Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krasnoludzkie złoto, czyli za coś pić trzeba!
Adaś:
-Faktycznie zapomniałe, ale za to sam wiesz jaki pieniądz z tego jest.-Powiedziałem na zakończenie, po czym zacząłem liczyć.-Z tego co pamiętam, to od stolicy jakieś trzy góra cztery dni.
//:Gdybym mógł już bym nas przerzucił. Ale nie wiem co planuje Aruś, więc nie mam pewności, czy w trakcie nie zaatakuje nas banda gwałcicieli, w różowych zbrojach.
Hagmar:
W penym momencie drogę zatsąpiło wam 6 gwałcicieli w różowych zbrojach.
Adaś:
-Dziwny strój.-Powiedziałem pod nosem, widząc uzbrojonych mężczyzn, blokujących nam drogę. Ich zamiary były jasne, a my mieliśmy dwie możliwości. Walczyć bądź uciekać, w końcu to my byliśmy konno. Siedziałem na koniu, jakieś 10 metrów od grupki bandytów. Szybki, ruchem wyjąłem pistolet, odbezpieczyłem i wycelowałem. Nastąpił huk, a w okół pistoletu pojawiły się kłęby dymu. Strzał był celny, trafiłem najbliższego przeciwnika, o cal od serca. Oczywiście przeciwnik się przewrócił, bo rana ewidentnie była śmiertelna.
Szybkim ruchem schowałem pistolet, oraz wyjąłem miecz gotowy do walki.
Zostało:
5/6 Gwałcicieli w różowych zbrojach
Zostało kul:
10-1=9
Julian:
- Jak to babka mówiła, nigdy nie jesteś pewny śmierci, picia i gwałtu analnego. Tańczmy.
Usłyszałem huk broni Adamusa. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Muszę się tego nauczyć.
Zeskoczyłem z konia z bronią gotową do ataku. Wiedziałem, że przeciwnicy nie mają z nami żadnych szans. Mimo, że jest ich sześcioro, a właściwie pięcioro. Z tego powodu postanowiłem sprowokować przeciwnika. Krzyknąłem do jednego z rzezimieszków:
- ÂŁadne stroje, męskich nie było?
Ten od razu rzucił się na mnie jak poparzony. Chciał skrócić mnie o głowę. Jednym blokiem wybiłem przeciwnika z rytmu. Zaatakowałem gwałciciela z boku i udało mi się go trafić w bok. Zauważyłem krew sączącą się z jego rany. To jeszcze bardziej zamieszało w jego głowie. Jednak nie poddawał się. Zaatakowałem ponownie, jednakże mój cios był potężny. Przełamałem jego blok i trafiłem go w bark. Krzyknął z bólu. Ukląkł na ziemi. Kopnąłem go w twarz, on padł na ziemie. Widziałem na początku potyczki w jego ręce sztylet. Więc dla pewności przydusiłem jego ręcę butami i dobiłem celnym ciosem w serce.
Zawołałem do Adamusa
- Remis, ale to ja zabijam w efektowniejszy sposób!
Zostało:
4/6 Gwałcicieli w różowych strojach
Adaś:
-Gdybym miał ukryte ostrze to bym ci pokazał efektywność!-Krzyknąłem równierz schodząc z konia, aby ruszyć do tanga. Za młynkowałem dwa razy miecze, po czym zaatakowałem najbliżej stojącego bandytę. Ten zręcznie sparował mój cios, po czym wyprowadził gwałtowny kontratak. Którego nie spodziewałem się. Gdyby nie pirueet, oraz moja zbroja miałbym już rozciętą skórę na lewym boku. Lecz ja dłużny nie byłem, sam wychodząc z piruetu wyprowadziłem zamach, rozcinając podbrzusze przeciwnika. Dla pewności uderzyłem jeszcze mieczem od góry, robiąc mu szramę od prawego ramienia, aż pod ostatnie żebra z lewej strony.
Zostało:
3/6 Gwałcicieli w różowych zbrojach
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej