Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawy w bogów

<< < (8/36) > >>

Dragosani:
Wampir słuchał z uwaga kobiety. Jakoś niespecjalnie zależało mu na tym, aby ja wydrwić, czy odwieść od naiwnej wiary z rzekome zdolności szarlatana. Gdy dziewczę zakończyło monolog, wampir odparł, rozszerzając oczy ze zdumienia. Pozorowanego, lub nie.
- Zupę podgrzać? To niesamowite... - Trącił lekko elfkę. - Słyszysz, słonko, to rozwiązałoby wiele problemów, czyż nie? - zapytał, najwyraźniej mając jakiś plan. - Ale tak na poważnie... rozwiązuje on problemy małżeńskie? - Tutaj znów znacząco spojrzał na elfią towarzyszkę. - Bo widzisz, pani, bo my... znaczy nie możemy... ten... - jąkał się. Objął jednym ramieniem Nessę. Miał nadzieję, że nie odtrąci ona jego ręki i nie zniweczy plany na zwiedzenie kobiety. - Nie możemy mieć potomka. Czy ów cudotwórca mógłby coś na to zaradzić? Jak on się w ogóle nazywa? I gdzie mieszka? - zapytał. Motyw z nieudanymi próbami zrobienie dzieciaka miał na celu zmiękczenie serca niewiasty i wzruszenia jej. Mógł pomóc. Albo spotkać się ze spoliczkowaniem przez elfkę. Ryzyko!

Anette Du'Monteau:
-Jasne. W takim razie do zobaczenia. Mam nadzieję. Niziołek ukłonił się pannie i oddalił. Zdążył usłyszeć wyrwany z kontekstu fragment o potomku, z ust wampira. Blaze spuścił głowę w dół i zaczął ewidentnie masować dłonią czoło. Na kogóż on trafił na tej wyspie?

Nessa:
Nessa też by chętnie postąpiła podobnie do niziołka lub zwyczajnie zapadła się pod ziemię, ale pewna ręka jej na to nie pozwalała. No, jak bogów kocham, zdurniał. Popatrzyła na wampira i uśmiechnęła się delikatnie. Nieznajoma mogła uznać, że blado jako gest potwierdzenia, a Severus bez problemu mógł dostrzec w tym uśmiechu groźbę wielkiej awantury. I jeszcze "słonko". Brzmi to diabelnie uroczo z ust krwiopijcy, który za wschodami grzejącej kulki nie przepada.

- A to nieee. Jak panu coś w spodniach nie działa, to radzę udać się, z całym szacunkiem i ogromnym współczuciem, bo mój stary też nie mógł - zwróciła się do elfki - do burdelu. Dobrej nocy.
Po tych słowach oddaliła się.

A długoucha czekała na odpowiedni moment, by niezbyt przyjaźnie odnieść się do planu Dragosaniego.

Dragosani:
Drago na to prychnął i puścił elfkę. Rola która przybrał nie była już potrzebna. Niemalże wyczuwając jej rosnący gniew, rzucił na nią szybkie spojrzenie.
- Wybacz, warto było spróbować - wyjaśnił, wzruszając ramiona. Rozejrzał się po tłumie, który wciąż czekał nie wiadomo na co. - Przydałby się albo ktoś zafascynowany tym szarlatanem, albo wręcz przeciwnie - stwierdził po chwili. - Co sądzisz o tamtym? - wskazał kiwnięciem głowy jakiegoś mężczyznę z wielkimi wąsiskami i brzuchem hipopotama. Wyglądał jak jakiś karczmarz, czy ktoś w tym rodzaju. Mina wskazywała, ze był naburmuszony, jakby nie podobały mu się słowa "jasnowidza".

Nessa:
   Mina wskazanego mężczyzny nie zmieniła się nawet, gdy podeszła do niego młoda i całkiem ładna blondynka. Wampir mógł usłyszeć, że pytała o drogę, więc nieznajomy hipcio był tak naburmuszony zawsze. Czy to dobry cel?
   Dookoła tak naprawdę nie było osób, które szczególnie zwracały uwagę. Chociaż niektóre ewidentnie chciały, na co wskazywały dekolty kilku szlachcianek. Kilku bogatych kupców, którzy jeszcze przed chwilą dyskutowali o cenach drewna, zniknęło w karczmie. Mieszczanie powoli zaczęli się rozchodzić. Na placu boju zostało kilka przekupek, dzieci, które dawno powinny być już w łóżkach i niewyróżniające się jednostki, które jednak mogły posiadać ciekawe informacje.

- Warto było spróbować?! Mogłeś wymyślić tysiąc innych planów, ale nie taki! Czy ja ci na bogów z tym łukiem wyglądam na zmartwioną małżonkę?! I wampir. No na bogów! Takimi scenariuszami przestraszysz ludzi, a nie zachęcisz do odpowiadania na pewne pytania - tupnęła elfka, po czym prychnęła podobnie jak Drago wcześniej. - A grubasek nie wygląda na zbyt rozmownego.
- Panie niziołku, co nas pan tak opuścił? - zwróciła się do Blaze'a.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej