Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabijając potwory I (polowanie Gunsesa i Izabell)
Izabell:
- I całe dwa tuziny zamierzasz upolować? - zapytała. Wątpiła trochę w swoje siły. Zastanawiała ją również taktyka, którą wampir zamierzał zastosować.
- Masz jakiś plan? Może od razu wleziemy na drzewa i wystrzelamy, ile się uda? - zaproponowała. Ten pomysł był pierwszym, co wpadło jej do głowy. Udawała też, że nie zwróciła uwagi na tą gustowną maskę, zakrywającą wielce szpetną twarz.
//30 - 2 = 28 strzał.
Gunses:
//Nie ma to jak przypadkowe usunięcie całego napisanego postu. Jedziem od nowa
Twarz Gunsesa wyglądała znacznie gorzej w samo południe, kiedy skóra była pomarszczona, a z oczu i nosa ciekła krew. Elfka, nieświadomie, ale powinna być wdzięczna losowi, że nie będzie oglądać ów widoczków. Wampir zarzucił łuk na ramię, rozejrzał się.
- Też chciałem to zaproponować. Na drzewie będziemy bezpieczni... Większość pewnie nam ucieknie, ale co ustrzelimy to nasz, prawda? - zapytał, chociaż nie oczekiwał na odpowiedź. Zaczął się rozglądać za drzewem i znalazł! ÂŁadny duży konar który spokojnie utrzymałby większą liczbę myśliwych rozkładał się prawie równolegle do podłoża na wysokości 4 metrów. Gunses odwrócił uwagę elfki
- Ooo! Gryf leci! - zawołał i wskazał palcem na przestrzeń wolną od konarów drzew nad jeziorkiem. Wtedy też podskoczył, załapał się szponem konaru, podciągnął i wskoczył. Przykucnął już na nim
- Przeleciał - stwierdził. Wyswobodził miecz z pochwy, zdjął ją i trzymające ją na plecach uprząż. Opuścił się, podał uprząż elfce, aby się złapała.
Izabell:
Co on znowu kombinuje - pomyślała. Teatralnie zwróciła swe piękne licu ku górze i (o dziwo!) nie zobaczyła tam nic. Udając zaskoczenie zwróciła się z powrotem ku mężczyźnie. I wszystko jasne. Prawie - przeszło jej przez myśl. Podeszła do opuszczonej uprzęży i pociągnęła za nią, sprawdzając jej wytrzymałość. Następnie chwyciła ją pewniej i podciągnęła się na niej. Była mniej więcej w połowie wysokości. Dalej niech podciąga ja pan szarmancki. Niemniej dała znak, że siły, jak na elfkę, jej nie brakuje.
Gunses:
Gunses który przez chwilę zamienił się w wyschnięte na wiór zwłoki teraz już był w pełni sił. Jak to wampir nie zna dnia ani godziny, kiedy czerwony kolor zajrzy do kalendarza i nie chodzi tu o miesiączkę ;[
Teraz zaś podciągnął elfkę na uprzęży, podał jej dłoń, wciągnął na konar. Zarzucił na klatkę uprząż, pozapinał, przyczepił pochwę na plecy i włożył w nią miecz. Usiadł sobie na gałęzi zdejmując łuk. Skinieniem głowy zaprosił obok siebie elfkę.
Izabell:
Na nieszczęście elfki, wampir zasechł w momencie, gdy podciągał ją do góry. W takiej sytuacji mocno nią szarpnęło, gdy złapał uprząż ponownie. Oczywiście nie widziała, jak zmienił się w wiór, a niedogodności uznała za nic niezwykłego.
Z pomocą mężczyzny wdrapała się na konar i rozsiadła dość wygodnie. Chwyciła łuk i poprawiła kołczan.
- Długo będziemy czekać? - zapytała przyciszonym głosem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej