Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krwawe hordy II - Pragnienia martwego widma
Zeleris Flamel:
Cholera pomyślał dracon. Odpowiedzi w takim właśnie stylu się obawiał. Pamiętał ostatnie spotkanie z Niebieskim i zaczynał podejrzewać, czego ów ork może od niego chcieć. A Flamel jakoś nie chciał pomagać Grummolowi w czymkolwiek. Wizja zgliszczy Valfden skutecznie go odwodziła od takiej decyzji. Chwilowo jednak nie miał wielkiego wyboru i musiał wysłuchać co mają mu do powiedzenia. Wszak drogi ucieczki raczej tutaj nie było. Spojrzał na wielkie wrota, które lśniły błękitnym blaskiem. Lub raczej, na których runy lśniły tym blaskiem.
- Nie - odpowiedział orkowi. - Będzie co ma być - dodał. Był gotów spotkać się z Niebieskim. Wciąż miał w pamięci ostrzeżenie swojego rozsądku.
Mogul:
Wielkość wrót była proporcjonalna do wielkości sali do której wszedłeś. Było to tak gigantyczne miejsce, że nie ogarnąłeś od razu wszystkiego. Najbliżej Ciebie znajdowały się niezliczonej ilości sarkofagi. Dalej znajdowały się dziwne kapsuły które były wypełnione niebieskim płynem. Pięć z lewej i pięć z prawej strony. Mniej więcej w tym miejscu znajdował się pośrodku kamienny stół, tam dziesięć wolnych miejsc i jedno zajęte. Jednak to, co ujrzałeś zaskoczyło Cię niemiłosiernie. Na zajętym miejscu naprzeciwko Ciebie siedział podobny do niebieskiego jegomościa, którego raczej nie chciałeś tu spotkać. Podobny, bo ten tutaj wyglądał na bardzo starego, siedząc na tronie opierał się łokciem podtrzymując w ten sposób ręką głowę. Widać, że był bardzo zmęczony. Wystawało z niego wiele różnorakich kabli, które były po podłączane do kapsuł. Usłyszałeś nieznajomy Ci głos. Najprawdopodobniej należał on do niebieskiego, lecz był bardzo zachrypnięty.
- Podejdź i zajmij jedno z miejsc. Było to słowo, które nie znało sprzeciwu.
Zeleris Flamel:
Zeleris zatrzymał się w pierwszej chwili, aby ogarnąć wzrokiem wielką salę. Na setki, może nawet tysiące sarkofagów nie zwrócił specjalnej uwagi. Może powinien, ale uznał, że nie są one czymś dziwnym w starożytnym chramie. Bardziej interesujące były kapsuły, wypełnione niebieskim płynem. Pewnego rodzaju przewody łączyły je z niebieskim orkiem. Znacznie starszym, niż ten, którego Flamel spotkał. Jednak było w nim coś, co budziło podejrzewa Zelerisa, co do jego tożsamości, oraz tego co kapsuły mogły przechowywać. Kapsuły, które mogły skryć ciała, starość tego tutaj i młodość osobnika, którego spotkał Zeleris. Przewody, które mogły w jakiś sposób służyć do przesyłania impulsów. No i ta niespotykana raczej barwa skóry, oraz ton głosu orka, który go tutaj prowadził, gdy wspominał o Niebieskim. Głos, który dracon usłyszał był obcy, ale to w sumie mogło niewiele zmieniać. Dracon podszedł do stołu i usiadł przy nim, naprzeciwko starego orka. Obserwował go uważnie. Na chwilę zapadło milczenie, po czym Zeleris odezwał się.
- Jesteś Grummolem - stwierdził. - Tamten był tylko kopią. Podobne pewnie trzymasz w tych pojemnikach. - Kiwnął głową na jedną z kapsuł.
Mogul:
Zakaszlał. Spojrzał się przenikliwie na Zelerisa. Spojrzenie jednak było to samo, gdy spotkał świeższą wersję.
- Zdolności, które masz, wykraczają poza normę. Pięknie. Wiesz ile zajmuje powstanie takiego jednego ciała? Ohh, bardzo długo. A ten skurwysyn Aragorn ważył się podnieś rękę na mnie, mimo, że oferowałem mu godziwą propozycję. Zastanawiasz się czemu Cię tutaj wezwałem. Ten sam powód co wcześniej! Próbuję dać Ci do zrozumienia, że Twoje cele, wartości, da się spełnić. Nieśmiertelność, odkryłem jej sekrety, kamień, wiem jak go stworzyć. Jestem w stanie zapewnić Ci wszystko, czego zapragniesz. Mam klucz do największej potęgi tego świata. Powstrzymaj swe emocje Zelerisie, spójrz, spójrz na sklepienie, jestem gotów zdradzić Ci wszystkie me sekrety. Spojrzałeś się do góry. Kolejny szok, dzisiaj to chyba było już normalne. Do góry ujrzałeś setki kobiecych duchów, które najwyraźniej były w jakimś letargu.
- Banshe to wspaniałe istoty. Te tutaj jak na razie śpią, ale próbuje je przebudzić. Do dyspozycji mam pomoc najpotężniejszej z nich. Królowej. Chcesz ją poznać?
Zeleris Flamel:
Zelerisa wcale nie zdziwiła informacja, że Aragorn nie przyjął dobrze wizyty Niebieskiego. Kto jak kto, ale Aragorn nigdy nie zgodziłby się na jego propozycję. I odmówił pewnie w sposób raczej gwałtowny. Mag w milczeniu słuchał tego, co Grummol miał mu do powiedzenia. Stary ork chyba widział w nim potencjał dla swoich planów, lecz dracon nie mógł dojść do tego, do czego właściwie miałby być potrzebny Grummolowi. Spojrzał w górę. Dostrzegł tam mrowie czegoś, co wyglądało jak duchy. Banshe pomyślał, gdy usłyszał jak nazwał je ork. Tego samego słowa użył podczas ostatniego spotkania. Więc to musiało być źródłem jego mocy. To było bardzo interesujące. Propozycja orka kusiła Zelerisa. Ponownie spojrzał na niego.
- Oczywiście, że chcę - odparł. Istotnie, chciał. Był ciekaw. Podobnie jak tego, co miałby zrobić w zamian za moc, ale to chwilowo mogło poczekać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej