Stwór zamachnął się swoją łapą, lecz niziołek odskoczył w bok unikając ciosu i sam uderzając odrąbał kończynę. Rotish wydał z siebie dziwny pisk. Pan Kessie nie skończył swego ataku. Pchnął mieczem prosto w podbrzusze napastnika. Ten cios był już dla owadopodobnego przeciwnika śmiertelny.

2/5 Rotish
4/6 Kretoszczur

Zeleris Flamel:
- Ja pierdole, rozumiem ramię, nogę, kurwa nawet klatę, ale żeby w tyłek? No kurwa... - biadolił Zeleris, który miał nadzieję na pomoc po walce kogoś, kto jako tako zna się na opatrywaniu ran. Chociaż opatrywanie akurat tej rany pewnie będzie żenujące, ale cóż. Mag miał mikstury lecznicze, ale one potrzebowały jednak trochę czasu na działanie, więc medyk przydałby się tak, czy inaczej. Dracon, wciąż wpółleżał. Wyciągnął większa miksturę leczenia ran i odkorkował ją. Część eliksiru polał na ranę. Widok ten był dość zabawny, przez co Flamel miał szczerą nadzieję, że reszta drużyny jest zajęta walką. Pozostałą część mikstury wypił. Teraz pozostało czekać, aż krwawienie ustanie, bo sama rana zapewne zabliźni się nieco później. 
Wykorzystuję większą miksturę leczenia ran

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej