Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kurwy, wino i domino!
Zeleris Flamel:
Podróż przez pustynię była czymś nowym dla Zelerisa. Dlatego z początku był całkiem zadowolony. Jechał na wielbłądzie, jednym ze sporem liczby, które szly z karawaną, i podziwiał krajobraz, który był tak ciekawie monotonny. Jednak z czasem upał i trudy podróży zaczęły dawać o sobie znać. Słońce prażyło niemiłosiernie. Ulgi nie przynosiła nawet pita woda, oraz białe płaszcze i turbany, które mieli podróżnicy. Było gorąco. Bardzo gorąco. Ale nie mogli się zatrzymać. Więc jechali. Do upału dochodziła także nuda. I to nie ta elfka, ale ta niefajna nuda wywołana monotonną podróżą. Zeleris przedarł czoło, po którym spływał pot i mrużąc oczy spojrzał na horyzont. Nie spodziewał się tam dostrzec czegokolwiek. Prócz piasku i nieba. Rozgrzanego piasku i słonecznego nieba. Flamel zaklął pod nosem. Miał już lekko dość. W końcu postanowił nieco się rozruszać. Zeskoczył z wielbłąda, który zaraz po tym posłusznie ruszył za karawaną, i wzbił się w powietrze. Liczył na go, że pęd powietrza podczas lotu nieco go ochłodzi. Ponad to z wysokości mógł dostrzec co ich czeka w oddali. Jeżeli cokolwiek tam czeka. Dracon wzniósł się w górę. Delikatnymi, mentalnymi impulsami kontrolował ruch powietrza, przez to jego lot był jeszcze sprawniejszy niż zwykle.
Adaś:
Kolejne dni podróży były bardzo podobne do siebie. Można by powiedzieć że zatrzymaliście się w miejscu i czasie. Wrażenie to jednak przewał odległy widok na horyzoncie. Było to Drees, cel waszej podróży. Po około dwóch trzech godzinach od ujrzenia miasta, zbliżyliście się do niego na tyle że mogliście ujrzeć ludzi poszczególnych ludzi, krzątających się pod murami. Nie minęła cała godzina, jak znaleźliście się pod bramą do miasta.
Zeleris Flamel:
Podróż przez pustynię była bez wątpienia czymś, co warto było zapamiętać. Może i była nieprzyjemna, ale stanowiła pewne doświadczenie. W końcu jednak karawaną dotarła do swego celu i przystanku w podróży trójki Valfdeńczyków. Zeleris spojrzał na bramę, przez ktorą mieli przejść.
- Coś nam łatwo idzie - rzekł do Adamusa. - Podróż morska spokojna, karawana też - dodał. Czekał aż wjadą do miasta.
Hagmar:
Miasto Dress leżało na pograniczu gdzie pustynia zmieniała się w coś bardziej znośnego i przypominającego step. Szef karawany zostawił was wcześniej dziękując za towarzystwo. Zostaliście pozostawieni samym sobie, stojąc na ryneczku myśleliście gdzie by tu iść i jak teraz dotrzeć do Torreno.
Zeleris Flamel:
- ÂŁadnie tu - stwierdził dracon, rozglądając się po ryneczku. Jego towarzysze już zaczynali go denerwować tym swoim milczeniem.
- Można by zostać tutaj z dzień, odpocząć, a potem ruszyć dalej. - Podróż przez pustynię komfortowa wszak nie była. Flamel ruszył w.losowym kierunku.
- Poszukajmy karczmy. Popytamy tam o możliwość dostania się do Torreno. Adaś, Nizioł ruszcie się! - pogonił kompanów i podszedł w miasto.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej