Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Anette Du'Monteau:
Niziołek wziął oczywiście jednego z mniejszych koni. Wskoczył bez większych problemów, gdyż trenował wchodzenie na wierzchowca nie raz. Nie mógł pozwolić, aby każdy kto zobaczy jak się wdrapuje od razu się śmiał. Zajęło mu to nieco czasu ale opracował odpowiednią technikę, której użył właśnie teraz. Spojrzał porozumiewawczo na elfkę i wampira.
Nessa:
Oprych wybrał dość cherlawie wyglądającego konia i ruszył w kierunku bram miejskich. Wyjechał jedną z nich i przez jakiś czas jechał stępem traktem, więc trio mogło bez przeszkód za nim podążać. Jednak kilka kilometrów od murów stolicy skręcił w las. Dość nieciekawie wyglądający las. Jego koń wciąż spokojnie szedł ścieżką, którą zapewne kilkoro jego pobratymców wcześniej wydreptało.
- Czekamy i później próbujemy go tropić? - zapytała cicho elfka. Nie miała innego planu. Szczególnie przemawiała do niej dróżka, którą podążał. Może za każdym razem zbiry nią jechały?
Dragosani:
- Ja bym chętnie poczekał i do nocy. Tam może wywiązać się walka - odpowiedział wampir. Oczywiste było, że będzie wolał czekać do zmierzchu. Był wtedy skuteczniejszy.
Nessa:
- Mądre gdybyśmy wiedzieli, gdzie on jedzie - westchnęła elfka zdziwiona brakiem rozsądku Severusa. - Poza tym wtedy tylko ty zająłbyś się tropieniem, a w dzień mamy dwie pary oczu. No i ktoś mógłby zatrzeć ślady. Kto wie, ile kilometrów drogi nas czeka. Ruszymy jak Słońce przemieści się o tam - wskazała na miejsce na niebie. W czasach, gdy czas będzie dokładniej odmierzany, oznaczało to, że Nessa chciała czekać pół godziny. - Zgoda?
Dragosani:
Wbrew tego co sobie pomyślała elfka, wampir dobrze znał konsekwencje czekania do nocy. Tak, rzucił tylko luźną propozycją. Słysząc jej słowa wzruszył ramionami i ze smutną minką zgodził się.
- Dobra. to czekamy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej