Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdzie szaleństwo spotyka rzeczywistość - Zaćmienie
Hagmar:
//Poczułeś ukłucie w szyję i po chwili zemdlałeś. Ocknąłeś sięw ciemnej celi w samych gaciach.
Adaś:
Powoli wracałem do siebie, zimna ściana i posadzki dawały się we znaki. Byłem cały przemarznięty, na całe szczęście chociaż gacie mi zostały. Więc całkiem nagi nie byłem. Wstałem dośc pwooli, gdyż kręciło mi się jeszcze lekko w głowie po tym środku, co mi zaaplikowano wbrew mej woli. Mętnym jeszcze wzrokiem rozejrzałem się po moim miejscu przebywania. Jak w pysk strzelił była to cela. Powoli podszedłem do kraty, oparłem się o nią i zawołałem zachrypniętym głosem:
-Jest tu kto?
Hagmar:
Nikt się nie odezwał, przyszedł za to ktoś o wyglądzie maga. ÂŁysy elf, wypowiedział kilka słów po dracońsku a Ty zostałeś zahipnotyzowany. Wizja rozmyła się a Ty ocknąłeś sie w chatce Zygfryda, na stole stało 0.7l Hufcowej i miseczka ciepłej strawy. Druid siedział na krześle nieco wystraszony.
//Incepcja biczys!
Adaś:
Kiedy tylko wyrwałem się z transu, od razu sięgnąłem po flaszkę. Opróżniłem około jedną trzecią flaszki, kiedy przerwałem picie. Otrząsłem się, uderzyłem się w policzki dwa razy, po czym spytałem:
-Nie wiele z tego rozumiem. Kto i po co mnie uwięził? I co mnie podkusiło aby opuścić kompanię?
Spytałem bardziej siebie samego. Chwyciłem się za głowę, po czym kolejny raz się napiłem z flaszki.
-A ty Zygfrydzie co o tym wszystkim sądzisz? I jaki do cholery mają związek z tym orkowie?
Hagmar:
- Byliście okrążeni. Ty i jakaś grupa oddzieliliście i uciekliście do Port Yort. Ten łysy elf... potrzebujemy wampira z zdolnością czytania z krwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej