Gdy nadciągnęła druga grupa bandytów (która chyba spod ziemi wylazła) i zaczęły latać bełty, Zeleris stanął sobie za Adamusem, coby się za bardzo nie narażać na dostanie pociskiem z kuszy. Wyciągnął kostur i poczekał, aż napastnicy się zbliżą nieco. Mag oparł się na kosturze i ziewnął, ciesząc się z osłony jaką stanowił Adaś. Niepozorna, ale wystarczająca. Przez moment zastanawiał się, czy nie popychać go przed sobą i użyć jako żywej tarczy, ale ostatecznie uznał, że byłoby to chamskie. Niecierpliwie ściskał kostur, wyraźnie rwąc się do walki. Lecz ostatnie doświadczenia nauczyły go pewnej niechęci do ludzi uzbrojonych w kusze. Często zamiast podziwiać dostojeństwo i gracje jego lotu zwyczajnie strzelali. Prostaki.
- A, pierdolić... - mruknął w końcu mag. Chwycił kostur jedną ręką i szybko przyszykował zaklęcie. Oczywiście nie takie, które miałoby na celu rozgromienie całej grupy. Musiał wszak zostawić nieco mięska dla orka chociażby. Zamiast tego uznał, że dobrze będzie walnąć czymś, co chociaż na krótka chwilę zaskoczy bandytów, co z kolei ułatwi dostanie się do nich. Tak więc, przygotował zaklęcie. Wybrał cel.
- Izipash! - krzyknął krótko, a z nieba uderzyła błyskawica. Celował oczywiście w łepek jednego ze zbirów i zygzak pioruna trafił prosto w cel. Bandzior padł rażony piorunem. Dosłownie. Już w momencie uderzenia błyskawicy, dracon wyskoczył w powietrze i machnął skrzydłami. Przeleciał kawałek i wylądował ciężko przy jednym z bandytów. Lot umożliwił mu dostanie się tam w mgnieniu oka. Bandyta jednak zdołał zadać cios mieczem. Jednak mag miał już przygotowany kostur. Sparował cios, odbijając ostrze miecza w bok. Szybko zakręcił kosturem i uderzył w łydki bandyty, podcinając go. Gdy zbir przewrócił się, dracon z całej siły uderzył go kosturem w głowę. Coś chrupnęło, człowiek zrobił dziwną minę, a po chwili z jego uszu wyciekł strumyczek krwi. Coś w jego głowie ewidentnie „się spsuło”. Jednak Flamel nie miał czasu zastanawiać się co dokładnie. Nacierał na niego kolejny zbir, który otrząsnął się z zaskoczenia nagłym atakiem i chciał chyba pomścić towarzysza. Mag uderzył impulsem telekinetycznym w jego pierś, co posłało bandytę w tył i zwaliło na ziemię. Dracon doskoczył szybko do niego i trzasnął w głowę końcem kostura. Również temu bandycie „coś się spsuło” w głowie, gdyż po uderzeniu nie wykazywał chęci do poruszania się. Mag nie czekając, aż zaatakuje go ktoś inny, odskoczył kawałek w tył. Kostur trzymał w pozycji obronnej, tak, że mógł łatwo sparować ewentualny atak, który z pewnością by nastąpił, jeżeli towarzysze maga nie ruszyliby na bandytów.
12 Bandytów