Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przybyłem, zobaczyłem, wypiłem
Zeleris Flamel:
Zelerisowi nie spodobało się, że jakieś obwiesie stają mu na drodze. Nie spodobało mu się, że żądają myta. Spojrzał na tego, który mówił wzrokiem, który nie wróżył niczego dobrego. Poczuł jak czarna ruda buzuje w jego żyłach. Skaza wzmagała gniew. A widok zagniewanego czarnego dracona do przyjemnych należeć nie może. ÂŁapą jego wylądowała na toporku, chociaż i tak wolał przypieprzyć magią. Daje to lepszy efekt psychologiczny.
- A ja chcę kogoś zabić, śmieciu - warknął. - Chętnyś? - Tak, prowokował walkę. Nie mógł pozwolić, aby taki obwieś tak się do niego odnosił.
Hagmar:
- Zdechniesz demoniczny pomiocie. Na nich bracia! Bić skurwieli!
Zeleris Flamel:
Dracopn wyszczerzył się upiornie. Jak dawno nie miał okazji zabić kogoś magią! Jaka radość go przepełniła! Na początek uznał, że warto pozbyć się tego, co gadał. Niech motłoch widzi jak ich szefu umiera. Może uciekną. Lub spróbują uciec, bo Zeleris zamierzał ich wtedy gonić i zabić każdego. Cóż, nerwowy był. Skoncentrował moc magiczna i uderzył telekinetycznym impulsem. Bandyta został pchnięty jakieś dwa metry, przez co oddalił się od "demonicznego pomiotu" i dał mu tym samym okazję do kolejnego uderzenia. Koncentracja, pobór mocy, materializacja zaklęcia. Tak jak dawniej, wyuczonym schematem.
- Izipash! - wrzasnął Flamel dłonią wskazując na herszta szajki. Błyskawica spadła z niebios natychmiast, posłuszna woli adepta. Uderzyła w bandytę. Szok i poparzenia nią wywołane były zbyt dotkliwe, aby nieszczęśnik mógł przeżyć. Dracon wyszarpał topór zza pasa.
- Kto następny!? - ryknął.
4/5
Aurius:
No cóż, pytania i dyplomacja nic nie dały. Aurius złapał za tarczę i miecz. Widział już jak padł od zaklęcia pierwszy człowiek. Pierwszy zaatakował jego przeciwnik. Zakonnik jednak odbił jego miecz i parł naprzód. Oponent próbował uderzyć po raz kolejny, lecz impet uderzenia przyjęła tarcza. Aurius wykorzystał chwilę, gdy przeciwnika cofnął się po trafieniu w tarczę. Ciał go na skos od pasa do ramienia, a następnie pchnął szybko w brzuch. Jeden z głowy.
Zakonnik nie miał wiele czasu żeby odetchnąć, gdyż już po chwili spadł na niego kolejny cios. Tarcza znów dobrze się przysłużyła i pomogła w obronie. Aurius obrócił ciałem wokół własnej z wyciągniętym ostrzem. Bandyta cofnął się, lecz rycerz już w tym momencie szarżował. Zasłaniając się tarczą, wpadł na przeciwnika. Zanim polecieli razem na ziemię, zakonnik zdążył wyciągnąć miecz przed siebie. Teraz mężczyzna przed nim leżał z klingą utkwioną w wnętrznościach.
2/5
Zeleris Flamel:
- Pięknie! - pochwalił adept, gdy zakonnik robił krzywdę naciągaczom. Trzeba było przyznać, że rycerzyk znał się na rzeczy. Może gadać idealistyczne bzdury o pamięci poległych, ale zabijać potrafi. Na polu walki pozostała tylko dwójka zbirów. Dracon nie zamierzał dać im uciec. Ponownie wykorzystał moc telekinezy. Jej impulsem uderzył z bandytę, który chyba zamierzał pomścić herszta. Zbir przyjął na klatę mentalne uderzenie i wywalił się. Dracon zaś skoczył na niego, wspomagając się nieco skrzydłami, aby skok był bardziej efektowny. W ręku miał już topór. Nie posiłkował się zaklęciem, lecz zwyczajnie wbił ostrze topora w pierś bandyty, który leżąc nie bardzo miał jak się bronić. Uderzył raz, drugi, trzeci... z ciała pozostawało coraz mniej. Usłyszał szybkie kroki. Instynktownie odskoczył, uderzając jednocześnie toporem. Broń trafiła w ostatniego bandytę. Nie ostrzem, lecz drugą stroną, więc zbir nie zginął, lecz został po prostu uderzony. Dość mocno, co wywołało jego upadek.
- Izipash! - Dokończył dział adept, wywołując błyskawicę z niebios. Zaklęcia spadło na naciągacza. Podobnie jak w przypadku herszta, zbir zginął od szoku i poparzeń. Cała szajka byłą martwa. Zeleris wyprostował się i odetchnął.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo brakowało mi magii... - powiedział do zakonnika i schował broń. Jako, ze był pazerną świnią, zaczął gmerać przy "swoich" trupach. A nuż, zbiry mają przy sobie grzywny, z "myta" odebranego innym podróżnym?
0/5
// Aruś napisz, czy coś tam mają :)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej