Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Anette Du'Monteau:
-Rozumiem że często przebywasz w jego towarzystwie, skoro tyle o nim wiesz. Ogółem nie wydaje się zbyt fascynującym towarzyszem. Może to przez to, że nie przepadam zbytnio za jego rodzajem. W każdym razie o świcie już nie będzie tak pomocny i czarujący choćby nie wiem jak chciał.
Nessa:
Dragosani:
- Nie potrzeba było mi ani ciebie, ani tobie podobnych - skrzywiła się. - Nie powinno bratać się z kimś, kto bez mrugnięcia okiem rzuciłby się nawet bliskiej osobie do gardła. Tyle w was zostało z człowieka - machnęła ręką w kierunku Severusa, jakby niedbale pokazując jego sylwetkę. - A ów człowiek odnalazł mojego syna. Nie wiem, kim konkretnie jest i mimo że cały majątek utraciłam na te poszukiwania i na ludzi, którzy trafiliby do wskazanego przez wieszcza miejsca, to jestem mu dozgonnie wdzięczna. ÂŻaden wampir - skrzywiła się ponownie - by tego nie dokonał, więc takie węszenie jest nie na miejscu. Po prostu trzeba cieszyć się cudzym darem.
Blaze i Nessa:
- Nie tak często, ale śledzi mnie i ciągle trafiamy do tych samych organizacji - zaśmiała się elfka. - ÂŚwit świtem. Wtedy też nie wyglądam oszałamiająco - wciąż się uśmiechała, jakby sprawa z wieszczem poprawiła jej humor. - Chociaż dalej nie pojmuję, jak można zrezygnować z piękna poranka na rzecz zwierzęcego instynktu. Nawet nieśmiertelność nie jest warta cierpienia, jaki przynosi dzień - wzruszyła ramionami poważniejąc.
Dragosani:
Drago, słysząc przemowę kobiety, zaczął się zastanawiać co właściwie robi Gunses, przywódca największej liczby wampirów na tej wyspie, że mają one taką opinię. Albo po prostu wina leży po stronie głupich ludzi, którzy nie mogą zrozumieć odmienności wampirów i jak zwierzęta boją się niepojętego. Uśmiechnął się do kobiety, już nie dbając o zaciskanie warg.
- Zatem ciesz się darem - odparł z kilkoma nutami pogardy w głosie, po czym odwrócił się i zwyczajnie odszedł w ciemną uliczkę. Wcześniej miał ochotę aby pożywić się na brunetce, lecz teraz zrezygnował. To tylko potwierdziłoby jej słowa. Tak więc odszedł, aby poszukać innego źródełka.
Anette Du'Monteau:
-Dawny Kruk, co? Ale ten nie wygląda na takiego co by się tam wpasował. Chociaż...Nie ważne. - zakończył chwilowo. -Niektórzy wiele potrafią porzucić dla potęgi i siły. Ty akurat cierpienia za dnia nie musisz przechodzić żeby sobie pożyć nieco dłużej panienko. W końcu ci biali jak ściana osobnicy muszą mieć jakąś słabość. Bo pomyśl co by ludzie zrobili wiedząc, że coś takiego żyje obok nich? Nie dali im by w ogóle spokoju. Polowania na nich były by normą, a amulecik z kłami nosił by każdy chłopak we wsi kończący 14 rok życia.
Nessa:
- Nie przesadzajmy. Pan, panie niziołku, powinien wiedzieć, że nikt nie lubi inności. Nieludzi takich jak ja czy pan również niektórzy traktują niezbyt dobrze. A o wampirach nie mam jeszcze wyrobionego poglądu. Z jednej strony przerażają, a z drugiej to dobrzy sprzymierzeńcy. Nie spotkała mnie krzywda ze strony żadnego z nich - westchnęła, po czym rozejrzała się:
- A gdzie nasz wąpierz? Musimy rano udać się na targ, więc może już nas opuścił?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej