Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawy w bogów

<< < (32/36) > >>

Nessa:
Po odczekaniu nietypowa grupka ruszyła tropem zbira. Nie było to trudne. Ziemia była podmokła, a sam poszukiwany nie trudził się, by zacierać ślady. Tu końskie podkowy, tam połamane gałązki, a wokół niezmącony las. Widocznie niewielka ilość osób tędy ostatnio przechodziła. A jak już to w jednym celu.
Wtem do uszu wampira i niziołka doszło ciche wyrażenie nadchodzących komplikacji:
- Ojoj - powiedziała elfka, która niedawno wyjechała na przód i równie szybko zawróciła. Podobnie gestem kazała zrobić towarzyszom. Zeskoczyła z konia i przywiązała go do jednego z drzew.
- Ale nie niszczcie futer. Na mrozy się przydadzą - powiedziała, nie zwracając uwagi, że jej towarzysze mogą nie do końca wiedzieć, o czym mówi.
Gdyby ktoś dojechał do miejsca, gdzie dotarła Nessa, zobaczyłby cztery duże wilki. Były one oddalone od grupki o ponad sto metrów na oko, choć jak wiadomo ono często zawodzi. Długoucha dojrzała je bez problemu za sprawą obniżenia terenu. ÂŚcieżka zdawała się schodzić w dół do miejsca, gdzie było mniej drzew. Można wręcz nazwać je malutką polanką. Trzy wilki siedziały spokojnie na trawie, a czwarty, zapewne przywódca, obgryzał ich nową zdobycz. Ciężko było określić, czyjego ciała chroniły zwierzaki, lecz na pewno nie było ono ludzkie.
Problemem było to, że nie można było ominąć zwierzaków. Obejście ich oznaczało nadrobienie kilku kilometrów, sugerując się trudnym, niepewnym i podmokłym terenem, A i to mogło sprowadzić na grupkę nowych przeciwników.

4x wilk

Dragosani:
- A mówiłem, aby poczekać... - mruknął jeszcze wampir do siebie. Spojrzał na wilki. Nie uśmiechała mu się walka, ale raczej nie mieli wyboru. Mogli za to podjąć się pewnych działać, które mogły zwiększyć ich szanse.
- Hmm... trafisz tego co je? - zapytał elfki. - To pewnie przywódca watahy. Tamte może uciekną, gdy zobaczą, że pada... - zasugerował.

Anette Du'Monteau:
-Szlag by was. Nie było mowy o większych dystansach. W innym wypadku wziąłbym coś bardziej przydatnego na zwierzęta. Jeśli masz ochotę panienko to nie wahaj się i strzelaj. Kolejny, który zbliży się do nas na bliższą odległość padnie zaraz po nim.

Nessa:
- Kto trafi jak nie ja. Chociaż już na pewno wiedzą o naszej obecności - oceniła niczym znawczyni, którą nie do końca była. Wątpiła jednak, by wilki rozproszyły się po zabiciu ich przywódcy, więc zanim nałożyła strzałę na cięciwę, znacząco popatrzyła na towarzyszy. Dobrze by też się przygotowali do tego, co ma nadejść. Nessa w końcu zestrzeli jednego, a przy lekkim chaosie wśród zwierząt dwa. I tak lepsze to niż czekanie do nocy. Wtedy głównie wampir byłby zdolny do walki, a niziołek i długoucha potykaliby się w ciemnościach. Tak źle, a tak jeszcze gorzej.
Tinuviel z racji swej rasy i przeszłości potrafiła cicho poruszać się po lesie, jednak nie na tyle, by zwieść wilki. Nałożyła strzałę na cięciwę i ruszyła do miejsca, gdzie je poprzednio dojrzała. Bezszelestnie, lekko stąpając po podłożu, omijając różne gałązki. Ale i bez tego jeden zwierzak zaczął coś węszyć. Kto wie - może przypadek.
Nessa zerknęła jeszcze przez ramię, by zobaczyć, czy towarzysze są w pobliżu, a gdy się w tym upewniła, napięła łuk. Po chwili jednak go opuściła. Strzelanie w kłąb przywódcy grupki mogło się różnie zakończyć. Pałaszował mięso, będąc do elfki przodem, więc innej opcji nie było, a w bajki o trafianiu w niewielkie oko z takiej odległości Tinuviel już dawno nie wierzyła, chociaż trochę ją to korciło gdyby nie jego 'eskorta'.
Zwierzak był duży, a poza tym zbliżały się mrozy, na które jego ciało było przygotowane. Strzała mogłaby go jedynie zranić. Przydałoby się, by podniósł pysk. Zatem elfka jak najciszej mogła kucnęła, szukając na ziemi chociaż małego kamyka. Po chwili gdy go znalazła, podniosła się, rozejrzała i rzuciła na wschodnią, o ile dobrze orientowała się w kierunkach, część dolinki. Oznaczało to, że trafione zostały drzewa na prawo od niej. Kilkadziesiąt metrów dalej i delikatnie. Wilki podniosły pyski i patrzyły w tamtym kierunku, jakby czekając na ptaka, który wyleci z konarów. Jednak jeden z nich, jeszcze niedawno smacznie obgryzający kości, doczekał się tylko strzały w szyi, w której obrębie szybko pojawiła się krew, a samo zwierzę nie zdążyło nawet zaskomleć.

3 pozostałe wilki są przez moment zdezorientowane, ale po chwili ruszają w waszym kierunku.

3/4

Anette Du'Monteau:
W czasie gdy elfka oddała strzał, niziołek przygotował się i zdjął swoją kusze z pleców, by po chwili już ją załadować. Blaze wraz z bełtem grzecznie czekał aż wilki znajdą się nieco bliżej. Wtedy będzie mógł poczęstować je odpowiednim smakołykiem. Oczywiście o ile ktoś lubił żelazo. Ale i takie osoby się widywało. -No chodźcie do papcia. - mówił powoli mierząc.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej