Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kurwy, wino i domino!

<< < (20/28) > >>

Anette Du'Monteau:
-Przepraszam, kto jest opiekunem tej świątyni, czy też odpowiada za nią z racji swojej pozycji? - spytał jednego z przechodzących ludzi.

Zeleris Flamel:
Dracon wyszczerzył się smoczo, gdy usłyszał propozycję Adamusa.
- No raczej. ÂŹle by o mnie świadczyło, gdybyś to ty robił za mojego ochroniarza! - Zaśmiał się szyderczo. - Tylko nie miej potem pretensji, jak się za bardzo wczuję w rolę i dam komuś po ryju za pozorny atak. - "Wyłamał" sobie palce dłoni, w bardzo miły dla ucha sposób, chrupiąc kośćmi. W sumie to nie miałby nic przeciwko takowej obronie. Nie miał jeszcze okazji, aby poćwiczyć nieco przypomniane sobie niedawno zaklęcia. Chociaż spalanie ludzi w środku miasta byłoby raczej nie na miejscu.

Adaś:
//:Blaze:

-O tak chłopczyku, nasz Wielebny wspaniale opiekuje się naszą świątynią! Drugiego takiego nie znajdziecie, wspaniały kapłan z niego. A i biednym się zajmuje, kiedy w świątyni nie siedzi.
Odpowiedział ci zahaczony podstarzały, słabo widzący mieszczanin. 

-A tam po mordzie klep kogo chcesz. Bylebyś nie puszczał wiatrów w obecności tego całego gubernatora.
Odpowiedział w równie wyszczerzonym uśmiechu, stąpając krok po kroku w kierunku ratusza. A przynajmniej do odpowiednika tejże instytucji. Po dłuższej wędrówce, oraz przebijaniu się przez tłumy ludzi. Dotarli pod drzwi tegoż budynku.

Zeleris Flamel:
- Nie znam jeszcze takich zaklęć - odparł, jakby nie załapał błyskotliwego żartu Adasia. Ruszyli. Zeleris szedł pierwszy, przed Adamusem. Torował drogę, przecierał szlaki i zwyczajnie roztrącał ludzi. Co prawda większość ludzi sama ustępowała mu drogi. Nikt nie chciał wpaść na coś, co przypominało połączenie smoka, demona i człowieka. Zelerisowi oczywiście bardzo to odpowiadało. W swym chorym zadufaniu w sobie, lubił to uczucie przewagi nad motłochem. W końcu dotarli jednak do drzwi. Tam dracon się zatrzymał. Złapał za klamkę i otworzył drzwi. Zlustrował wnętrze, węsząc zagrożeń. A co, ochroniarz w końcu! Gdy stwierdził, że wewnątrz nie czyhają wściekłe babcie i koty, przepuścił Adasia.

Anette Du'Monteau:
Niziołek się zastanawiał, czy to na pewno tego człowieka ma zabić.
-A gdzie znajdę wielebnego? I nie wiesz czy jest ktoś kto chciałby krzywdy tego dobrego człowieka?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej