Tereny Valfden > Dział Wypraw

Oblężenie Inkirgaad

<< < (12/17) > >>

Hagmar:
//Nareście się quest ruszył  <poirytowany>
//Wrogowie:
//19271-Chłopów
//1236-Rycerzy

//Mimo masakry jaką zafundował Valfdeńczykom tajemniczy mag armia dalej nacierała. Revender był gotów poddać zamek w każdej chwili.

Devristus Morii:
Magowie powietrza tornada naprzód i zsyłać pioruny. Magowie ziemi wraz z połową magów wody osłaniajcie armię. Magowie ognia wspomóc armię pociskami powiedział Elf, w którego oczach odbijał się i płoną płomień. Wyjął kostur i rozejrzał się po polu bitwy niczym śmierć szukająca dusz. Spojrzał na zamek, na cel tej bitwy. Wiedział, że gdzieś tam jest dowódca armii, hrabia Revender. Mag ruszył ku walce z wrogie. Heshar anash grishil! wypowiedział w biegu, a w jego dłoń zadrżała wypuszczając z ciała energię magiczną, która przekształcała się w jeden pojedynczy język ognia. W tak małej rzeczy taka duża moc niszczenia. Elf wypatrzył ofiarę i w tym momencie jezyk ognia połaskotał dłoń maga po raz ostatni. Dev za pomocą psioniki wyrzucił z dłoni płomień w stronę rycerza atakującego krasnoluda. Przeciwnik nie był świadomy zagrożenia, ale na szczęście miał szybką śmierć. W tym samym czasie krasnoludy, Taureni i pozostali członkowie OHO robili rozpierduchę na polu bitwy. Rasher mógł być szczęśliwy nadmiarem dusz w czasie tej wojny.

12045-Chłopów
800-Rycerzy

Lithan le Ellander:
- Portal aktywny. Zacznijcie przenosić rzeczy na drugą stronę - powiedział Lithan.
- Panie, daj nam jeszcze trochę czasu, poprzenosimy niektóre stanowiska badawcze - rzekł Cor Ibis - Nie mógłbyś dać nam chwili zwłoki?
- Mogę dać wam... zwłoki. W sumie jest pewien czar, którego nie używałem od kilkuset lat - rzekł uśmiechnięty i wniknął w tunelu prowadzącym do góry.

Gunses:
Gunses zszedł z piętra. Stał i badał ścianę. Dotykał ją, napierał, ale nigdzie nie mógł znaleźć nawet śladu bo chociaż jednej obruszonej cegle. Mur był lity. Nagle na ścianie pojawiły się ponownie magiczne symbole, cegły i kamienie poruszyły się niepewnie. Gunses zorientował się, że prawdopodobnie Lithan wychodzi na zewnątrz. Gunses szybko uskoczył w stronę kolumn i schował się za nimi.

Lithan le Ellander:
Kamienie poruszyły się, część wysunęła się do przodu, część w tył, rozstąpiły się tworząc przejście. Wyszedł przez nie Lithan, ruchem ręki pokierował kamieniami tak, aby się przejście zamknęło. Wyszedł na zewnątrz. Na placu było pusto. Lithan sięgnął do pasa i dobył wiszącą przy nim buławę. Buława była magiczna. Wydłużyła się do długości dwóch metrów, a obecny na niej kryształ wskazywał, że to już kostur. Elf zakręcił się w piruecie końcem kostura rysując koło. Zaraz potem upadł na kolana, osunął się na nie. Dłonie otworzył i położył na kolanach, głowę opuścił.

 //www.youtube.com/watch?v=22ut_pzoWgY
Zaczął szeptać. Słowa urywały mu się, więzły w ustach niczym człowiek zapadający się w ruchomych piaskach. Przymknął oczy aby się skupić. Mówił dalej. Słowa przechodziły chwilami w urywaną, smutną melodię. Starannie dobierał słowa długiej inkantacji i odpowiednie zaśpiew. Kiedy był mały uczono go, aby dla poprawności i stabilności zaklęcia specjalnie się przygotowywać. W ten rytuał wchodziła modlitwa do boga o błogosławieństwo w danym zaklęciu, koncentracja z powolnym acz stałym wypuszczaniu energii magicznej na około siebie i jej kontrola, potem zwykle następowała część w której czarodziej oczyszczał swój umysł skupiając się na otaczającej go mocy, aż wreszcie na konkretnej formule zaklęcia i przeistoczeniu zgromadzonej mocy, manifestacji energii magicznej w efekt czaru. Czarodzieje często i gęsto w czasach Lithana tworzyli także miniaturowy model własnego czaru, nie fizyczny, lecz teoretyczno-poglądowy. Dawał on możliwość oglądania tego jak czar się zachowuje nawet z dalekich odległości. Tak było i tym razem. Lithan skupiony zaczął koncertować dookoła siebie swą moc, czuć ją, badać, kontrolować. Oczyścił umysł stawiając sobie przed oczy wspomnienie słów inkantacji. I zaczęło się. Najpierw powoli narastał mu głos, mówił płynnie i bardzo wyraźnie, szybko. Zaklinał moce jakie od wieków rządziły ziemią, zaklinał żywioły. Głos przeszedł mu prawie w krzyk kiedy wypowiedział ostatnie słowo. I cisza... Cisza na placu. Bo i tak na terenie walki nikt go nie słyszał, bo niby jak? W tamtym zgiełku. Cisza. I spokój. Nad jego otwartymi opartymi o biodra dłońmi pojawiła się mgła, ciemny, siwo-czarny opar niczym całun pośmiertny. Nad oparem pojawiły się małe chmurki, ciemne jak smoła, gęste i potężne niczym burzowe. Rozległ się grzmot. W miniaturze i HUK(!) w rzeczywistości. Miniaturowe chmury zaczęły się zbijać w siebie, w środku postał mały otwór w którym szalały błyskawice. Otwór wirował niczym tornado, opuścił się niżej ku oparowi długim lejem. Lejem. Lej.



Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej