Tereny Valfden > Dział Wypraw

Oblężenie Inkirgaad

<< < (10/17) > >>

Korag:
Krasnolud walczył nadal. Ciosy spadały z szybkością błyskawic i nie zawsze zdążył sparować uderzenie. Dostał raz w bark, przedramię, i nogę. Oczywiście kij, choćby uderzał nim troll, nie mógł przeciąć kolczugi, a chłopi nie dysponowali wystarczająco dużą siłą by zmiażdżyć kończyny Koraga. Był jednak dłuższy niż srebrny miecz, to też krasnolud musiał się trochę postarać by dostać swoich przeciwników. W pewnej chwili jeden z chłopów spróbował pchnąć go kijem i przewrócić, więc krasnoludzki wojownik odbił badyl tarczą i odepchnął go na bok. W tej samej chwili wziął potężny zamach mieczem i rozpłatał brzuch nieszczęśnika który go zaatakował. Niestety, na jego miejsce szybko wskoczył następny chłop, gdy próbował się niezdarnie zasłonić przed uderzeniem krasnoluda srebrne ostrze spadło na dłoń, którą zaciskał na kiju. Stracił kilka palców i przerażony wypuścił swój oręż, a Korag zaatakował mieczem jego szyję, niemal pozbawiając go głowy.

34 994-Chłopów
7 000-Rycerzy

//Szybko nam idzie!

Lithan le Ellander:
Kruki zleciały się nie wiadomo skąd. Całe niebo wypełniło się ich krakaniem. W jednej chwili uderzyły w dół. Spadły wszystkie na wojsko pod powódctwem Adamusa. Uderzyły w wojsko. Dekoncentrowały, kiedy mogły wydrapywały oczy, dziobały głowy i targały za włosy. Ich krakanie zasiało trwogę w wojskach królestwa. Pofrunęły znów w górę, przeleciały nad murami zamka, spadły na plac. Wirując niczym tornado zbiły się w jednym miejscu. Rozpłynęły się na czarny dym, dym zmaterializował się. Na placu stanął Lithan le Ellander. Obrzucił wzorkiem wszystko w koło. Ruszył szybkim krokiem w stronę hrabiego Revendera. Ten poczuł jak niewidzialne obcęgi zaciskają mu się na szyi blokując dopływ tlenu. Usłyszał głos w swojej głowie - Nędzny robaku. Oczekiwałem od Ciebie tak niewiele. Miałeś tylko wykonywać moje rozkazy. Zakpiłeś ze mnie zaślepiony swoimi żądzami. Ty dzisiaj zginiesz. Z ich ręki czy z mojej. To bez znaczenia. Gdybyś się mnie słuchał i hamował swoje zapędy. Miałeś służyć mi. Mi przysięgałeś wierność. Nie im! - hrabia już posiniał - Minąłem się z kimś od nich, prawda? Jak mogłeś byś ślepy na ich gadania. Teraz już wszystko zaprzepaściłeś. Gdybyś był posłuszny MNIE wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale co to? Ooo, jak miło, że sam podsunąłeś mi myśli. Miło, że już wiem co się stało przed chwilą. - przestał słyszeć słowa. Obcęgi zwolniły uścisk. Hrabia zgiął się w pół nabierając powietrza. Lithan podszedł i powiedział do niego
- Za głupotę i niesubordynację się płaci - wyszeptał - Ty zapłacisz dzisiaj najwyższą cenę.
- Pomóż nam panie! - powiedział hrabia - Nie ostawiaj jak psów!
- Jak pies zaczyna warczeć na swego pana i na pana swego kły szczerzy, to nie jest to pies lecz suka - warknął Lithan - A poza tym, nie mogę. To nie jest możliwe, aby ktoś dowiedział się o tym, że tu byłem. To nie moja wojna. Sam ją sobie rozpętałeś. Trzeba było trzymać się plany. Teraz cierp. Postraszę ich trochę. Pozabijam. Ale to tyle. Muszę zająć się laboratorium.
- Pomóż nam! Laboratorium jest bezpieczne!
- Gówno się znasz robaku. Tam są magowie, a każdą iluzję można zniszczyć, nawet tak potężną. No nie łam się! Masz jeszcze parę godzin życia. Nie zawiedź mnie tym razem. Chyba, że wybierzesz ich propozycję. Ale wtedy twoja żona i dzieci będą cierpiały za to, że ojciec nie umiał dać się zabić. - powiedział i teleportował się na mury.

Gunses:
Gunses przyklejony do ściany rejestrował. Ale nie myślał. Cały strach i przerażenie musiały z niego wyjść, ujść. Nie mógł skazić się jakąkolwiek myślą. Lithan mógłby ją zbyt łatwo wychwycić.

Hagmar:
Revender był przerażony, wbiegł na mury i patrzał na płonące podgrodzie. Dochodzące doń wrzaski konających utwierdzały go w przekonaniu że zrobił źle. Był stary, szlachta przekonała go że król zaniedbuje kraj. Ale nie sądził że Grundeweld i Kher zaatakują bez rozmów. Nie było przecież żadnych negocjacji. Wtedy też pociski z trebusza rozwaliły dwie największe wieże. Hrabia miał dość. Jego psychika padła. Wrzeszczał by trąbić do poddania się.

Devristus Morii:
Wycofać sie i schronić krzyknął Elf i przystanął. Wbił kostur przed siebie i rozłożył ręce. Elash ruesh anesh qiesh osh hu! wypowiedział mag, a w jego oczach pojawił sie płomień, a ciało otoczyła czerwona aura. Magowie wyczuli zmiane w otoczeniu dzięki tak ogromnej użytej energii magicznej. Nagle niebo rozświetliło się na czerwono, gdzie niegdzie na pomarańczowo. Tak zbliżał się meteor kierowany prosto na podgrodzie i największe skupisko ludzi wroga. Po chwili można było już gołym okiem zobaczyć zbliżającą się ognistą śmierć. Mag uśmiechnął się i już nie otaczała go czerwona aura. Meteor uderzył tworząc mini krater będący też grobem dla części wojsk. W chwili styku i wybuchu meteorytu rozeszła się fala uderzeniowa która niosła za sobą niszczycielski ogień, a z samego epicentrum wystrzeliwały ogniste kule o średnicy 10 centymetrów. Czar ten to była czysta i szybka śmierć. Devristus westchnął. Malavon użyj teraz gejzerów, a reszta magów wody użyje gradobicia i lodowej fali

Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.

//Proszę MG o przeliczenie strat uwzględniając epicentrum, falę uderzeniową niosącą płomień oraz ogniste kule.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej