Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krasnoludzkie złoto, czyli za coś pić trzeba!

<< < (6/16) > >>

Julian:
- Ukryte ostrze jest dla tych ćwoków, którzy wspinają się na  budynki i skaczą z nich  do wozów z sianem.
Cała nasza rozmowa była dowodem na to, że przeciwnicy nie byli najwyższego sortu.
Zaatakowałem stojącego mnie gwałciciela. Ten cofnął się parę metrów, tylko po to, aby wyrzucić swój sztylet i wyciągnąć miecz. Spryciarz. Tym razem to on zaszarżował na mnie. To był głupi pomysł. Ja wykonałem szybki blok na skutek czego bandyta prawie się wywrócił. Wykonałem szybkie cięcie w okolice ramienia, cięcie   nie było może śmiertelne, ale spowodowało przerwanie mięśni. Gdybym użył więcej siły pewnie bym odrąbałbym mu rękę, ale tak się nie stało. Bandzior natychmiast upuścił broń i zaczął krzyczeć w niebogłosy. Nie ma się co dziwić krew lała się z rany, a ręka również nie wyglądała nie zaciekawie. Widać, że nie mógł wytrzymać z bólu.
Kopnąłem go w okolice klatki piersiowej, ten przewrócił się. Rzekłem:
- Ukrócę twe cierpienia.
I tak wbiłem mu miecz w szyje. Po paru sekundach bandyta skonał


Zostało:
2/6 Gwałcicieli w różowych zbrojach

Adaś:
Już nie odpowiadałem na słowa Juliana, nie było czasu. Kolejny gwałciciel ruszył do ataku. Wziął zamach od góry, którego uniknąłem, szybkim pirutem. Wychodząc z piruetu, wyprowadziłem cios lewą pięścią, w podbrzusze. Przeciwnik zgiął się, a ja szybko przywaliłem mu jeszcze w podbrudek. Cofnąłem się dwa kroki, po czym ponownie zatakowałem. Nastąpiła krótka wymiana ciosów, po czym zakończyłem pojedynek. Wychodząc z kolejnego piruetu, końcem miecza rozciąłem gardło przeciwnika.

Zostało:
1/6 Gwałcicieli w różowych zbrojach

Julian:
Bandyta widząc porażkę swoich kumpli jakoś za bardzo nie kwapił się ataku. Zaatakowałem go pierwszy. Wziąłem zamach boczny chcąc trafić w jego żołądek. Jednak odbił atak. Przez chwile wymienialiśmy ciosy, dopóki nie przerzuciłem swojej broni z jednej ręki do drugiej co zdezorientowało przeciwnika. Wykorzystałem ten moment i zaatakowałem z lewej strony rozcinając jego żołądek. Bandyta padł z krzykiem. Dobicie go było tylko przykrym obowiązkiem. Wbiłem miecz w jego serce.
- Doktorze, pacjent gotowy do operacji.

Adaś:
-To co jedziemy dalej? Czy macamy trupy?-Spytałem czyszcąc miecz z krwi, a potem wziąłem się za przeładowanie pistoletu.

Julian:
- Nie, nie wyglądają na bogatych. Jedźmy dalej. I pokaż mi swój pistolet. Nigdy w ręku nie miałem takiej broni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej