Zeleris jakoś zdołał wyjść z zagrody. Spojrzał w górę, na wiszącego Adasia. No wypadało pomóc jakoś kumplowi, ale mag czuł w chwili obecnej wyjątkową niechęć do unoszenia się nad ziemię. Trochę mu jeszcze wirowało w głowie i skoordynowany lot, nawet krótki, mógłby być trudny.
- Czekaj, po kolei - rzucił do Aragorna, który obmacywał Edzia. - Po kolei... ee... Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Zadowalają cię takie odpowiedzi? - zapytał. Spojrzał na ziemię w poszukiwaniu jakiś kamieni, którymi mógłby strącić Adamusa. Potem jednak jeszcze raz zerknął na górę i stwierdził, iż jednak wisi on trochę za wysoko.
- No dobra, próbujemy... - Mag machnął skrzydłami i wybił się, unosząc się szybko pod sufit.
- Trzym się! - powiedział i złapał Adamusa za ramiona. Gdy ten jakoś odhaczył swojego nogi z belki, dracon spróbował sprowadzić siebie i jego na ziemię, lecz skończyło się to dość ciężkim wylądowałem na ryjach.
- Au... - syknał mag i ociężale wstał. - ÂŻyjesz? - Kopnął lekko leżącego Adasia.