Tereny Valfden > Dział Wypraw
Sierotka ma muszkiet
Hagmar:
Kompania wybuchnęła śmiechem, wtedy też zaczął bić dzwon na strażnicy. Do środka wpadł strażnik krzycząc że atakują. Wybiegliście na zewnątrz. Ogrodzona palisadą karczma atakowana była przez prawie 50 chłopa. Yarpen Tarral i Yergen wbiegli na podest na palisadzie by ostrzeliwać ich z dystansu.
50x Buntownik są jakies 100m od karczmy.
Adaś:
Widzisz to nie jest się najeść, ino powoniać. A w ogóle mój dziadko zawsze mówił gdyby nie ten dech, to by człowiek zdech!-Powiedziałem rozbawionym tonem, kiedy nagle rozległo się bicie dzwonu. Odruchowo wyjąłem pistolet, oraz go odbespieczyłem. Razem z wszystkimi wybiegłem na zewnątrz. Rozejrzałem się, po czym ruszyłem również na palisadę. Wkońcu nie logiczne by było otwieranie bramy, gdy trwa atak.
Kiedy już byłem na górze, rozejrzałem się w około. Było niebespiecznie. Lecz przeciwnicy dość gęsto biegli. Więc i z celowaniem nie było większego problemu. Tylko było jedno ale, nie miałem pewności że kula doleci. Co by nie było, byli jeszcze daleko. A szkoda kul marnować..
//:Jak wrócę do domu będę mógł dopiero zabijać, teraz w robocie z fona mam ciężko, a i za długo nie mogę się opierdzielać
Zeleris Flamel:
- Zakład, że moje wiatry zabiją ich więcej od twoich? - zapytał dracon, gdy zobaczył napastników, jak już wybiegł za krasnoludami i Adamusem, aby zobaczyć co się dzieje. Stał z nimi na podeście palisady. Nie czekając jednak na odpowiedź Adasia wybił się i machając skrzydłami wzniósł w powietrze. Goście karczmy mogli więc zacząć podziwiać iście zapierający dech w piersiach widok, coś co będą mogli opowiadać znajomym i dzieciom – czarnego dracona w walce. Wszak dla powszechnych zjadaczy chleba nie był to zbyt częsty widok. W sumie dziwnym było, że mało kto reagował zaciekawieniem na sam widok dracona, lecz to można było wyjaśnić po prostu niechęcią do wzbudzenia w tymże osobniki urażenia „gapieniem się”. Albo po prostu słyszeli o wyczynach Zelerisa i Aragorna tyle, że ich widok nikogo nie dziwił. Pomijając jednak te rozmyślania, Flamel wzniósł się w powietrze i przeleciał nad tłumem. Widząc kusze w rękach napastników wzniósł się nieco wyżej. Nie chciał oberwać, zaś jego szybkość i zwinność w powietrzu, połączone z większą wysokości, a powinny zapewnić jako takie bezpieczeństwo. Jednak mag wciąż pamiętał ból jaki zadał mu mutant i jakoś nie zamierzał być znów ranny. Dlatego też postanowił nieco zdezorganizować motłoch i wprowadzić w jego szeregi trochę zamętu. Skupił moc na cząsteczkach powietrza tuż przy ziemi, tam gdzie napastnicy próbowali szturmować palisadę. Wysłał tam impuls mocy.
- Anisgrash! - Krzyknął inkantację wykonując odpowiedni gest ręką. Z ziemi uniosła się mgła. Ciężka i gęsta. I nie wyglądająca na naturalną. Nocą, na cmentarzu na pewno mogłaby dodać nieco klimatu. Tutaj była jednak zasłoną. Napastnicy wewnątrz nie mogli być w stanie dostrzec czegokolwiek dalej, niż swojego najbliższego otoczenia. A i samo pojawienie się mgły powinno podziałać demotywująco w szeregach motłochu. Obrońcy zaś na palisadzie oczywiście wiedzieli gdzie jest wróg. We mgle. Jednak dracon głupi nie był i wiedział, że i tak obrońcy mogą mieć przez to problemy. Dlatego wywołał mgłę tak, aby zakrywała tylko część sił napastników. Tak mniej więcej dwie trzecie. Do tego należy dodać fakt, że agresorzy na pewno zwyczajnie wybiegali z zasięgu mgły. Jednak, pomijając te ograniczenia, zaklęcie i tak powinno wprowadzić trochę zamętu. Zeleris ruszył do ataku. Przeleciał nad motłochem i wzbijając się wyżej w powietrze zaczął szykować kolejne zaklęcie. Obrał sobie na cel jednego z napastników, którzy byli z tyłu, na skraju mgły. Skupił moc, tym razem na powietrzu nad polem bitwy.
- Izipash ipush huoshan! - Krzyknął i machnął ręką w kierunku celu. Zaklęcie Gromu wyzwoliło się. Z nieba uderzył piorun, trafiając prosto w łepetynę wybranego buntownika. Ofiara czaru padła na ziemię, niespodzianka, jak rażona piorunem. Padła i nie wstała, gdyż obrażenia nieosłoniętej głowy były zbyt dotkliwe. Od gromu odłączyły się także dwie pomniejsze błyskawice. Uderzyły one w kompanów zabitego, którzy znajdowali się obok. Jeden dostał w głowę, tak jak jego towarzysz, co wywołało natychmiastowy zgon. Drugi jednak był szybki. Instynktownie padł na ziemię, gdy usłyszał huk gromu, przez co dostał w plecy. Jego kolczuga zatrzymała jako tako większość siły uderzenia, lecz człowiek i tak został ogłuszony. Zeleris widząc to, zrobił popisową pętlę w powietrzu i wylądował obok, wyciągając toporek. Szybko doskoczył do nieprzytomnego i zwyczajnie wbił mu ostrze w potylicę, czego człowiek już przeżyć nie mógł. Wyrwał ostrze i oczywiście w tym momencie zaatakował go inny z agresorów. Dracon odskoczył i pchnął napastnika telekinezą, odrzucając go dwa metry w tył. Sam zaś skoczył i znów wzniósł się w powietrze, gdzie był w miarę bezpieczny. Szukał kolejnych ofiar.
3 – martwych
47 - żywych
Hagmar:
//Zeleris nagle poczuł ostre ukłucie w w prawym skrzydle. W sumie to 5 ukłuć. Bełty z kusz przebiły błonę na wylot. Zaczynasz tracić wysokość.
Zeleris Flamel:
- Kurwa - stwierdził Zeleris. Właściwie to syknął, warcząc jeszcze więcej przekleństw pod nosem. Ciężko było się utrzymać w powietrzu z poprzebijanymi skrzydłami. Dobrym było tylko to, że w błonach skrzydeł nie było zbyt wielu nerwów i żył, przez co wykrwawienie się, albo oszołomienie z bólu raczej mu nie groziło. Jednak wysokość lotu zaczynała się obniżać, co dobre nie było, zważywszy na motłoch poniżej. Dlatego też Zeleris odwrócił się w kierunku palisady i zwiał ze strefy zagrożenia po prostu teleportując się tak z pół metra nad podestem. Będąc tam opadł miękko na nogi. Zwinął skrzydła, coby ich specjalnie nie nadwyrężać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej