Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabijając potwory I (polowanie Gunsesa i Izabell)
Gunses:
Gunses popatrzył jeszcze raz na ślady, zbadał wzrokiem i dotykiem kolejne. Sprawdzał ile z samic jest ciężarnych i jaki będzie tegoroczny miot. Ukradkiem zobaczył że Izabell owija się płaszczem. ÂŚciemniało się, a wiosenne noce do ciepłych nie należały
- Rozpalimy ognisko, chodź - powiedział i ruszyli. Szli tak jest z dobre pół godziny w milczeniu. Dzienne ptaszki umilkły oddając nocną scenę sowom i puchaczom. W oddali zawyły wilki. Dotarliście na miejsce, a był to duży kamień, który wystawał ze zbocza. Jego wierzchnia część była płaska, obeszliście go. Gunses wszedł pierwszy, odłożył łuk, odwrócił się, ukucnął i wyciągnął rękę do elfki pomagając jej wejść. Z kamienia był niezły widok na opadający w dól las. Kamień był obrośnięty grubym mchem, poza wypalonym po środku okręgiem po niedawnym ognisku. Co ciekawe, na jednej ze stron kamienia czekało drewno na ognisko.
- To 'siódmy ogień'. Takich miejsc jest dużo więcej - powiedział i ułożył kilka drewnianych konarów w wypalonym miejscu, kilka rozciął mieczem na mniejsze, podłożył suchego mchu, krzesiwem rozpalił ogień.
- Są mikstury pozwalające widzieć w nocy, w stolicy je sprzedają, wiedziałaś o tym?
Izabell:
Posłusznie szła za przełożonym. Nie wydawała żadnego dźwięku, szła bezszelestnie. Czuła się tu pewnie, mimo iż w swoim życiu w dzikich lasach bywałą dość rzadko. Strach pojawił się tak szybko, jak znikł, gdy pomyślała o tym, że Gunses może być gwałcicielem i próbuje zaciągnąć swoją ofiarę w odludne miejsce. Albo, co gorsza, jest jakąś dziwną istotą i pogryzie ją, wysysając jej krew. Myśli te odeszły natychmiastowo, gdy uświadomiła sobie, jak absurdalne były. Dotarli do miejsca, gdzie mieli rozpalić ognisko.
- "Siódmy ogień"? Czy to, i inne to po prostu miejsca na ogniska? - zapytała, gdy zaprezentował jej go. Ciepły płomień przyjemnie rozgrzewał ciało.
- Nie, nie wiedziałam o istnieniu takich mikstur. Zresztą pewnie i tak mnie na nie nie stać. Sam z takich korzystasz? - zapytała nieświadoma.
Gunses:
- Tak to inne 'ogniska'. Miejsca w których jest zawsze trochę miejsca na odpoczynek, trochę drewna na ognisko - rzekł swobodnie i poprawił coś w ognisku. Zdjął miecz z pleców i położył go obok siebie. Broń była dwuręczna i cała czarna jak smoła. Usiadł przy ogniu opierając lewą rękę na kolanie, w prawą wziął jakiś patyczek i grzebał w ognisku. ÂŁuk i strzały leżały obok, dostatecznie blisko, ale jednak dalej niż miecz. Popatrzył na nią. Była naturalna i miła. Nie robiła sensacji z powodu tego, że białka i tęczówki Cadacusa były koloru węgla i sprawiały wrażenie, że Gunses ma same źrenice. Ani z powodu tego, że włosy mężczyzny były koloru śniegu, a cera blada jakoby dopiero wstał z łóżka po anginie albo jeszcze gorszej przypadłości. A może jednak nie znała się tak na dzikim świecie jak myślała?
- Nie, nigdy ich nie używałem - powiedział odnośnie mikstur. Mówił prawdę. Nie używał ich ani w 'poprzednim', ani w 'teraźniejszym' życiu. Ani w tamtym ani w tym nie miał takiej potrzeby. Wytłumaczenia były różne.
- Mam dość dobry wzrok - chciał się wytłumaczyć, chociaż bał się, że zbyt głęboko brnie w temat - Zawsze też mogę wyczarować światło - znalazł dobre wytłumaczenie, obok niego pojawił się kawałek lewitującego czerwonego kryształu z którego Gunses czerpał moc magiczną, uniósł prawą dłoń nad siebie, poruszając palcami powiedział
- Elisash - z jego dłoni wytrysnęła strużka świetlistego dymku który uformował się w kulkę światła migoczącą i rozświetlającą mroki. Popatrzył na piękny twór magii. Po chwili machnął ręką od niechcenia rozpraszając zaklęcie. Kulka rozpłynęła się niczym kłąb dymu wypuszczony z fajki.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Izabell:
Rozsiadła się wygodniej, zdejmując łuk z pleców. Spojrzała na Gunsesa. I patrzyła w ciszy. Jej świdrujący wzrok zdawał się, choćby pozornie, przenikać sylwetkę mężczyzny na wylot. Siwe włosy, nienaturalne oczy, blada cera. Nie zwracała na to nawet uwagi. Zafascynował ją jego umysł i to, co przed nią ukrywał. Bo udało jej się odgadnąć, że coś takiego jest. Nie dzięki nutce, drobnej, ale jednak niepewności. Treść słów wampira, w połączeniu z kobiecą intuicja, mówiła między wierszami. Ale Izabell nie wyjawi tego wprost. Nawet nie drgnęła, gdy przywołał światło. Widziała dużo ciekawsze sztuczki w swoim życiu.
- Takie światełko chyba średnio sprawdza się przy polowaniu, nieprawdaż? A tak swoją drogą, to długo zajmujesz się myśliwstwem? - dopytywała. Spoglądała to na Gunsesa, to na miecz, to na to coś, co udało jej się dostrzec lewitującego przy jego głowie.
Gunses:
- Ale pomaga w zastawieniu pułapki i w oprawianiu zwierzaka - zauważył istotne plusy tego światełka. Znowu pogmerał w patykiem w ogniu. Był myśliwym od dawana. Może słowo łowca byłoby lepsze. Pierwsze zlecenie dostał od swego przybranego ojca kiedy był nastolatkiem, zabić koczowników i maga wody. Uciekał wtedy. Wędrując z Gońcami Leśnymi poznawał tajniki życia w lesie jednakże nie przywiązywał do tego wagi - ciągnęło go do magii. Jako nowicjusz ani n a kontynencie ani na Khornis nie polował. Kiedy wybuchła wojna, stracił wiarę i udał się na Marant trafił do klanu asasynów na pustyni Ohsi, znowu los rzucił go pośród zbirów podobnych jego ojcu. Polował na zlecenie na ludzi i ich dobytek. Przeznaczenie zaprowadziło go do podziemi pod Fortecą Magii gdzie przemieniony został w wampira i zaczął polować dla zaspokojenia głodu na zwierzęta i ludzi. Udał się na Valfden z innymi, wzniósł swój Sabat przeistaczając go w cech zabójców potworów. Polował na całej wyspie na wszelkie zagrażające ludziom monstra. W wyniku wypadku, aby ratować jego życie i zdrowie, król poddał go mutacji w bestię, Gunses zaczął polować na demony i wszelkie plugastwa. Zakończył żywot Zgromadzenia Cienia, zakończył żywot Trójprzymierza, powołał gildię myśliwych.
- No, dość długo - rzekł po chwili zamysłu - Już od kilkunastu lat moje życie to stałe polowanie. Wcześniej miałem z tym zawodem mało wspólnego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej